i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Dodano: 2011-12-06 14:04:29

Program drugi Polskiego Radia w ostatnią niedzielę (5 grudnia br.) transmitował finał licytacji różnych przedmiotów, książek, dzieł sztuki, ofiarowanych przez osoby mniej znane, bardziej znane i nieznane na rzecz dzieci z Hospicjum im. ks. Tischnera w Krakowie. Omal nie spowodowałem wypadku samochodowego gdy usłyszałem, że na ową szczytną aukcję pani Elżbieta Penderecka ofiarowała swoją apaszkę, mistrz Penderecki zaś … krawat. Dziennikarka, która tę informację podawała – trudno orzec z ironii czy z zażenowania – zaczęła tłumaczyć słuchaczom, że pani Penderecka znana jest z upodobania do apaszek i ma je bardzo piękne, z reguły przywożone z dalekich podróży, krawat zaś sam Maestro też pewnie z jakiejś podróży przywiózł.
No cóż, nie oczekiwałem, że Penderecki na taką aukcję – charytatywną - wystawi rękopis partytury Requiem Polskiego czy choćby swego koncertu fortepianowego, ale przecież mógł ofiarować płytę z autografem. Swego czasu pani Elżbieta Penderecka oznajmiła publicznie, że jej małżonek reprezentuje wyżyny kultury światowej. Niektóre utwory Pendereckiego (nie wszystkie, nie wszystkie…) niewątpliwie są i będą zaliczane do zasobów kultury światowej, ale poziom kultury nieartystycznej zademonstrowany przy okazji tej aukcji przez państwa Pendereckich to niestety nie są wyżyny kultury, nawet nie pagórki. Pomyślałem sobie, nie przeczę, złośliwie, że bardziej uzasadnione byłoby, aby na tę aukcję Mistrz przekazał swoje kalesony, Małżonka zaś na przykład – biustonosz. Mogłoby to być odebrane jako twórcza prowokacja, bez której wszak trudno obyć się Sztuce, szczególnie postmodernistycznej doby. A tak – ani kultury, ani prowokacji, tylko gołe zażenowanie. Jakie to smutne.






