Polityka
Masy i elity
TAGI: Kuchnia intelektualna, Gospodarka, Polityka,
Dodano: 2009-06-09 09:43:06
Bóg protestantów błogosławił tym, którzy dochodzili do bogactwa oszczędnością i pracą. Bogactwo było widomym dowodem tej łaski. "Na wejściu" w proces transformacji odziedziczyliśmy zdeprecjonowaną wartość pracy i podejrzliwość wobec bogactwa, do którego, według powszechnego mniemania, "uczciwą drogą dojść nie można". I warto żeby wreszcie nasi liberałowie uświadomili sobie, że spuścizną pokomunistyczną było równocześnie zdeprecjonowanie wartości pracy i podejrzliwość wobec bogacenia się, że były i są to dwie strony tego samego medalu. Zapewne ten wrogi, zawistny i podejrzliwy stosunek do indywidualnego, materialnego powodzenia, był zjawiskiem niekorzystnym, któremu trzeba się było przeciwstawić. Niestety, nasza nowoliberalna propaganda bogacenia się dodatkowo jeszcze rozrywała ów, tak silny w protestantyzmie, związek między bogactwem a pracą, nie mówiąc już o oszczędności, która w warunkach hiperinflacji niewiele różniła się w efektach od rozrzutności i marnotrawstwa.

Społeczne konsekwencje propagandy bogacenia się uprawianej przez naszych rodzimych „Chicago Boys”, czyli „Chłopców z SSGPiS-u”, na początku lat dziewięćdziesiątych były odwrotne do zamierzeń - pogłębiając deprecjację wartości pracy umacniały jeszcze – częściowo zresztą umacniają nadal - odziedziczoną po poprzednim ustroju społeczną podejrzliwość wobec bogactwa u dużej części społeczeństwa. Podejrzliwość ta znajduje oczywiście swe uzasadnienie i potwierdzenie w aferach gospodarczych, w majątkach zbitych na oczywistych przestępstwach lub mniej oczywistym obchodzeniu dziurawego prawa, wreszcie w nierozerwanym, a z natury kryminogennym związku między polityką a gospodarką, administracją państwową a sferą biznesu. Ale nie tylko.

Różnica między latami PRL-u a pierwszym okresem transformacji w zasadzie sprowadzała się tylko do jednego - żyjący z pracy etatowej i skazani na biedę, mieli większe niż poprzednio poczucie deprywacji, bogacący się zaś na indywidualnej przedsiębiorczości, otaczani byli jeszcze większą aurą nieufności i podejrzliwości, tyle, że nie musieli się nią już przejmować i nie musieli skrywać znamion bogactwa nobilitowanego przez nową, liberalną ideologię.

Ta kulturowa sprzeczność okresu transformacji prowadziła do rozchwiania norm, erozji autorytetów i relatywizmu wartości. W gospodarce rynkowej istotną wartością społeczną, stabilizującą relacje społeczne jest powszechna akceptacja faktu, że własność ma prawo przynosić zyski właścicielowi i że te zyski nie muszą i zresztą nie mogą zachowywać żadnych arbitralnie ustalanych proporcji do korzyści z pracy najemnej. Ale powszechna akceptacja tego faktu możliwa jest dopiero wtedy, gdy normalna etatowa praca "na cudzym", która w każdym społeczeństwie jest udziałem zdecydowanej większości społeczeństwa, zapewnia minimum przyzwoitych warunków egzystencji, w tym także pewne granice bezpieczeństwa tej egzystencji możliwe do osiągnięcia dla człowieka o przeciętnej życiowej zaradności.

 1  2  3  4  5  6  7 


OPINIE

Dodaj swoją opinię
Autor:
Tytuł:
Treść:


kod z obrazka:

Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie
ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22 e-mail: wsiz@wsiz.rzeszow.pl
Wszelkie Prawa Zastrzeżone, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie © 2010