Kategorie
Mecenas
Mecenasem serwisu jest Wyższa Szkoła Informatyki
i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Partnerzy
Polityka
Jak wkręcono Katarynę?
TAGI: Kuchnia intelektualna, Społeczeństwo, Polityka,
Dodano: 2009-06-10 10:12:59
Dodano: 2009-06-10 10:12:59
AUTOR: Sylwester Zimon
Dlaczego więc taka afera rozpętała się właśnie przez Katarynę? Jak już napisałem, jest ona jednym z blogerów, którzy zaistnieli w mediach publicznych. Ponadto jednym z powodów może być to, że zarazem krytykuje ona władzę, a w swojej pracy zawodowej – jak odkryli dziennikarze – korzysta z pieniędzy publicznych, robiąc przy tym interesy z krytykowanymi na swym blogu politykami. Sam wpis, od którego rozpoczęła się medialna dyskusja, nie jest tutaj najważniejszy. Krzysztof Czuma, gdyby chciał znaleźć jakieś anonimowe, obraźliwe teksty dotyczące swojego ojca natrafiłby na wiele ostrzejszych. Dlaczego więc jego uwagę przykuł akurat ten? Może wiedział, kim naprawdę jest Kataryna i chciał ją ujawnić, szkodząc tym samym interesom fundacji pozarządowej, której blogerka jest prezesem? Faktem jednak jest to, że dzięki Katarynie debata publiczna na temat anonimowości w Internecie i statusu prawnego blogerów powoli nabiera realnych kształtów.
Wróćmy do sprawy. Wymiana informacji w mediach pomiędzy Czumami, redaktorem portalu Salon24 Igorem Janke i Kataryną trwała ponad tydzień. Czuma jednak nie wytoczył procesu internautce i na tym sprawa powinna była się zakończyć. Stało się jednak inaczej. Wszystko zmienił kontrowersyjny artykuł „Dziennika”, który ukazał się 21 maja. „Wiemy, kim jest Kataryna!". Już w komentarzu do wywiadu z 19 maja dziennikarze zdradzili kilka szczegółów, pozwalających na identyfikację blogerki, jednak w tym tekście posunęli się o krok dalej. Ujawnili fakty, które pozwoliły na jednoznaczne zidentyfikowanie Kataryny, wciąż jednak nie podając jej imienia i nazwiska. Artykuł ten był odpowiedzią na bardzo emocjonalny wpis Kataryny pod tytułem „Jak to się robi w Dzienniku”. Ujawniła w nim, że „Dziennik” szantażował ją, że jeżeli się nie ujawni, to informacje o jej tożsamości zdradzi „Fakt” – brukowiec będący tak samo jak „Dziennik” częścią koncernu „Axel Springer Polska”. Informacji tej zaprzeczył zarówno „Dziennik”, jak i „Fakt”. Tabloid otwarcie stwierdził, że temat Kataryny „nie interesuje nikogo poza częścią warszawki, która z braku lepszego zajęcia z niezwykłą uwagą śledzi wszystkie przekazy internetowe”. Możliwe, że jest to jedna z bardziej racjonalnych i obiektywnych opinii w tej aferze.
Artykuł „Dziennika” rozpętał burzę w Internecie. Dziennikarze, blogerzy i internauci szeroko komentowali całą sprawę. Zwłaszcza problem, czy osoba pisząca bloga, która wyraża poglądy na temat postaci wymienianych z imienia i nazwiska sama może pozostać anonimowa? Na ten temat w „Dziennik” opublikował cykl artykułów z wypowiedziami różnych autorytetów intelektualnych. Filozof i etyk Jacek Hołówka stwierdził, że „na anonimowych blogach i forach wypowiadają się często osoby głęboko sfrustrowane – wylewając swój jad na tych, przez których w jakiś sposób czują się dotknięci. (…) Anonimowe oceny są po prostu bezwartościowe”. Zupełnie inne zdanie na ten temat zaprezentowała dziennikarka Polsatu Dorota Gawryluk: „nie widzę w działaniu anonimowych blogerów żadnego problemu ani moralnego, ani prawnego. Nikt z nich przecież nie ujawnia tajnych informacji. Czasem właśnie blogerzy pokazywali sprawy, których dziennikarze nie ruszali, by nie stracić pracy”. Prof. Wojciech Sadurski, prawnik i bloger, także stanął w obronie anonimowości: „jeśli zwykły człowiek nie jest profesjonalnym dziennikarzem, politykiem czy naukowcem i zawodowo nie bierze udziału w kształtowaniu opinii publicznej, ale chce uczestniczyć w dyskursie publicznym, powinien mieć prawo do anonimowości. Ono bowiem chroni go przed negatywnymi konsekwencjami ujawnienia poglądów”. Zupełnie inne zdanie ma ksiądz Adam Boniecki: „anonimowe osądzanie kogoś i ocenianie jest bardzo wątpliwe moralnie i nie sprzyja prawdziwej wymianie myśli i poglądów. Nie spełnia również warunków uczciwej polemiki. (…) Jedyną formą anonimowości, jaka jest dla mnie dopuszczalna, to anonimowość penitenta w konfesjonale. Tam jednak nie osądza się innych, ale siebie”. Zdanie to potwierdził historyk idei prof. Marcin Król twierdząc, że „blog jest czymś – proszę darować to określenie – idiotycznym. Pozwala każdemu wygłaszać opinie na tematy kompletnie dowolne. Tymczasem wcale nie uważam, że tak być powinno. (…) W Internecie opinie są anonimowe – a ich autorstwo nie niesie za sobą żadnej odpowiedzialności. Oceniam to jako złe zwycięstwo demokracji, bo każdy idiota ma dzięki temu takie same prawa do wygłaszania swoich sądów jak wybitni myśliciele, publicyści, czy prawdziwi dziennikarze. Tymczasem anonimowa opinia nie pomaga w kształtowaniu życia publicznego, a psuje je”.
