i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Dodano: 2010-06-01 20:56:41

Kiedy Kypris po raz pierwszy wynurzyła się z morskiej piany, los pewnej wysepki na Morzu Śródziemnym został przesądzony. Wszystkie atrybuty przypisywane bogini stały się wizytówką miejsca, które upodobała sobie najbardziej. I tak pozostało do dnia dzisiejszego.
Cypr – miejsce pielgrzymek turystów z całego świata – ma dwa oblicza. I dwie połówki. Choć właściwie stwierdzenie: ‘połówki’ to za dużo powiedziane. Ma, w każdym razie, dwie części: południową – grecką, europejską i północną – turecką, dwukrotnie mniejszą od południowej, stojącą w rozkroku między europejskim a azjatyckim klimatem kulturowym.
Nie wchodząc w długą i burzliwą historię wyspy warto pamiętać o roku 1974, który stał się początkiem formalnego podziału Cypru na dwie odrębne państwowości. Do niedawna jeszcze przebiegająca przez stołeczną Nikozję (pieszczotliwie nazywaną Lefkosią), granica stanowiła dość szczelną barierę komunikacyjną nie tylko między obiema częściami wyspy, ale również w pokonywaniu jej przez kogokolwiek spoza terytorium Cypru. Dziś jest już znacznie łatwiej, choć, jak twierdzi pewna znajoma Polka posiadająca dwa paszporty – brytyjski i turecki, nadal podczas jej przekraczania wchodząc z terytorium greckiego na część turecką legitymuje się paszportem tureckim, a w drodze powrotnej – brytyjskim. Tak dla pewności, że będzie sprawniej. Ale to już chyba tylko kwestia przyzwyczajenia...
Cypru Północnego strzeże postać legendarnego Mustafy Kemala Paşy. Atatürk zaszczyca swą obecnością liczne mniej i bardziej spodziewane miejsca na wyspie. Zawsze towarzyszą mu dwie czerwono-białe flagi: turecka z dominantą czerwieni i północnocypryjska z przewagą bieli. W odwróconej kolorystyce obu flag symbolika na obu tkaninach jest natomiast taka sama – widnieje na nich księżyc i gwiazda. Cypr Północny, zapewne w dużej mierze dzięki swej dotychczasowej izolacji, jest współcześnie ostoją piękna, dziewiczej natury i cudownej egzotyki. Niezadeptany przez turystów, słabo zaludniony, soczysty przyrodą i pozbawiony reguł życia w świecie franchisingu tak w relacjach biznesowych, jak i międzyludzkich stanowi oazę spokoju i radości. Przybysza witają rosnące wszędzie bujne krzewy oleandrów, zwykle w kolorach różu i bieli. Szczęśliwie wydzielają subtelny, ledwie wyczuwalny aromat, bowiem w przeciwnym razie groziłaby ludziom śmierć na skutek uduszenia. Rosną tu najbrzydsze chyba pomarańcze, o skórkach grubych, pomarszczonych, raczej owalne niż okrągłe, za to smakujące najwspanialej ze wszystkich, które dane mi było kiedykolwiek kosztować. Na północno-wschodnim cyplu wyspy żyją beztrosko w naturalnych okolicznościach przyrody osły endemiczne, zaś w kilku miejscach wzdłuż linii brzegowej żółwie zielone pojawiają się gromadnie w określonych porach roku w celach lęgowych.
Kyreńska lokalność i Hasan
Na terenach o większych skupiskach ludności panuje typowy bałagan, mimo to ludzie są czyści, uśmiechają się w sposób naturalny, przyjazny i serdeczny. Z przyjemnością patrzy się na ich przepiękną cerę i orzechową karnację. Typowym tureckim zwyczajem mężczyźni są wyczuleni na punkcie fryzur. Każdy włos na męskiej głowie musi mieć swoje miejsce, być lśniący, ułożony i idealnie przystrzyżony.
