Społeczeństwo
Katyń i Smoleńsk
TAGI: Kuchnia intelektualna, Społeczeństwo,
Dodano: 2010-04-12 14:44:24

 

Wydaje się, że o tragedii pod Smoleńskiem powiedziano już wszystko i nic do tego dodać nie można. Jest to tylko częściowa prawda. Jest faktem, że takiej katastrofy nigdy nie przeżyła Polska ani nigdy w historii najnowszej nie przeżył żaden naród. Mówimy rzecz jasna o katastrofie w znaczeniu dosłownym, katastrofie, w której równocześnie giną - głowa państwa, wszyscy dowódcy wszystkich rodzajów wojsk i spora część elity politycznej kraju. Nie jest jednak prawdą, co w wielu wypowiedziach się pojawiło, że jest to największa w polskiej historii tragedia, porównywalna z tą w Katyniu, nie mówiąc już o tej we wrześniu 1939 roku, czy tej w październiku 1944 roku, gdy po przegranym powstaniu ginęła Warszawa.

Czynienie z tej katastrofy drugiego Katynia eksploatuje tanią i fałszywą symbolikę wynikającą z jedności tragicznego miejsca. Jeśli już komuś koniecznie zależy na symbolach, niech uzmysłowi sobie, że Katyń wykopał przepaść między Polską a Rosją, Smoleńsk zaś – być może, miejmy taką nadzieję – pomoże przepaść tę zasypać. Jest faktem, że rosyjscy przywódcy – Putin i Miedwiediew - a za nimi zwykli Rosjanie, przekroczyli wszystkie standardy wyznaczane tradycyjnie przez reguły dyplomacji. Jeszcze dwa dni wcześniej politycy, dziennikarze, komentatorzy stosunków politycznych dywagowali czy przemówienie premiera Putina na uroczystościach katyńskich było, czy nie było, szczere, czy powiedział to, co powiedzieć powinien i czego nie powiedział. Wielu podnosiło, że owszem, było to wystąpienie dobre, ale brak w nim było empatii. W Smoleńsku, gdy spontanicznie i po ludzku objął Tuska, nikt już nad empatią czy jej brakiem zastanawiać się nie mógł. W kontekście kwiatów i zniczy spontanicznie stawianych przez zwykłych Rosjan pod ambasadą polską w Moskwie czy konsulatem w Sankt Petersburgu, nawet największy rusofob, a takich przecież w Polsce nie brakuje, nie ośmieli się dawać wyrazu swoim fobiom. Czy jest to więc przełom w stosunkach Polski z jej najważniejszym wschodnim sąsiadem?

Tego przełomu spodziewaliśmy się po polityce. I tu paradoks – nie pierwszy zresztą w tym, co przyniósł nam los – polityka Prezydenta i Jego politycznego obozu wcale do tego przełomu nie prowadziła, przeciwnie, zdawała się być przeszkodą w naprawie stosunków polsko-rosyjskich. Ale wszystko na to wskazuje, że Jego tragiczna śmierć uczyniła to, co żadne działania polityczne i dyplomatyczne przynieść nie byłyby w stanie – doprowadziła do przełomu, a w każdym razie pozwala mieć nadzieję na rzeczywisty przełom. Lech Kaczyński, Prezydent Rzeczpospolitej, żegnany był na ziemi rosyjskiej tak, jak – nie ma co do tego wątpliwości – nigdy nie byłby w Rosji za życia ani witany ani żegnany.

Oczywiście Rosji zależy od pewnego czasu na naprawie stosunków z Polską. Analizując kwestię tę chłodno, by nie rzec cynicznie, można zauważyć, że polityka rosyjska wykorzystała sytuację, aby za cenę niezbyt kosztownych gestów (pewne koszta katastrofy smoleńskiej i jej organizacyjnych konsekwencji Rosjanie wzięli na siebie!) stosunki ze swoim tradycyjnym, naturalnym sąsiadem a równocześnie granicznym państwem UE, naprawić. Tak, to prawda. Ale przy całej mojej, dalekiej od sentymentalizmu, postawie, nie wierzę aby stosunek Rosji i Rosjan do Polski i Polaków w tym dramacie był stosunkiem wyrachowania i chłodnego cynizmu. Zresztą nawet gdyby taka postawa ze strony rosyjskich przywódców miała miejsce, jej rezonans w umysłach i sercach Rosjan byłby autentyczny i emocjonalnie prawdziwy. Także tych Rosjan, którzy dotąd nigdy polonofilstwem się nie wyróżniali. Dlaczego? Wytłumaczenie tego fenomenu wiąże się po części z wyjaśnieniem paradoksu tłumów ulicznych witających trumnę ze zwłokami Prezydenta na ulicach Warszawy.

