i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Dodano: 2009-06-29 09:32:18
Ale wracajmy do Marsylii. Kiedy przyjedziesz TGV z Paryża na dworzec St. Charles, który znajduje się na górze możesz zejść schodami, obok dzielnicy Belsunce do bulwaru Canebiere, który poprowadzi cię do Starego Portu. Bulwar ten to niewidzialna granica dzieląca dwa światy. Po prawej (idąc w kierunku morza) jest świat przybyszy z Afryki, lokalnych kuchni Maghrebu i tych bardziej odległych Senegalu, Gwinei, wąskich zaułków, przeludnionych mieszkań, życia na ulicy. Po lewej to świat europejski, eleganckie sklepy, kawiarnie, restauracje. Po obu stronach bulwaru przechodnie są inni, inaczej ubrani, inaczej się poruszający. Pozory jednak mylą, dzielnica Belsunce nie jest enklawą nędzy, cena metra kwadratowego lokalu sklepowego w obrocie między imigrantami z Maghrebu kosztowała tam w swoim czasie ok. 10 000 franków, podczas gdy cena m kw. lokalu sprzedawanego przez gminę w dzielnicy po renowacji wynosiła 3000 franków. Francuski geograf Alain Tarrius wyjaśnia to istnieniem sieci handlu rodzinnego składająca się z 350 placówek, które obsługują międzynarodową klientelę krążącą między Francją a Tunezją, Algierią i Marokiem, która liczy ok. 750 000 osób.
W Starym Porcie znajdziesz dziesiątki restauracji serwujących prawdziwy marsylski bouillabaisse. Nie jest jednak tą samą zupą, którą zachwala restauracja „Szara” w Krakowie. W Marsylii podają na ogół, chociaż są także liczne warianty, miskę rybno – pomidorowego rosołu z ziołowymi przyprawami oraz półmisek szlachetnych ryb, krewetek i małż, które wrzuca się do zupy okraszając to tzw. rouille’em, czyli majonezem zmieszanym z czosnkiem i chili.
Jak już się nasycisz tym przepysznym daniem, bo poza tym już nic więcej nie da się zjeść, wybierz się w dwa miejsca. Serpentynami lub schodami na wzgórze na którym znajduje się bazylika Notre Dame de la Garde, z którego jest piękny widok na miasto. A potem można też statkiem wycieczkowym popłynąć na wyspę If, gdzie znajduje się nieźle zachowany zamek wybudowany przez Franciszka I, a następnie zamieniony na więzienie. Tam właśnie, jeżeli pamiętasz, uwięziono hrabiego Monte Christo, zaś naprawdę jednym z więźniów był markiz Donatien Alphons de Sade.
W Marsylii byłem dwa razy, pierwszy raz było to wczesną jesienią 1980 roku, zatelefonowałem wtedy do mojego kolegi Andrzeja K., z którym pracowałem przed laty w Algierii. Od kilku lat mieszkał w tym mieście pracując w renomowanym biurze projektowym. Po kolacji zjedzonej w Starym Porcie udaliśmy się na zwiedzanie portowych barów, opisanych w powieściach Jean-Claude Izzo. Jak to za granicą Polacy, rozmawialiśmy o tym co w kraju, o szansach „Solidarności” i perspektywach zmian. Nasz le derniere verre, a była to szklaneczka whisky, został wypity o 4-ej nad ranem.






