i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Dodano: 2009-08-18 10:43:00
Patronowało narodzinom takiego „socjalizmu” – chrześcijaństwo. Filip Buchez, lekarz z zawodu, wśród czarnej nocy politycznej za „Restauracji”, jeden z przywódców międzynarodowej siatki spiskowej karbonariuszy, został potem – saint-simonistą. Zwolennicy tej swoistej, intelektualnej religii rozwoju wyznawali „industrializm” i Buchez wziął się za studiowanie Ewangelii, by udowodnić nieuchronny upadek przestarzałego chrześcijaństwa. Tymczasem odkrył w nim, że pierwszym głosicielem równości ludzkiej był Jezus. I sam głosił od tej pory, że „ludzki cel chrześcijaństwa jest zupełnie taki sam, jak rewolucji; rewolucja czerpała natchnienie z chrześcijaństwa”. Ale samo to chrześcijaństwo Bucheza było na one czasy rewolucją. Długie lata, aż po drugą połowę XX wieku, Buchez, jak i przyjaciel Mickiewicza, ksiądz Lamennais, „apostoł biednych”, nie znajdowali miejsca w historii katolickiej myśli społecznej – i Bucheza, i Lamennais’go wyklinał straszny papież pierwszej połowy XIX wieku, Grzegorz XVI. Ten papież potępił Powstanie Listopadowe, nie pozwolił zainstalować w swoim Państwie Kościelnym ani kolei, ani oświetlenia gazowego, podpisał za to dziesiątki wyroków śmierci na rebeliantów przez rozstrzelanie salwą w plecy w fosie twierdzy św. Anioła. Do przełomowej encykliki Leona XIII (1891) miało upłynąć jeszcze ponad 50 lat, a do Drugiego Soboru Watykańskiego ponad 120…
Chrześcijańskie źródła „socjalizmu” nader często w XX wieku przemilczano. Jedni autorzy nie chcieli chrześcijaństwa przy socjalizmie, inni – socjalizmu w pobliżu chrześcijaństwa. Ale XIX-wieczny ekonomista belgijski, Emil de Laveleye, historyk własności prywatnej, analizując proces rozprzestrzeniania się socjalizmu w drugiej połowie swego wieku, pisał: „Ile razy lud usłyszy słowa Biblii i przejmie się do gruntu jej duchem, bucha zeń swoisty płomień reform i równości (…) Ze wszystkich wpływów, sprzyjających rozwojowi socjalizmu, najmocniej oddziałuje religia (…) Chcąc wykorzenić socjalizm, trzeba by go dotknąć w samym zarodku i środkach propagandy, a więc skazać na banicję chrześcijaństwo, spalić Biblię, za starymi filozofami usprawiedliwiać niewolnictwo przyrodzoną nierównością, a nade wszystko – zakazać nauczania elementarnego i wydawania gazet”. To chrześcijaństwo jednak ówczesny Kościół nadal potępiał…
Pierwsi zresztą komuniści, których imię zawłaszczyli później marksiści, też byli gorącymi chrześcijanami. W 1848 roku ich przywódca, Stefan Cabet, autor słynnej podówczas „Podróży do Ikarii”, pojechał ze swymi zwolennikami za Ocean, do Teksasu, zakładać swoją wyśnioną, pionierską wspólnotę komunistyczną, „Ikarię”. Oficjalny jego zastępca, Polak, Ludwik Królikowski, pisał wtedy: „komunista jest to najbardziej oddany przyjaciel wszystkich ludzi, który nie potępiając ich ani nie ganiąc, nie próbując nawet osądzać, przyjmuje w swym sercu za braci wszystkich dążących do swego szczęścia, i który wierzy wraz z Jezusem Chrystusem, że wszyscy ludzie mogą być zbawieni, jeśli tylko okażą dobrą po temu wolę”. Tych pierwszych, prawdziwych komunistów też, swoją drogą, wymazano z pamięci historycznej.