Jesteśmy, Polacy (a w pewnym sensie dotyczy to także Rosjan), wspaniałym narodem i kiepskim społeczeństwem. Wiedział już o tym Norwid. Jak każda wspólnota, łączymy się w biedzie i nieszczęściu. Tak nas zresztą wywianowała historia i dzięki tej umiejętności „bycia razem w nieszczęściu” przetrwaliśmy jako naród. Kiedy bieda mija, stajemy się stadami wilków, z których każde stado stara się inne wygryźć z zajętego przez siebie żerowiska.

Ponoć – bo opinię tę znam z cudzego przekazu - Ernest Bryll zauważył, że w tych dniach traumy, standardy zachowań wyznaczała ulica. Uwaga uznana za wyjątkowo odkrywczą, w istocie jest dość banalna. Zawsze w takich sytuacjach standardy zachowań wyznacza ulica. Ulica bowiem staje się miejscem tworzenia się wspólnoty. Takim miejscem nie jest i być nie może żadna instytucja. Tylko ulica. Ulica oczywiście może być miejscem, o którym marzył dla Polski Jarosław Maria Rymkiewicz, na którym stawia się szubienice, ale to, w polskiej tradycji nie leżało. Ulica w Polsce jest miejscem, na którym kładzie się kwiaty i znicze, co stało się już polskim zwyczajem. W sierpniu 1980 roku ulica też wyznaczała standardy publicznych zachowań. W dniach tamtej wspólnoty w żadnym z polskich miast nie spalono żadnego samochodu ani nawet nie stłuczono żadnej szyby. W godzinach gdy umierał Jan Paweł II także polska uliczna wspólnota była zjawiskiem wyznaczającym standardy, którym nawet nie wszyscy z duchownych byli w stanie sprostać – w wielu przypadkach trzeba było proboszczów na siłę z plebanii wyciągać, aby otworzyli drzwi kościołów. Niestety, później szybko wróciło wszystko do smutnej, polskiej normy. Jak będzie tym razem? Właśnie Warszawa, ta nielubiana w innych miastach i regionach Polski Warszawa, stała się w tych dniach centrum polskiej, narodowej wspólnoty. Warszawa w większości nie głosowała na PIS i Lecha Kaczyńskiego – nie ma najmniejszych wątpliwości, że 11 kwietnia 2010 roku witało i żegnało równocześnie Lecha Kaczyńskiego więcej warszawiaków aniżeli wcześniej nań głosowało. Pewien, pożal się Boże, dziennikarz, powiedział, że wielu przyszło w ramach ekspiacji za to, że za życia tak niesprawiedliwie Go oceniali. Jest to opinia prymitywna i głupia. Na ulicach Warszawy, nie mam co do tego żadnych wątpliwości, ba! ja to wiem! było wielu ludzi, którzy uważali i uważają, że Lech Kaczyński był bardzo złym prezydentem Polski a mimo to, z potrzeby umysłu i serca przyszli Go pożegnać. Bo, czego ów dziennikarz nie jest w stanie pojąć, można kogoś szanować, darzyć sympatią, kochać nawet a mimo to się z nim nie zgadzać. W kulturze i tradycji polskiej o zmarłym nie można mówić źle. To prawda i należy szanować tę tradycję. Ale nie czcijmy Zmarłego kłamstwem. On tego nie potrzebuje, ani zapewne tego by nie chciał. Dla wspomnianego wcześniej, pożal się Boże, dziennikarza, gest jedności możliwy jest tylko wobec człowieka, z którym się zgadzamy. Nie dostrzega on i nie docenia tego, co dostrzegła i co zamanifestowała warszawska ulica, że manifestacja jedności może istnieć ponad podziałami i ponad ocenami, że są sytuacje, w których można być także w bliskości i we wspólnocie z tymi, z którymi wiele nas różni.

W katastrofie pod Smoleńskiem zginęła wraz z Prezydentem Rzeczpospolitej część – istotna część – polskiej elity politycznej i to w momencie szczególnym, niemal w przeddzień najważniejszego w systemie demokracji parlamentarnej starcia elit. Ten właśnie, wynikający z kalendarza politycznego, moment katastrofy, pogłębia jej dramat i traumę, ale równocześnie stwarza nadzieję na istotną, kulturową zmianę w polskim życiu politycznym. Przez kilka dni żałoby nie słyszeliśmy w mediach typowego dla polskiej sceny politycznej jazgotu. Jest dodatkowo charakterystyczne, których polityków nie słyszeliśmy w ogóle!

Lech Kaczyński za życia nie był prezydentem wszystkich Polaków. Nawet się o to nie starał. W chwili swej tragicznej śmierci stał się Prezydentem wszystkich Polaków. Moim się stał i pozostanie nim.