Wróćmy do sprawy. Wymiana informacji w mediach pomiędzy Czumami, redaktorem portalu Salon24 Igorem Janke i Kataryną trwała ponad tydzień. Czuma jednak nie wytoczył procesu internautce i na tym sprawa powinna była się zakończyć. Stało się jednak inaczej. Wszystko zmienił kontrowersyjny artykuł „Dziennika”, który ukazał się 21 maja. „Wiemy, kim jest Kataryna!". Już w komentarzu do wywiadu z 19 maja dziennikarze zdradzili kilka szczegółów, pozwalających na identyfikację blogerki, jednak w tym tekście posunęli się o krok dalej. Ujawnili fakty, które pozwoliły na jednoznaczne zidentyfikowanie Kataryny, wciąż jednak nie podając jej imienia i nazwiska. Artykuł ten był odpowiedzią na bardzo emocjonalny wpis Kataryny pod tytułem „Jak to się robi w Dzienniku”. Ujawniła w nim, że „Dziennik” szantażował ją, że jeżeli się nie ujawni, to informacje o jej tożsamości zdradzi „Fakt” – brukowiec będący tak samo jak „Dziennik” częścią koncernu „Axel Springer Polska”. Informacji tej zaprzeczył zarówno „Dziennik”, jak i „Fakt”. Tabloid otwarcie stwierdził, że temat Kataryny „nie interesuje nikogo poza częścią warszawki, która z braku lepszego zajęcia z niezwykłą uwagą śledzi wszystkie przekazy internetowe”. Możliwe, że jest to jedna z bardziej racjonalnych i obiektywnych opinii w tej aferze.
Artykuł „Dziennika” rozpętał burzę w Internecie. Dziennikarze, blogerzy i internauci szeroko komentowali całą sprawę. Zwłaszcza problem, czy osoba pisząca bloga, która wyraża poglądy na temat postaci wymienianych z imienia i nazwiska sama może pozostać anonimowa? Na ten temat w „Dziennik” opublikował cykl artykułów z wypowiedziami różnych autorytetów intelektualnych. Filozof i etyk Jacek Hołówka stwierdził, że „na anonimowych blogach i forach wypowiadają się często osoby głęboko sfrustrowane – wylewając swój jad na tych, przez których w jakiś sposób czują się dotknięci. (…) Anonimowe oceny są po prostu bezwartościowe”. Zupełnie inne zdanie na ten temat zaprezentowała dziennikarka Polsatu Dorota Gawryluk: „nie widzę w działaniu anonimowych blogerów żadnego problemu ani moralnego, ani prawnego. Nikt z nich przecież nie ujawnia tajnych informacji. Czasem właśnie blogerzy pokazywali sprawy, których dziennikarze nie ruszali, by nie stracić pracy”. Prof. Wojciech Sadurski, prawnik i bloger, także stanął w obronie anonimowości: „jeśli zwykły człowiek nie jest profesjonalnym dziennikarzem, politykiem czy naukowcem i zawodowo nie bierze udziału w kształtowaniu opinii publicznej, ale chce uczestniczyć w dyskursie publicznym, powinien mieć prawo do anonimowości. Ono bowiem chroni go przed negatywnymi konsekwencjami ujawnienia poglądów”. Zupełnie inne zdanie ma ksiądz Adam Boniecki: „anonimowe osądzanie kogoś i ocenianie jest bardzo wątpliwe moralnie i nie sprzyja prawdziwej wymianie myśli i poglądów. Nie spełnia również warunków uczciwej polemiki. (…) Jedyną formą anonimowości, jaka jest dla mnie dopuszczalna, to anonimowość penitenta w konfesjonale. Tam jednak nie osądza się innych, ale siebie”. Zdanie to potwierdził historyk idei prof. Marcin Król twierdząc, że „blog jest czymś – proszę darować to określenie – idiotycznym. Pozwala każdemu wygłaszać opinie na tematy kompletnie dowolne. Tymczasem wcale nie uważam, że tak być powinno. (…) W Internecie opinie są anonimowe – a ich autorstwo nie niesie za sobą żadnej odpowiedzialności. Oceniam to jako złe zwycięstwo demokracji, bo każdy idiota ma dzięki temu takie same prawa do wygłaszania swoich sądów jak wybitni myśliciele, publicyści, czy prawdziwi dziennikarze. Tymczasem anonimowa opinia nie pomaga w kształtowaniu życia publicznego, a psuje je”.
OPINIE
karamucho - anonimowość jest fajna!
2009-11-23 00:58:23
Ciekawy artykuł, miejscami nawet niezamierzenie zabawny:"Gdyby okazało się, że popularna polityczna blogerka jest BEZROBOTNĄ staruszką PRACUJĄCĄ na kasie w Biedronce, czy czytelnicy odwróciliby się od niej?
sylwesterzimon - A co jeśli...
2009-11-23 13:00:28
... ta staruszka pracuje w Biedronce na czarno?