W życiu codziennym kategoria pośpiechu i przepracowania nie istnieje. Spokój i naturalność wyrażają się w każdym geście, spojrzeniu, ruchu. Rdzenni cypryjczycy cenią sobie edukację i pracę umysłową. Pracownicy fizyczni rekrutują się głównie z obszaru Turcji. Jeśli jednak przychodzi cypryjczykowi wykonywać pracę fizyczną najchętniej robi to w greckiej części wyspy, gdzie zarobki są wyższe.
Przybywa uczelni wyższych, w zdecydowanej większości płatnych, jednak posiadających tak skonstruowany system stypendialny by zachęcać do kształcenia wszystkich zainteresowanych inwestowaniem swojego czasu i energii w wiedzę. Infrastruktura turystyczna jest przygotowana na gości. Wiele hoteli oferuje warunki akceptowalne w zachodnim świecie. Najcenniejsze jest jednak to, że zdarzają się także takie, gdzie jeszcze nie do końca czuć wyłącznie powiew klimatyzacji i gdzie jest się skazanym na obcowanie z luksusem sztucznych basenów, betonu, szkła i chromu. To miejsca, gdzie właściciel wita każdego niemal gościa osobiście, towarzyszy przy posiłkach, dzięki czemu będąc w obcym miejscu można szybko poczuć się częścią dużej rodziny. Kiedy więc w środku nocy zdarzało mi się słyszeć dźwięczne „follow me”, bez konieczności wstawania z łóżka, uśmiechając się w myślach widziałam pod przymkniętymi powiekami kadr z podążającym żwawym krokiem (na czele armii swej obsługi hotelowej objuczonej bagażami gości) jowialnym Hasanem i wlokących się za nim pokornie leniwym, ciężkim krokiem, gości o białych, jak u dzieci młynarza, karnacjach. Praktyczna zdobycz cywilizacyjna – telefonia komórkowa – oferuje najkorzystniejsze chyba w świecie taryfy, bowiem rozmowy potrafią ciągnąc się w nieskończoność. Nie ma schematów, regulacji, sztywnych reguł normatywnych. Wciąż jeszcze ważne są uzgodnienia między stronami i dane słowo.
W obiektywie turysty
Podróżując nikt nawet nie myśli o bilecie. Nieduże, estetyczne, nie niszczone przez kogokolwiek przystanki autobusowe stawiane są chyba w odruchu myślenia o przyszłym turystycznym zagospodarowaniu tego obszaru. Daremnie wypatrując jakiegokolwiek autobusu można spędzać na nich minuty, przechodzące w godziny. Trzeba bowiem wiedzieć, że należy uprzednio zamówić telefonicznie u kierowcy kurs, zabukować miejsce i umówić się na godzinę podróży, zanim pojawi się przewoźnik. W przypadku krótszych – kilkukilometrowych – dystansów wystarczy wyjść na ulicę i zatrzymać kursującego z częstotliwością dwukrotnie większą od naszego metra dolmuşa, czyli rozklekotanego prywatnego minibusa. Za 2 YTL (odpowiednik 1 EURO) bez problemu pokonuje się wówczas 4-8 kilometrowe dystanse.
Najbardziej znane miejsca w Północnej części Cypru to Girne (Kyrenia) – nieduże miasteczko, o którym mówi się, że bije w nim serce Cypru Północnego. Z wąskimi uliczkami zabudowanymi niskimi, najwyżej dwupiętrowymi, białymi domkami i pięknym portem jachtowym z niesamowitymi okazami łodzi pochodzących z całego świata, oddycha morzem. Uwagę przyciągają tu liczne kasyna, w których goście, w tym rosyjskie zblazowane matrony trwonią zdobyte sobie tylko znanymi sposobami fortuny. Wybrzeża strzeże charakterystyczne pasmo górskie. Jego część przypomina swym kształtem pięć wyciągniętych i ułożonych blisko jeden obok drugiego palców dłoni. Od tego skojarzenia nosi nazwę Penthadaktylos lub Beşparmak (Pięć Palców).