Jerzy Chłopecki

OPINIE
Ania T - Hominem quero
2010-04-12 17:49:05
Patrzyłam na Krakowskie wczoraj.
Patrzyłam dziś.
Czysto ludzki wymiar wydarzeń boli najmocniej.
Pomyślałam tyle tylko, że
By się zatrzymać trzeba ludziom smutku
By odnaleźć człowieka należy go zgubić
By widzieć ostrzej wzrok musi być zamglony
Alekspc - las pod Smoleńskiem
2010-04-12 20:22:27
To nie do końca jest racja. Mój Ojciec uległ emocjom i pisze bowiem iż "Bo, czego ów dziennikarz nie jest w stanie pojąć, można kogoś szanować, darzyć sympatią, kochać nawet, a mimo to się z nim nie zgadzać". Do Lecha Kaczyńskiego jedynie znacząca, lecz jednak mniejszość, żywiła sympatię.
Anna Siewierska-Chmaj - Narodziny mitu
2010-04-14 19:45:45
Minęło kilka dni od tragedii w Smoleńsku. Nadal odczuwamy ogromny żal z powodu tego co się stało – nie tylko w wymiarze ludzkim. Katastrofa prezydenckiego samolotu obnażyła słabość naszego państwa, brak rozsądnych procedur bezpieczeństwa, kierowanie się przy podejmowaniu ważnych decyzji opinią mediów. Optymiści mówią jednak, że to cena za pojednanie narodowe, może nawet poprawę stosunków z Rosją, że oto teraz Prezydent Kaczyński w końcu został Prezydentem wszystkich Polaków. Tylko czy na pewno?
Jerzy Chłopecki - do Anny Siewierskiej – Chmaj
2010-04-14 19:56:46
Podzielam obawy dr Siewierskiej – Chmaj (są bowiem symptomy, które obawy te czynią uzasadnione). O obawach jednak wolałbym dyskutować po niedzieli – nie dzisiaj, choć oczywiście po niedzieli będzie już za późno, nawet dzisiaj już jest za późno, aby dyskutować o Wawelu, czy porównywać kard. Dziwisza z kard. Sapiehą. Ale podzielając obawy, właściwie nie zgadzam się z całą resztą.
achlopecki - do Jerzego Chłopeckiego
2010-04-14 20:06:07
Dziękuję, Bracie, za Twój tekst na Bistro. Podpisuję się pod nim obiema rękami z jedną, małą i marginesową uwagą, o której potem. Beata zmusiła mnie do pójścia nocną porą w niedzielę do Pałacu, by się wpisać do księgi kondolencyjnej. Mówiłem, że już nie trzeba, bo przeszedłem się przed Pałacem w jej imieniu w sobotę o 15.30, gdy skróciłem mój wykład w IBL-u, ale się uparła. No to wpisałem "Panie Prezydencie, ta OFIARA nie może nie wydać z siebie Dobra" + podpis.
Alekspc - Aleksander Chłopecki do Andrzeja Chłopeckiego
2010-04-15 23:04:24
Mój Szanowny Stryj ma być może rację. Najprawdopodobniej ulegałem, jak wielu, „poprawności politycznej” . Uprzejmie zwracam jednak uwagę, że określenie to użyte w tym kontekście uważam za niezbyt budujący chwyt erystyczny. Tkwi za nim założenie o zmowie elit, zmowie mediów (lewicowych lub lewackich jak zakładam?) a liberalnych w najgorszym razie. No i o „ciemnym ludzie”, który tej zmowie ulega. Nie potwierdzam ani nie zaprzeczam, przyjmuję z pokorą możliwość, że należę do „ciemnego ludu” – w końcu kiedyś większość „wiedziała”, że to Słońce okrąża Ziemię.
Bohdan Jałowiecki - Katyń i Smoleńsk
2010-04-18 16:24:08
Mój przyjaciel Jurek Chłopecki, jak mu doniosłem w prywatnym mailu, napisał piękny, choć nieco emocjonalny tekst. Dyskusja rodzinna klanu Chłopeckich jest też interesująca, są tam bowiem różne odcienie afirmacji, a także negacji tego czego od dziewięciu dni jesteśmy świadkami. Dziewięć dni to naprawdę dosyć. A jeżeli komuś przyznaję niemal 100% racji to Pani Annie Siewierskiej-Chmaj. Mam nadzieję wypowiedzieć się szerzej na łamach „Bistra” w sprawie Katynia i Smoleńska po ustaniu żałoby.
Paulina Kruk -
2010-04-20 12:53:15
W obliczu tej tragedii, Polacy połączyli się w bólu i cierpieniu. Na twarzach ludzi stojących przed Pałacem Prezydenckim, widać było łzy, zadumę i niedowierzanie. A wystarczyło się przejść kilka metrów dalej, gdzie ludzie pytani przez dziennikarzy co teraz czują, tryskali jadem w stosunku do rządu, snując domysły, że to Tusk i cała jego świta stoi za tą katastrofą. Paranoja, i gdzie tu to zjednoczenie? Kiedy nawet w okresie trwającej żałoby, ludzie nie potrafili uszanować powagi sytuacji. Zgadzam się z Panem Chłopeckim, że jesteśmy „wspaniałym narodem i kiepskim społeczeństwem”.

Dodaj swoją opinię
Autor:
Tytuł:
Treść:


kod z obrazka:

Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie
ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22 e-mail: wsiz@wsiz.rzeszow.pl
Wszelkie Prawa Zastrzeżone, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie © 2010