WIELE SOCJALIZMÓW – CIEKAWYCH I RÓŻNYCH
Nie było i później żadnego jednolitego ruchu „socjalistycznego”. Prudonizm, dominujący we francuskim ruchu robotniczym, w encyklopediach mianowany „anarchizmem”, trudno kojarzyć z późniejszym, wojującym anarchizmem, który nie wyrzekał się „akcji bezpośredniej”, czyli zamachów i terroru, próbując zabijać królów, cesarzy i prezydentów. Późniejszy zaś, ujmujący wykład pomocy wzajemnej Piotra Kropotkina, uważanego za „anarchistę”, mało miał wspólnego z Proudhonem, więcej z „solidarnością” Piotra Leroux.
Kooperatyści znów marzyli o budowie wszechświatowej cywilizacji spółdzielczej (sam w nią wierzyłem) i stworzyli ruch z szerokim praktycznym oparciem, jakiego nigdy nie udało się pozyskać jakiejkolwiek innej partii „socjalistów”. Kooperatyzm nie umarł. Dziś panuje niepodzielnie w handlu… Szwajcarii, gdzie dwie największe sieci, „Migros” i „Co-op”, są olbrzymimi przedsiębiorstwami spółdzielczymi. Jedno z nich o pasjonującej wręcz historii – twórca „Migrosu”, Gottlieb Duttweiler, zrobił z tego prywatnego przedsiębiorstwa potęgę dzięki skoncentrowaniu się na klienteli masowej i po latach obrócił swą firmę w spółdzielnię tych klientów, uznawszy, że będzie ona najpewniejszą podstawą trwałości firmy, kiedy jego nie stanie….
„Furieryzm” stworzyli uczniowie Fouriera, kiedy zmarł i nie przeszkadzał im w porządkowaniu jego genialnych myśli. To on zapisał pewnego dnia – „dzisiaj, w Wielki Piątek, odkryłem tajemnicę zrzeszania się”. Znał się na interesach; nie proponował zniesienia zysku, ani własności prywatnej. Zdanie: „jako najważniejsze zagadnienie ekonomii politycznej należałoby zbadać sprawę przekształcenia najemników we współzainteresowanych właścicieli” okazało się trwałym programem, opowiedzieli się za nim Pius XI i Ronald Reagan, a dziś największe przedsiębiorstwa świata realizują założenia Fouriera.
Syndykaliści (od francuskiego „syndicat”, związek zawodowy) koncentrowali się na doraźnym podnoszeniu dobrobytu warstw niższych, a zwłaszcza proletariatu, upatrywali przyszłości we własności związkowej, opartej na dojrzałych, rozwiniętych do angielskiego poziomu związkach zawodowych. Brytyjscy „Fabianie”, z przełomu stuleci, imię przybrali od słynnego wodza Rzymian, Fabiusza Kunktatora, który unikając frontalnych starć z Hannibalem, wyczerpał jego siły i zapewnił sukces Rzymowi. Nie zamierzali dążyć do rewolucji. Należało wedle ich strategii stopniowo nasycać życie społeczne sensownymi elementami socjalizmu. Jeśli eksponowali jakąś własność, to municypalną. Byli wszelako praktycznymi ludźmi czynu: kiedy ukazało się wznowione słynne dzieło Ebenezera Howarda o miastach-ogrodach, potrafili zbudować takie miasto w Letchworth niedaleko Londynu – dosłownie w dwa lata! Fabiańską filozofię działania przejęła potem angielska Partia Pracy, Labour Party, która nigdy nie zamierzała budować „socjalistycznego” społeczeństwa.
Polska Partia Socjalistyczna, która powstała w roku 1893, była od zarania partią rewolucyjną, mającą walczyć zarazem o niepodległość Polski. Jej późniejsza Frakcja Rewolucyjna Józefa Piłsudskiego, genialnego konspiratora, wzięła swoją nazwę od stosowanych „środków rewolucyjnych” w walce z caratem, czyli po prostu – od środków przemocy. Wierzyła w proklamowaną przez twórców PPS walkę o niepodległość Polski – w przeciwieństwie do tzw. PPS-Lewicy, odżegnującej się od marzeń o wolnej Polsce i bliskiej rosyjskim komunistom.
To tylko możliwie lapidarny skrót. Historia socjalizmu nie jest więc ani łatwa, ani prosta, ani jednoznaczna. Opowiadając się dzisiaj za socjalizmem, warto zapoznać się z jego przeszłością i wybrać którąś drogę. Lub jakieś wątki z różnych dróg. O wiele bogatszych niż to, co powyżej w skrócie zarysowałem.






