Kategorie
Mecenas
Mecenasem serwisu jest Wyższa Szkoła Informatyki
i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Partnerzy
Polityka
Jak wkręcono Katarynę?
TAGI: Kuchnia intelektualna, Społeczeństwo, Polityka,
Dodano: 2009-06-10 10:12:59
Dodano: 2009-06-10 10:12:59
AUTOR: Sylwester Zimon
„Dziennik” w pewnym momencie zaczął tracić z oczu sens całego problemu. Dowodem na to może być kontrowersyjny artykuł „List otwarty do obrońców Kataryny” redaktora naczelnego Roberta Krasowskiego z 24 maja 2009 roku. Artykuł zaczynał się słowami „pocałujcie mnie w dupę”, które miały niejako oddawać poziom debaty publicznej prowadzonej przez internautów. „Lubię Internet, lubię internautów i lubię ostry język. Nie lubię tylko Was, zawistników, którzy się stali plagą polskiego Internetu. Wejdźcie na strony gazet zachodnich, nawet w bulwarówkach nie ma tak debilnych wpisów jak Wasze” dodaje redaktor naczelny „Dziennika”. Później stwierdza, że kultowym filmem polskich internautów jest „Matrix”. Ujawnia to niejako poziom dyskursu całego artykułu. Porusza też sprawę anonimowości: „mówicie, że nie mamy prawa ujawniać Kataryny. Otóż mamy (…). Jeśli zechcemy, każdego możemy ujawnić. Jesteśmy dziennikarzami, a nie pluszowymi misiami, jak Wy”. Pod koniec redaktor naczelny trochę zmienia ton i dodaje, że nie kieruje tego artykułu do wszystkich obrońców Kataryny, a jedynie do tych, którzy go denerwują.
Robert Krasowski dał się zbytnio ponieść niezdrowym emocjom, ale nie on jeden. Dwa dni później w artykule „Fakty i mity w sprawie Kataryny” głos zabrała także Marta Stermacka, zastępca redaktora naczelnego, która chciała ostatecznie zamknąć sprawę. „Gdy kobieta woła o pomoc, wszyscy współczują”, skomentowała ironicznie obrońców blogerki. Dodała też, że nie jest ona wcale postacią anonimową. Zdaniem Stermackiej „to, co dla internautów jest perfekcyjnym kostiumem, dla dziennikarzy jest prostą przebieranką. Kilkanaście godzin poszukiwań i okazało się, że kilka osób w Warszawie wie, kim jest Kataryna. (…) Kataryna wyzwała Dziennik na pojedynek. To była próba sił. Dziennikarstwo papierowe kontra internetowe. Dziennik wygrał i tyle”.
Jeszcze ostrzejsze wypowiedzi pojawiły się w artykule „Pawlak nepota poparł Katarynę” Cezarego Michalskiego z 29 maja. Złośliwie skomentował on osoby popierające blogerkę w konflikcie z „Dziennikiem”: „Kataryna przedstawiana jako bezbronna ofiara wszechpotężnego Matrixa uosabianego przez Dziennik otrzymała poparcie Rzeczpospolitej i gazety.pl (z przyczyn zupełnie bezinteresownych, a nie dlatego, że konkurujemy ze sobą o rynek), i dwóch byłych premierów, z których drugi aktualnie jest wicepremierem. (…) Ten sam Kaczyński przedstawiał anonimowych użytkowników Internetu jako ludzi siedzących z piwem przy internetowej pornografii, z których poglądami nie warto się liczyć. (…) Jarosław Kaczyński nie ma poglądów, ma jedynie polityczne interesy skupione na sobie i bracie”. Oprócz tego „Dziennik” wystosował apel pod tytułem „Stop chamstwu w sieci!”. Dodał jednak, że nie chce walczyć z anonimowością. „Sami czasem ją stosujemy i chcemy, by była ona stosowana zgodnie z regułami obowiązującymi w cywilizowanym świecie”. Jakie są zatem te reguły cywilizowanej anonimowości? Tego już nie podał.
1 czerwca 2009 roku sprawę chciało zakończyć Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich. Zorganizowało ono debatę dotyczącą Kataryny. Nie przyniosła jednak żadnego sensownego rozwiązania. „Dziennik” bronił swoich racji, inni – jak chociażby Piotr Waglowski, prawnik zajmujący się tematyką Internetu – twierdził, że Kataryna ma prawo do anonimowości. W sprawie głos zabrała także Rada Etyki Mediów, która uznała, że Kataryna ma takie prawo, lecz jej zachowanie jest nieetyczne. Jednakże „Karta Etyczna Mediów” dotyczy wyłącznie „dziennikarzy, wydawców, producentów i nadawców”. Nigdzie nie ma żadnych zapisów ani praw dotyczących blogosfery. Jedyne co istnieje to regulamin portali, na których zamieszczane są blogi. Regulamin jednak nie jest wystarczający. Może nadeszła już najwyższa pora, aby blogerzy także zostali objęci podobnym dokumentem, jak „Karta Etyczna Mediów”? A może nad Internetem nie da się zapanować, jak nad innymi mediami? Przecież nawet sprawa internetowego piractwa, pomimo wielu wysiłków, nadal jest nierozwiązana.
