Między kierowcą a przechodniem
TAGI: Przystawki, Kartki z notesu,
Dodano: 2010-11-24 11:30:10

Kiedyś, w Bonn, zdarzyło mi się stanąć na krawędzi chodnika. Było to na przedmieściach miasta, więc przechodniów było jak na lekarstwo, za to samochody jechały sznurkiem. Stałem z mapą miasta w dłoni, próbując zorientować się w terenie, a ponieważ zdolnościami topograficznymi nie grzeszę, trwało to dobrą chwilę. I po tej dobrej chwili zorientowałem się, że na jezdni stoi sznurek samochodów. Po prostu oni czekali, aż przejdę na drugą stronę ulicy, chociaż nie było tam żadnych pasów. Przepraszającym gestem pokazałem, żeby jechali dalej, bo wcale nie miałem zamiaru przechodzić – krawędź tego chodnika była dla mnie dobrym punktem obserwacyjnym. Pierwszy kierowca na mój gest uśmiechnął się życzliwie i cała kawalkada ruszyła dalej.

Przypomniało mi się to zdarzenie nieco później, już w Polsce, gdy schodząc z jezdni i to na pasach, zostałem zrugany w szoferskim języku gestów i min, przez jadącego ze znaczną prędkością kierowcę. Nie miałem pojęcia za co, ale dzięki temu przypomniałem sobie inne zdarzenie, sprzed wielu lat, gdy jadąc samochodem w Moskwie, zatrzymałem się przed pasami, widząc stojącą przed nimi staruszkę. Stanąłem i stoję. Staruszka też stoi. Staliśmy tak trochę. Ja, spokojnie czekając, aż ona przejdzie; ona, potulnie czekając, aż ja przejadę. W końcu próbowałem ją gestami zachęcić do wejścia na jezdnię, ale bez skutku.

Te trzy zdarzenia układały się wtedy w pewien wyraźny, linearny ciąg następujących po sobie formacji cywilizacyjnych. My byliśmy w środku – formacja cywilizacyjna między Azją a Europą.

Owa moskiewska staruszka miała widocznie głęboko zakodowane w świadomości przeświadczenie o kastowej wyższości tych, którzy jadą samochodem. A może taki lubi przejeżdżać staruszki? Lepiej tego nie sprawdzać. W społeczeństwie, w którym tylko znikoma mniejszość jeździła samochodami, samochód wyznaczał ostrą linię stratyfikacyjną, oddzielającą tych za kierownicą, od tych, którzy samochodu nie mieli i wiedzieli dobrze, że nigdy go mieć nie będą. Ci pierwsi byli w sposób oczywisty i widoczny lepsi, ważniejsi i więcej im było wolno. Tak pewnie myślała moja moskiewska staruszka i, co więcej, nie była to fałszywa świadomość, bo z pewnością podzielała ją większość tych, którzy, siedząc za kierownicą, znajdowali się po drugiej stronie cywilizacyjnej linii demarkacyjnej.

My byliśmy, u progu dziesiątej dekady, pośrodku. Niektórzy kierowcy jeszcze nie przywykli do myśli, że samochód nie wyznacza prestiżu, przechodnie już nie akceptowali wyższości tych za kierownicą. Koegzystencja obu grup użytkowników drogi rodziła więc kolizje i obfitowała w gesty demonstrujące, kto tu jest idiotą i baranem. Przy czym, jak wynikało z moich ówczesnych obserwacji, drogowe chamstwo pozostawało w pewnym związku z klasą samochodu. Przechodząc przez jezdnię najbardziej obawiałem się, w kolejności: trabantów, małych fiatów, fiatów 125 p. Oczywiście należało brać poprawkę na względy techniczne, bo każdy kto jeździł trabantem wie (a ja wiem, bo jeździłem), że gwałtowne hamowanie groziło w nim nagłą kontuzją łękotki kierowcy, lub przebiciem podłogi samochodu. Dobrym samochodem hamuje się miękko i rusza elastycznie.

A jak jest dzisiaj? Ilością i jakością samochodów poruszających się na naszych drogach dorównujemy najbogatszym krajom Europy zachodniej, kulturą relacji między pieszymi a kierowcami ustępujemy im zdecydowanie. Do rzadkości należy kierowca, który zatrzymuje się przed przejściem widząc, że na skraju chodnika stoi przechodzeń. Natomiast wyraźnie poprawia się kultura relacji między samymi kierowcami – przepuszczanie się, dziękowanie za uprzejmość światłami, powoli staje się prawie normą. Tyle obserwacji, teraz będzie komentarz mniej lub bardziej analityczny.

Demokracja demokracji nie jest równa. Pomińmy ten model demokracji, w którym demokracja nie jest demokracją. Na przykład demokracja socjalistyczna, która tak samo była demokracją jak krzesło elektryczne było krzesłem. Model drugi to ten, w którym demokracja jest demokracją dla tych, którzy są nam równi, a dla tych, którzy równi nam nie są, demokracja demokracją nie jest. I wreszcie model trzeci, w którym nierówności są zachowane, ale demokracja jest demokracją niezależnie od stopnia równości lub właśnie nierówności jej udziałowców. I wreszcie model czwarty, najwyższy, w którym po prostu równi sobie są wszyscy, niezależnie od stopnia równości, czyli właśnie nierówności, który ich dzieli w życiu.

Z pozoru zdawałoby się, że różnica między modelem trzecim a czwartym jest pozorna lub nawet nie ma jej wcale. Nieprawda. W modelu trzecim ludzie są sobie równi w demokracji, czyli mają te same prawa i obowiązki; w czwartym zaś są sobie równi w życiu, czyli mają to samo prawo do szacunku i godności na co dzień a nie tylko od święta. Różnica niewielka? Niewielka. Ale niewielka robi różnicę.

OPINIE
Barbara Kolano -
2011-01-27 20:47:12
Odwołując się do tekstu mogę powiedzieć, iż Polacy są narodem, który lubi się wywyższać na tle innych. Jeśli chodzi o zachowania na drodze to wydaje mi się, że każdy człowiek musi dorosnąć do tego, aby być kierowcą. Słusznie Pan zauważył, że samochód to błędne wyobrażenie prestiżu. Istnieje w człowieku błędne pojęcie "ja jestem najważniejszy". Dotyczy to kierowców jak i przechodniów. Wspomina Pan o modelach demokracji, uważam że każdy człowiek z osobna powinien mieć swój model demokracji, dla mnie najlepszym modelem jest model czwarty. Dlatego, że istnieje pojęcie kultury osobistej. Należy ją zachowywać zawsze, w każdej sytuacji i w każdym miejscu.
Kinga Bocoń - Kto ważniejszy?
2012-01-29 18:35:26
Prawdą jest, że relacja przechodzień - kierowca jest bardzo napięta. Nie ma jasnego wyznacznika, który regulowałby ich stosunki. Bo kto ma ustąpić miejsca jak obie strony uważają się za tak samo ważne. Wydaje mi się, że człowiek dziś żyje w ciągłym pośpiechu, ciągle się gdzieś śpiesz i nie ma czasu by się zatrzymać nawet tylko po to, by okazać swoje

Dodaj swoją opinię
Autor:
Tytuł:
Treść:


kod z obrazka:

Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie
ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22 e-mail: wsiz@wsiz.rzeszow.pl
Wszelkie Prawa Zastrzeżone, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie © 2010