Sztuka eseju
METAFIZYCZNY HOMO VIATOR. Czyli niekończąca się opowieść o podróży
TAGI: Kuchnia intelektualna, Sztuka eseju,
Dodano: 2009-03-10 16:39:21

Podróż, na dobrą sprawę, nigdy się nie kończy; chociaż może inaczej: jej zrozumienie i nieustanna interpretacja zdarzeń, ludzi, symboli i gestów może ciągle nabierać nowych znaczeń i sensów. Bo przecież nie ma końca w opisywaniu spotkania z tym, co raz wydaje się kompletnie niezrozumiałe, później jakoś bardziej zrozumiałe, wreszcie – jak nam się wydaje – egzotyczne ale całkowicie do wyjaśnienia sobie i innym, i na końcu: znów niezrozumiałe, jako że nasze domysły i wszelakie eksplikacje (mimo że bardzo racjonalne i barwne) okazały się jednak nietrafne. Ciągle więc próbujemy zmierzyć się z tym, co widzieliśmy, słyszeliśmy i przeczytaliśmy. Przypominamy sobie fakty z podróżniczej przeszłości: rozmowy, kolory, zapachy, emocje; układają się w pozornie sensowny obrazek, jakby doskonale pasujące do siebie puzzle, ale potem coś się zaczyna trochę psuć. W jednym miejscu ewidentnie brakuje kawałka, w innym niby jest, ale jakoś nam nie pasuje do całości, jeszcze gdzie indziej widzimy obrazek, tyle że nie taki, jakiego się przed układaniem spodziewaliśmy. Przesuwamy się w czasie i przestrzeni, stopniowo lepiąc ostateczną wersję tego, czego kiedyś doświadczyliśmy wzrokiem, słuchem i węchem.

Metafizyczni motocykliści
Nieopodal Yogyakarty, na indonezyjskiej wyspie Jawa, pojawia się ogromna grupa motocyklistów. Na czarnych motocyklach z przyczepionymi długimi flagami, ubrani w czarne kurtki i czarne czapki. Większość ma jeszcze założone czarne okulary. Jest ich może z pół setki. Jadą dość agresywnie, zajmując całą szerokość ulicy i faktycznie blokując ruch kołowy. Autobusy i samochody zjeżdżają na bok, pasażerowie wysiadają i patrzą. Jedni trochę z niedowierzaniem, inni z ciekawością ale chyba trochę zmieszaną z niepokojem, jeszcze inni jakby nieco podejrzliwie, może przeczuwając coś niedobrego albo wiedząc o czymś, co się może wydarzyć.
Potężny i niemal wszechmocny ongiś prezydent Suharto zaczyna tracić kontrolę nad państwem. Kryzys ekonomiczny ogarnia cały kraj, ludzie coraz częściej, już bez paraliżującego strachu, wyrażają swoje niezadowolenie. Czasami nazbyt gwałtownie, nazbyt szybko, bo przecież zbyt długo czekali i wreszcie mogą powiedzieć, co myślą i wykrzyczeć to, co ich bolało. Ale nikt tak do końca nie wie, jak wszystko się potoczy. Jak zareaguje armia i tajne służby, które zawsze miały dużo do powiedzenia w Indonezji? Czy protest nie przerodzi się w kompletnie chaotyczną rewolucję, która nikomu nie pomoże, a jedynie doprowadzi do ogromnego rozlewu krwi? A może ktoś stoi za tym wszystkim? Na przykład mniejszość chińska, bardzo bogata, ale nie mająca władzy politycznej i chcąca zmienić dotychczasowy ustrój? Albo chrześcijanie, którzy chcieliby stworzyć całkowicie świeckie państwo, bo obawiają się coraz większego wpływu radykalnych islamistów? A może jeszcze ktoś inny, o którym niewiele wiadomo, ale który może mieć wpływ dużo większy aniżeli się postronnym wydaje? W wyczuwanej wszędzie sytuacji napięcia i grozy potencjalnej rewolucji każda wypowiedź i każde wydarzenie nabiera dramatycznych kształtów. Zaczyna znaczyć coś innego, niż wcześniej znaczyło. Zaczyna mieć dodatkowe interpretacje i obrasta symboliką, która w niejasny sposób daje do zrozumienia, co się dalej wydarzy lub też wyjaśnia drugie dno przeszłych i dziejących się faktów. Ludzie więcej widzą, słyszą i czują aniżeli poprzednio, albo przynajmniej tak sami uważają. Na Jawie magiczne właściwości niektórych osób są dobrze znane. Magią (bardziej lub mniej dyskretnie) podobno posługują się wyznawcy islamu, chrześcijaństwa, hinduizmu czy buddyzmu. Wszystko jest zatem możliwe i wszystko można zinterpretować na rozmaite sposoby. 
No bo czym jest kawalkada czarnych motocyklistów? To protest, widoczny protest przeciwko wielkiemu prezydentowi, mówią jedni. No, ale czyj protest i kto za tym stoi, pytają drudzy. A może to wcale nie jest żaden protest, tylko zwykła prowokacja, zastanawiają się inni. Dobrze, prowokacja, ale kto stoi za tą prowokacją i po co?, dopytują się nadal ci drudzy. Pierwsi nie zgadzają się z drugimi, ci zaś jeszcze z innymi. Wszyscy za to są mocno podekscytowani i mają wątpliwości. Ale słychać wreszcie tych, którzy potrafią dostrzec głębszy sens i lepiej rozumieją jawajską rzeczywistość. Kiwają tylko głowami i wyjaśniają z politowaniem: to symbol, znak dla nas wszystkich, że kończy się epoka zła i przemocy. To, co złe i mroczne, zniknie na zawsze.
Motocykliści są w takiej sytuacji polityczni i metafizyczni zarazem. Takie wyjaśnienie trafia widzom do przekonania. To znaczy trafia do przekonania tym, którzy wiedzą, że w Indonezji nie wszystko jest do końca racjonalne i konieczny jest pewien dodatkowy zmysł, aby wszystko pojąć i uporządkować w swoim umyśle.                       

 1  2 


OPINIE

Dodaj swoją opinię
Autor:
Tytuł:
Treść:


kod z obrazka:

Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie
ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22 e-mail: wsiz@wsiz.rzeszow.pl
Wszelkie Prawa Zastrzeżone, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie © 2010