Wciąż nie ma żadnych odpowiedzi na powyższe pytania. Problem jednak nie zniknął. Możliwe, że Kataryna po takiej aferze na stałe zniknie z blogosfery. Sama powiedziała, że dekonspiracja byłaby końcem jej bloga. Pozostaje jednak wielu innych anonimowych blogerów publikujących notki w podobnym tonie. Czy powinni się bać, że i na nich znajdzie się jakiś Czuma? A może dziennikarze „Dziennika” już ich rozpracowują? Na te pytania dopiero przyszłość przyniesie odpowiedzi.
Robert Krasowski dał się zbytnio ponieść niezdrowym emocjom, ale nie on jeden. Dwa dni później w artykule „Fakty i mity w sprawie Kataryny” głos zabrała także Marta Stermacka, zastępca redaktora naczelnego, która chciała ostatecznie zamknąć sprawę. „Gdy kobieta woła o pomoc, wszyscy współczują”, skomentowała ironicznie obrońców blogerki. Dodała też, że nie jest ona wcale postacią anonimową. Zdaniem Stermackiej „to, co dla internautów jest perfekcyjnym kostiumem, dla dziennikarzy jest prostą przebieranką. Kilkanaście godzin poszukiwań i okazało się, że kilka osób w Warszawie wie, kim jest Kataryna. (…) Kataryna wyzwała Dziennik na pojedynek. To była próba sił. Dziennikarstwo papierowe kontra internetowe. Dziennik wygrał i tyle”.
Jeszcze ostrzejsze wypowiedzi pojawiły się w artykule „Pawlak nepota poparł Katarynę” Cezarego Michalskiego z 29 maja. Złośliwie skomentował on osoby popierające blogerkę w konflikcie z „Dziennikiem”: „Kataryna przedstawiana jako bezbronna ofiara wszechpotężnego Matrixa uosabianego przez Dziennik otrzymała poparcie Rzeczpospolitej i gazety.pl (z przyczyn zupełnie bezinteresownych, a nie dlatego, że konkurujemy ze sobą o rynek), i dwóch byłych premierów, z których drugi aktualnie jest wicepremierem. (…) Ten sam Kaczyński przedstawiał anonimowych użytkowników Internetu jako ludzi siedzących z piwem przy internetowej pornografii, z których poglądami nie warto się liczyć. (…) Jarosław Kaczyński nie ma poglądów, ma jedynie polityczne interesy skupione na sobie i bracie”. Oprócz tego „Dziennik” wystosował apel pod tytułem „Stop chamstwu w sieci!”. Dodał jednak, że nie chce walczyć z anonimowością. „Sami czasem ją stosujemy i chcemy, by była ona stosowana zgodnie z regułami obowiązującymi w cywilizowanym świecie”. Jakie są zatem te reguły cywilizowanej anonimowości? Tego już nie podał.
1 czerwca 2009 roku sprawę chciało zakończyć Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich. Zorganizowało ono debatę dotyczącą Kataryny. Nie przyniosła jednak żadnego sensownego rozwiązania. „Dziennik” bronił swoich racji, inni – jak chociażby Piotr Waglowski, prawnik zajmujący się tematyką Internetu – twierdził, że Kataryna ma prawo do anonimowości. W sprawie głos zabrała także Rada Etyki Mediów, która uznała, że Kataryna ma takie prawo, lecz jej zachowanie jest nieetyczne. Jednakże „Karta Etyczna Mediów” dotyczy wyłącznie „dziennikarzy, wydawców, producentów i nadawców”. Nigdzie nie ma żadnych zapisów ani praw dotyczących blogosfery. Jedyne co istnieje to regulamin portali, na których zamieszczane są blogi. Regulamin jednak nie jest wystarczający. Może nadeszła już najwyższa pora, aby blogerzy także zostali objęci podobnym dokumentem, jak „Karta Etyczna Mediów”? A może nad Internetem nie da się zapanować, jak nad innymi mediami? Przecież nawet sprawa internetowego piractwa, pomimo wielu wysiłków, nadal jest nierozwiązana.
Wciąż nie ma żadnych odpowiedzi na powyższe pytania. Problem jednak nie zniknął. Możliwe, że Kataryna po takiej aferze na stałe zniknie z blogosfery. Sama powiedziała, że dekonspiracja byłaby końcem jej bloga. Pozostaje jednak wielu innych anonimowych blogerów publikujących notki w podobnym tonie. Czy powinni się bać, że i na nich znajdzie się jakiś Czuma? A może dziennikarze „Dziennika” już ich rozpracowują? Na te pytania dopiero przyszłość przyniesie odpowiedzi.
OPINIE
karamucho - anonimowość jest fajna!
2009-11-23 00:58:23
Ciekawy artykuł, miejscami nawet niezamierzenie zabawny:"Gdyby okazało się, że popularna polityczna blogerka jest BEZROBOTNĄ staruszką PRACUJĄCĄ na kasie w Biedronce, czy czytelnicy odwróciliby się od niej?
sylwesterzimon - A co jeśli...
2009-11-23 13:00:28
... ta staruszka pracuje w Biedronce na czarno?





