i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Dodano: 2009-08-18 10:43:00

Wszystkim młodym potencjalnym ludziom „lewicy”, „socjalistom”, związkowcom itp. oraz Romanowi Kurkiewiczowi i Jackowi Żakowskiemu – zamiast Krótkiego Kursu Historii WKPb.
ZAMIAST WSTĘPU
W połowie lat 60. ubiegłego wieku wynikło z dyskusji przy „Stole” (bez przymiotników) popularyzatorów nauki i techniki, że do gospodarki musi wrócić – pieniądz. Zacząłem zbierać materiały do historii banków, bankierów i obrotu pieniężnego, bo niewiele o tym było wiadomo. Odkrywałem stopniowo przy okazji, że Karol Marks, zajmujący się kapitałem teoretyk rewolucji robotniczej, po pierwsze, nigdy nie wskazał, co należałoby zrobić ze zdobytą władzą po ewentualnej rewolucji, był więc demagogiem negacji, po drugie zaś, nigdy nie zainteresował się tym, co robotnicy Anglii – gdzie mieszkał ponad 30 lat – potrafili zrobić sami dla siebie i co potrafili zrobić z Anglią. Nie zapoznał się z ich funkcjonującą już wcześniej spółdzielczością spożywców, która przejmowała dla klientów zysk handlowy detalistów. Ba, w ogóle nie rozumiał zysku handlowego i gospodarki rynkowej… Zysk handlowy nijak nie chciał się zmieścić w „wartości dodatkowej” jako „nieopłaconej pracy robotnika”. Drobna wytwórczość i drobny handel miały wedle Marksa zaniknąć na rzecz wielkich korporacji, które starczy upaństwowić. Klasa robotnicza miała ubożeć. Tymczasem za jego życia robotnicy angielscy nie tylko nie zubożeli, a wręcz przeciwnie. Ich spółdzielczość stworzyła najpotężniejszą hurtownię Anglii! W życiu politycznym odgrywali coraz większą rolę i zamiast ulegać rosnącemu uciskowi, wywalczyli, oni właśnie, równe prawa wyborcze dla ogółu obywateli (nie objęły one kobiet, choć w środowisku robotników i one miały więcej praw niż w życiu klas wyższych).
W następnym pokoleniu syn walijskiego robotnika, samouk, został najwybitniejszym przywódcą politycznym Wielkiej Brytanii, który ją poprowadził do zwycięstwa w pierwszej wojnie światowej. Nie był członkiem Partii Pracy. Liberał z poglądów, przeforsował ustawy o ubezpieczeniu chorobowym i ubezpieczeniu od bezrobocia – co może trochę zmieni wyobrażenia „krytyków” o liberalizmie…
Niestety, marksistowski sposób rozumienia wielu podstawowych pojęć skaził je historycznie tak bardzo, że dzisiaj trzeba je odkłamywać, włącznie z historią ich narodzin – a trzeba, jeśli jakaś lewica chce być autentyczną lewicą, nie partiami demagogów, i jeśli jakieś związki zawodowe chcą być autentycznymi związkami zawodowymi, nie zaś tylko związkami obrony grupowych interesów.
KTO OBUDZIŁ BRYTYJSKICH ROBOTNIKÓW
Przypomnę: całą Rewolucję Przemysłową w Anglii XVIII wieku, rewolucję, która przeorała naszą cywilizację, dali światu brytyjscy, głównie ci ze Szkocji, samoucy – robotnicy i rzemieślnicy. Wśród wynalazców i konstruktorów, ojców tej Rewolucji, niewielu było ludzi z ukończonymi szkołami. Newcomen, twórca pierwszej naprawdę użytecznej maszyn parowej, był kowalem i ślusarzem, James Watt, który silnik parowy uczynił napędem cywilizacji, był robotnikiem samoukiem, włókiennictwo zrewolucjonizowali tkacze, cieśle, zegarmistrz i… fryzjer, a George Stephenson, twórca lokomotywy, która zapoczątkowała kolejnictwo, do osiemnastego roku życia nie umiał czytać i pisać!
I to nie marksizm obudził robotników. Budził ich z początkiem XIX wieku, przez trzydzieści parę lat – zapomniany angielski geniusz polityczny, William Cobbett. Wielki historyk, George Macaulay Trevelyan, oddał mu, że „odegrał wielką i dobroczynną rolę w historii Anglii”. Trevelyan w tym tłustym byłym bokserze, zawadiace w ringu i poza ringiem, człowieku staroświeckim, przywiązanym do tradycji, uznał „genialnego dziennikarza owych czasów”. „Political Register” Cobbetta odczytywano niepiśmiennym „pod płotem i w warsztacie”, popularna wersja gazety była tania, bo nie zawierała „wiadomości”, „news”, obciążonych wówczas opłatami stemplowymi, tylko artykuły i felietony. Cobbett nauczył robotników dyskusji i organizacji, uczył też – śmiechu w atakach na możnych przeciwników (warstwom wyższym odkrywał nędzę i cierpienia warstw niższych). Ruch robotniczy po jego śmierci nie szukał jednak programu dla siebie, choć stworzył potęgę polityczną i zasłynął „Kartą praw ludu”, People’s Charter. „Czartyści” potrafili zebrać pod nią blisko dwa miliony podpisów!
Kiedy ruch czartystów zamarł po nieudanych strajkach, tę rolę co pisma Cobbetta odegrało hasło Roberta Peela, konserwatysty, którego wrażliwość na krzywdę ludzką uczyniła reformatorem i liberałem. Hasło brzmiało – „trzeba swoje sprawy brać w swoje ręce”. Ludowy pisarz angielski, dziś też całkowicie zapomniany, były lekarz-społecznik, Samuel Smiles, napisał książkę, wznawianą w nieskończoność przez całą drugą połowę tego stulecia – „Self-help” (1859), dosłownie - „Samo-pomoc”, co na polski należałoby tłumaczyć – „Pomóż sobie sam”. Zmieniła ta książka również Amerykę. Opowiadała o tych, którzy osiągnęli wielkość, sławę bądź fortunę własnym wysiłkiem, inteligencją i obrotnością, oraz o tych, którzy potrafili zrobić coś mądrego i pożytecznego razem z innymi. Tą książką, popularnymi biografiami, innymi podobnymi książeczkami, o tytułach „Charakter”, „Przezorność”, „Obowiązek”, wychował Smiles całe generacje angielskich robotników, pełnych ambicji, fantazji i wiary w siebie. W ostatnim ćwierćwieczu XIX stulecia przychodziło takich Anglików na zajęcia „uniwersytetu rozszerzonego”, „uniwersytetu dla wszystkich”, dziesięć tysięcy rocznie! Smiles dożył 92 lat i oglądał sukcesy swoich idei. Nie mają dlań miejsca współczesne encyklopedie, ale wielki nasz historyk kultury brytyjskiej, Wojciech Lipoński, docenił go w pełni i w swoim dziele miejsca poświęcił mu sporo, a i wcześniej wybitny historyk literatury angielskiej, George Sampson, bronił Smilesa przed XX-wiecznym lekceważeniem.


