Katowice - dworzec główny
TAGI: Deser, Okruchy miast Bohdana Jałowieckiego,
Dodano: 2009-03-17 13:14:07

Dla Nomadki

Jesienią 1974 roku znalazłem się znowu po czterech latach, które spędziłem w Algierii, na dworcu w Katowicach. Zadziwiło mnie wtedy, że wszyscy na około mówią po polsku, poczułem się jednak swojsko dopiero wtedy kiedy wciągnąłem do nosa smród z przejeżdżających od czasu do czasu napędzanych węglem parowozów i specyficzny odór polskiego dworca. Składa się z potu niemytych ciał, papierosowego dymu, rozlanego piwa i moczu. Zobaczyłem dalej obskurne przejścia, brudne nigdy, nie myte ściany, wyszczerbione płyty chodnikowe, trochę dalej w hali dworca, smutny, szary tłum, z którego od czasu do czasu wydobywały się pijackie krzyki. Jestem w domu pomyślałem. Dworzec ten dobrze znałem już poprzednio, ponieważ przed wyjazdem za granicę mieszkając we Wrocławiu pracowałem w Śląskim Instytucie Naukowym.
 Kilka tygodni temu znowu znalazłem się na katowickim dworcu, który jest dla mnie jednym z symboli trwania PRL. Tu na Śląsku zaszczepiono wtedy obce wzory, których przez 20 lat nie zdołano wymazać. Prawie wszystko było tak jak dawnie, z jednym wyjątkiem, pojawiły się bowiem oznaki polskiego bieda kapitalizmu - byle jak sklecone budy pełniące rolę obiektów handlowych. 
Katowicki dworzec musi zobaczyć każdy, który przyjeżdża koleją i te wrażenia rzutują na obraz miasta dominując późniejsze doznania.  Władze miasta, Polskich Kolei Państwowych i innych instytucji dobrze wiedzą jak wyglądają  dworce kolejowe za zachodnią granicą. Wiedzą ale nic nie robią bo im wygląd tego wejścia do miasta nie przeszkadza. Nie ma pieniędzy na remont – mówią – ale także posprzątać nie mogą.
 Katowice wśród większości polskich miast mających średniowieczny rodowód są jednym z wyjątków. Powstały w okresie żywiołowej dziewiętnastowiecznej  industrializacji i są nią skażone. Miasto zlepiono z kilkunastu wsi i osad górniczo – przemysłowych, które przez długi czas, a niektóre do dzisiaj, zachowały swój odrębny przestrzenny i społeczny charakter.
Liczne rozwijające się obok siebie ośrodki przemysłowe, intensyfikacja kooperacji, powstawanie dużych przedsiębiorstw grupujących wiele zakładów przemysłowych uczyniło niezbędnym powołanie ośrodka centralnego. Dogodnym miejscem była szybko rozwijająca się wieś Katowice,  której prawa miejskie nadano  niejako na wyrost w 1865 r. Decyzję tę tak komentuje historyk: „Stworzono w ten sposób «z polskiej wsi niemieckie miasto», któremu wyznaczono specjalne cele – «walkę o niemieckiego ducha na słowiańskim wschodzie». Uwieńczone zostały w ten sposób starania przemysłowców niemieckich (m.in. właściciela «państwa mysłowickiego» – Tiele Wincklera, który stworzył tu silny ośrodek dyspozycji ekonomicznej z podległymi dobrami ziemskimi i zakładami przemysłowymi) oraz kupców, którzy osiedlili się w Katowicach, widząc korzyści handlowe płynące z bezpośredniego sąsiedztwa granicy prusko-rosyjskiej” .
 Ta pierwotna urbanizacja zaciążyła nad późniejszym rozwojem miasta, który utrudniała także przecinająca je linia kolejowa. Część południowa rozwijała się intensywnie w okresie międzywojennym, wzniesiono kilka gmachów publicznych z budynkiem Sejmu Śląskiego oraz wiele kamienic w obrzeżnej zabudowie ulic o wysokim, jak na ówczesne czasy standardzie. Okres PRL wzbogacił okolice dworca o dwa domy handlowe, dom prasy i hotel. Za budowniczego powojennych Katowic uchodzi, w zasadzie słusznie, długoletni wojewoda Jerzy Ziętek. Jemu miasto zawdzięcza ważne inwestycje publiczne wielki park na granicy Katowic i Chorzowa oraz halę widowiskowo – sportową tzw. „Spodek”. Poza tym wokół miasta powstało kilka wielkich zespołów mieszkaniowych.
 Do Katowic trzeba przyjeżdżać samochodem, najlepiej wysiąść na parkingu centrum handlowego „Silesia” i podziwiać panoramę miasta w kierunku południowo – wschodnim. Widać zbudowany w ostatnich latach kawałek miasta obsługiwany trasami szybkiego ruchu. W tej dziedzinie Śląsk zajmuje niewątpliwie pierwsze miejsce. W „Silesii: można zrobić zakupy obejrzeć najnowszy film, a nawet pomodlić się w kaplicy, następnie jednak należy wsiąść w samochód i jedną z nielicznych polskich autostrad udać się do Wrocławia.
 Katowice to miasto zlepione rękami nieudolnego rzeźbiarza, który nie umiał dobrać odpowiedniego materiału i nie miał pojęcia o kompozycji. W tym mieście bez centrum, bez placów nic do niczego nie pasuje. Stare XIX wieczne Katowice zaniedbane i brudne, ulice poplątane i coraz mniej przejezdne. Anonimowe brzydkie powoli degradujące się osiedla mieszkaniowe, biedne, zmarginalizowane dzielnice starych „familoków” i dla kontrastu hotel „Qubus”. Z dwudziestego  piętra dobrze widać horror PRL t.zw. „superjednostkę” olbrzymi blok podzielony na klatki „dla królików” i taki sam rozproszony bałagan i bród jak dworcu.
 Katowice to nie jest miasto dla „flaneura” nie ma dla niego żadnej przestrzeni, na kilku ulicach między starym dworcem a ul. Warszawską znaleźć można trochę przeważnie bieda sklepów do których dojście blokują wszędzie parkujące samochody. Ten kto mógł uciekł już do centrów handlowych.
 Katowice to nie jest miasto dla turysty, bo nie ma w nim atrakcyjnych zabytkowych budowli, ciekawych muzeów, wyjątkowych wydarzeń. Jeden „Spodek”,
w którym odbywają się czasem masowe koncerty, a częściej imprezy sportowe nie zapełni pustki kulturalnej tego miasta.
 Katowice znam od zawsze, pracowałem tam 10 lat a pięć mieszkałem, bywałem tam częściej niż w innych miastach, nigdy nie stanąłem w zachwycie co mi się czasem zdarza w innych miastach, nie poczułem magii Katowic. Widocznie droga Nomadko brakuje mi wrażliwości, mam już stępioną uwagę, nie umiem zaczynać, ale nadal nie ufam sobie zanadto.

Marzec,  2009 
 
 
               
 

OPINIE

Dodaj swoją opinię
Autor:
Tytuł:
Treść:


kod z obrazka:

Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie
ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22 e-mail: wsiz@wsiz.rzeszow.pl
Wszelkie Prawa Zastrzeżone, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie © 2010