„Miękka siła”, czyli bezsilność Europy...
TAGI: Felietony prof. Winieckiego, Felietony prof. Winieckiego - Polityka,
Dodano: 2011-03-29 10:39:12

Kilka lat temu pewien amerykański politolog wymyślił termin „miękka siła” (soft power), definiując w ten sposób wielką – jego zdaniem – siłę oddziaływania Unii Europejskiej na świat zewnętrzny. Miała to być siła perswazji, zachęt i przykładu. W stosunkach międzynarodowych zastąpić miała ta miękka siła „twardą siłę” militarną i polityczną Stanów Zjednoczonych (hard power). Koncepcja miękkiej siły przekonała podobnie biorących słowa za rzeczywistość amerykańskich lewicowców skupionych w Partii Demokratycznej i na lewo od niej. Ale nikogo innego.

Posłużę się dwoma przykładami. Pierwszy dotyczy intelektualno-politycznego szwindlu zwanego „globalnym ociepleniem spowodowanym przez człowieka”. Unia na kolejnych światowych spędach z uporem godnym lepszej sprawy forsuje działania, które już zaczynają przynosić krajom UE rosnące szkody ekonomiczne bez żadnych niemal efektów – nawet mierzonych w kategoriach walki z ociepleniem.

Dlaczego? Bo inni na świecie rozumieją, że nie leży to w ich ekonomicznym interesie. Znowu jedynymi, których udało się przekonać, był prezydent Obama i jego mocno lewicujący rząd. Bo już nie cała Partia Demokratyczna, której część senatorów i kongresmenów – świadoma kosztów – odesłała odnośne ustawy do parlamentarnej „zamrażarki”. Reakcją „miękkosilców” była propozycja podniesienia z 20% do 30% zobowiązań zmniejszenia wydzielania tzw. gazów cieplarnianych (zauważmy, że dotyczyć to musiałoby także prukających krów...). Tym razem zlekceważona już przez wszystkich...

Drugi przykład dotyczy stosunku do Kadafiego i jego zbójeckich rządów. Kolejne państwa europejskie domagały się interwencji przeciwko nalotom na ludność cywilną miast, które wypowiedziały posłuszeństwo temu rzeźnikowi. Słusznie z moralnej perspektywy. Ale cóż, opór państw niedemokratycznych w Radzie Bezpieczeństwa spowalniał proces decyzyjny. Tymczasem nawet kraje Ligi Arabskiej apelowały o interwencję, ale apelować, a chcieć i umieć coś zrobić, to dwie różne kwestie.

Oczywiście, kraje Europy, domagające się interwencji, mogły same skrzyknąć się i zrobić, co trzeba, ale okazało się to niemożliwe z braku hard power. Tę w świecie zachodnim (bez przerwy zmniejszającym wydatki wojskowe) ma tylko Ameryka. A Ameryka Obamy twierdzi stale, iż nie będzie w awangardzie działań na rzecz moralnie słusznych celów, skoro jest tak za to krytykowana. I rzeczywiście, utrzymuje się od 2008r. w (powiedzmy) ariergardzie. Ale po apelach i uchwałach różnych wielce ważnych międzynarodowych gremiów dała się przekonać.

Kiedyś bywało inaczej. Afryka Północna przez znaczną część XVIII i XIX stulecia była siedliskiem piratów (podobnie jak dzisiaj Somalia). Tyle, że wówczas kraje europejskie, zainteresowane bezpieczeństwem handlu na Morzu Śródziemnym, potrafiły same zadbać o to bezpieczeństwo. Co kilkanaście lat, gdy akty piractwa zaczynały przybierać na sile wysyłały one eskadrę okrętów wojennych, z dodatkową piechotą na pokładzie, które dopływały do pirackich portów i obracały pirackie fortece w perzynę. Potem lądowała piechota, paliła pirackie okręty, dokonywała egzekucji złapanych z bronią w ręku piratów oraz ich przywódców – i na kolejnych lat kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt piractwo wygasało.

Konkluzja tych rozważań jest raczej oczywista. Miękki to powinien być papier toaletowy. Siła zaś powinna być twarda, czyli realnie istniejąca. I niekoniecznie zawsze musi być użyta; wystarczy, że jest gotowa do użycia.

OPINIE

Dodaj swoją opinię
Autor:
Tytuł:
Treść:


kod z obrazka:

Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie
ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22 e-mail: wsiz@wsiz.rzeszow.pl
Wszelkie Prawa Zastrzeżone, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie © 2010