i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Dodano: 2011-05-16 10:53:09

Być może reakcja na wyczyny bandytów w Bydgoszczy nie była racjonalna. Być może należało podjąć inne decyzje i nie zamykać przed kibicami stadionów Legii i Lecha, być może… Nie ma to jednak wielkiego znaczenia.
Bohdan Jałowiecki w bardzo ważnym tekście upowszechnianym na tych, elektronicznych łamach, pt.”Bezsilność demokracji” pisze, że „demokracja to system wrażliwy i podatny na ataki jej przeciwników.” Jałowiecki ma rację, czego doświadczamy. Od pewnego czasu młoda, nieokrzepła polska demokracja atakowana jest przez kiboli. Nie tylko tych stadionowych, także tych ze sceny politycznej. Państwo nie potrafi jej obronić.
Czy możemy, trawestując Saint Justa, powiedzieć dziś w Polsce, że nie ma demokracji dla jej wrogów? Sprawa jest skomplikowana. Pomysły, aby zdelegalizować PIS i ustawowo zlikwidować mafie związków zawodowych są pomysłami awanturniczymi, ale fakt, że się pojawiają, o czymś świadczy. O czym? O bezradności – Jałowiecki pisze – bezsilności – demokracji.
W Polsce mamy rewolucję kiboli. Z kibolami mieliśmy do czynienia w Bydgoszczy na stadionie Zawiszy, z kibolami mamy do czynienia na Krakowskim Przedmieściu co miesiąc, z kibolami mieliśmy do czynienia w czasie strajków pielęgniarek i ostatnio, w czasie strajku górników. I wszędzie mieliśmy i mamy do czynienia z tym samym – z bezsilnością demokracji (a więc z bezsilnością państwa i prawa) oraz z bezkarnością kiboli występujących pod postacią kibiców, górników, pielęgniarek a wreszcie PiS-owców.
Nie pamiętam kto – podejrzewam, że Stefan Bratkowski – zauważył kiedyś, że agresywne chamstwo internautów źródła swe ma w impotencji. Dzisiaj skłonny jestem przyznać tej supozycji rację. Oczywiście niedosłowną. Być może taki „staruch” rzeczywiście jest impotentem lub ma nieudane życie seksualne, co dotyczy także większości działaczy związkowych z KGHM oraz przewodniczącej związku zawodowego pielęgniarek i jej współtowarzyszek. Być może. Ale w sensie niedosłownym, wszyscy wyżej wymienieni bohaterowie naszego narodowego dramatu cierpią na nieudacznictwo, które z nieudanym pożyciem seksualnym można porównać. Oni są niespełnieni i czują się przegrani. Jest pytanie, czy za tę ich, życiową przegraną, państwo, rząd, reszta społeczeństwa, mogą i powinni czuć się odpowiedzialni?
Bohdan Jałowiecki w innym tekście na tych samych łamach upowszechnianym „Bin Laden i kibole”, zdaje się dowodzić, że tak – wina leży nie po stronie kiboli, ale nas – rządu, państwa, społeczeństwa, ludzkości, wszystkich, którzy obojętni są na niedolę seksualnego i życiowego nieudacznictwa Kaczyńskiego, PIS-u, związkowców i wszystkich innych kiboli z ibn Ladenem włącznie. Mam nadzieję, że mi Bohdan Jałowiecki, kpinę wybaczy, ale zanim nabiorę intelektualnej ochoty, aby pochylić się nad losem tych wszystkich biednych kiboli Polski i reszty świata, chciałbym wiedzieć jak bronić Polski, świata i siebie nie na koniec, przed agresją, zbrodnią a choćby tylko bezkrwawą (na razie?) destrukcją, których autorami są kibole wszystkich barw i maści w naszym kraju. Owszem, mogę zastanawiać się co jest przyczyną, która legła u podstaw ich nieudacznictwa, z którego zrodziła się agresja, ale dopiero wtedy gdy siedzieć będą za kratkami i ich agresja nie będzie mi zagrażać. Dopóki ich aktywność zagraża memu bezpieczeństwu i fundamentom państwa, którego jestem obywatelem, pilniejsze jest dla mnie poszukiwanie skutecznych mechanizmów zabezpieczających przed ich czynami niż poszukiwanie przyczyn, które są czynów tych źródłami.
Mechanizmów? W gruncie rzeczy nie o mechanizmy tu chodzi. Mechanizmy odnoszą się do procesów społecznych. Wobec faktów społecznych potrzebne jest coś innego. Tu niezbędne jest silne państwo – państwo (jego organa czyli policja, prokuratura, sądy), które się nie boi. A państwo polskie się boi – boi Rydzyka, który w wielu już sprawach powinien odpowiadać przed sądem (nie przesądzam wyniku procesów), boi motłochu z Krakowskiego Przedmieścia, który policja powinna rozpędzić a prowodyrów nielegalnych zgromadzeń zatrzymać do dyspozycji prokuratury, boi związkowych mafiosów organizujących zadymy.
A eurokibol Kurski (Jarosław) w którejś z audycji telewizyjnej (przypadkiem zdarzyło mi się to usłyszeć) mówi o państwie Tuska. Zauważmy – nie o państwie, nie o państwie polskim – o państwie Tuska.
Jałowiecki pisze o bezsilności demokracji. Ale to jest problem bardziej uniwersalny. W Polsce nie tyle demokracja jest bezsilna, co bezsilne, słabe jest państwo. Słabe strachem toruńskiej pani prokurator przed Rydzykiem i jego wyznawcami, strachem warszawskiej policji, a właściwie jej przełożonych przed motłochem z Krakowskiego Przedmieścia, strachem Tuska i PO przed mafią związkową.
Ale to państwo jest także, a może przede wszystkim, słabe upartyjnieniem, które pozwala eurokibolowi Kurskiemu i innym mówić o państwie Tuska. Jest jednak jeszcze gorzej – wszystko wskazuje bowiem na to, że gdyby wybory wygrał PIS – Nowak, Graś czy inny Grabarczyk mówiliby o państwie Kaczyńskiego, chyba, że Ziobro, Brudziński, Kempa i reszta tego towarzystwa wzięliby wszystkich za twarz. A wtedy, prawdopodobnie, zatęsknilibyśmy za słabym państwem i bezsilną demokracją.