Jeśli w stopniowaniu piękna można odnaleźć jakiś sens, to należy przyznać palmę pierwszeństwa Bellapais, niewielkiej willowej dzielnicy usytuowanej na wzgórzach, gdzie oprócz fenomenalnych pejzaży można obejrzeć ruiny średniowiecznego opactwa skarbu architektury gotyku w regionie. Wiedział to już Lawrence Durrell, wybierając na swoje kilkuletnie lokum tę część Kyrenii. Mieszkając w Bellapais w latach 50-tych XX w. opisał swoje wrażenia i obserwacje ludzi oraz zdarzeń na Cyprze tamtego okresu w autobiograficznej powieści „Bitter Lemons”.
Inny fenomen to Famagusta (Varosha, Maraş). Niegdyś najbogatsza i najdynamiczniej rozwijająca się część Cypru, ze świetną, jak na ówczesne czasy bazą hotelową. Opuszczone przez ludność grecką w obawie przed wojskami tureckimi latem 1974 r. blisko czterdziestotysięczne miasto, z pozostawionym przedmiotami codziennego użytku w lokalach mieszkalnych, wyposażonymi w towar sklepami itp. stanowi do dziś symbol umarłego miasta w mieście, strzeżonego przez żołnierzy armii Turków cypryjskich. Tylko miejscowi znają historię pewnego człowieka, który po zdarzeniach 1974 r. otrzymał jednoosobowy rządowy, z pełną pensją, etat dozorowania miasta i ochrony przed szabrownikami. Pensja widać była zbyt niska albo chęć „niesienia pomocy innym” silniejsza – bo ów jegomość stał się podstawowym prywatnym źródłem zaopatrzenia we wszelkiego rodzaju towary (od kranów począwszy na samochodach skończywszy) dla ludności wyposażającej swoje mieszkania w tej części Cypru. Sprawnie więc godził pracę na etacie państwowym i własną „działalność gospodarczą” z wykorzystaniem mienia publicznego.
Jedna z najpiękniejszych, rzadkich na Cyprze Północnym, piaszczystych plaż leżąca u stóp ‘miasta duchów’, jest od niedawna wolno dostępna. Mała to jednak pociecha, kiedy odwracając wzrok od morskiej toni widzi się otoczony murem cmentarz miejskiego dostatku, którego przyszłość jest wciąż nieodgadniona. Szanse na jednoznaczne uregulowanie statusu ziemi wartej krocie są nikłe. W najlepszym razie powstanie tu nietypowy skansen północnocypryjskiej świetności lat 70-tych XX w.
Miejsc cieszących oko i kryjących własne, niepowtarzalne, historie jest w regionie naprawdę sporo. Wystarczy wspomnieć tylko o takich jak: Salamis, Old Bazaar Bandabulya, Bedestan (Kościół Św Mikołaja), Selimiye Camii St Sophia Cathedral, Güzelyurt (Morphou), Karpaz etc.
I wiele innych, które każdy zapewne odkryje sam, jeśli zagości w tej części wyspy.
Wrócić jeszcze choć raz
Kształtująca się w niewiarygodnie szybkim tempie, dobrej jakości, sama tylko infrastruktura drogowa wskazuje kierunek zmian. W perspektywie kilku lat będzie można obserwować radykalne przemiany dziewiczego jeszcze w znacznej części, północnego skrawka wyspy w przedsiębiorstwo turystyczne: coraz bardziej sterylne, klimatyzowane, uporządkowane, dostosowane do wysokich wymagań delikatnych i snobistycznych turystów, słowem w all inclusive'ne sanatorium. Szkoda.
Zanim jednak to nastąpi może jeszcze zdążę wrócić na wyspę, do miejsc, na których odwiedzenie zabrakło czasu, a wieczorem zasiądę z lampką lokalnego czerwonego wina wytwarzanego z regionalnego szczepu Mavro nad brzegiem morza w Karaoglanoglu w towarzystwie Hasana i zapytam jak mu się wiedzie.


