Instytut Paranoi Narodowej
TAGI: Przystawki, Kartki z notesu,
Dodano: 2010-04-06 10:24:30

Jaromir Kwiatkowski, mój tradycyjny już, więc tym bardziej cenny, polemista, rozpacza nad zębami IPN-u, wybitymi tej instytucji przez Sejm, w którym większość ma ta paskudna Platforma Obywatelska. Osobiście jestem co prawda zdania, że IPN-owi nie należało wybijać zębów, ale wysłać go na cmentarz, ale o tym później. Najpierw zastanówmy się nad tym IPN-owskim uzębieniem. Tu się Jaromir Kwiatkowski, być może całkiem nieświadomie, odsłania. Jeśli bowiem, jak twierdzi, IPN w jego dotychczasowym, Kurtykowym kształcie był instytucją szacowną, obiektywną, uczciwą i od polityki daleką, to po co mu były zęby? A jeśli wybicie mu zębów było narodowym nieszczęściem, to kogo miał nimi kąsać? Zostawmy jednak żarty na boku.

IPN jest jawnie i bezwstydnie instytucją polityczną, z czego znakomicie zdają sobie sprawę choćby wspomniani przez red. Kwiatkowskiego jego znajomi z rzeszowskiego IPN-u, którzy „boją się uwikłania w politykę, jak ognia”. No cóż, ten strach dobrze świadczy o nich, o Instytucji gorzej, bo jeśli taka przyzwoita i apolityczna, to czego się bać? Zresztą Jaromir Kwiatkowski co chwila sam się wkopuje. Jak wtedy, gdy pisze, że ci, którzy IPN-owi te zęby w sejmie wybijali chcą by miejsce Kurtyki zajął ktoś w typie Kieresa, czyli „ktoś, kto nie będzie psuł politykom krwi”. A więc Kieres nie psuł, a Kurtyka psuje? Wszystkim, i Lechowi Kaczyńskiemu, który go manifestacyjnie odznacza, czy tylko niektórym? Ale wróćmy do rzeczy.

Właściwie tylko trzy zmiany w Ustawie o IPN-ie są istotne – dotychczasowe kolegium zastąpi rada, w której zasiadać mają wybrani przez sejm, senat i prezydenta naukowcy spośród kandydatów wytypowanych przez środowiska akademickie historyków i prawników. Prezes – następny, bo Kurtyce sejm nie zamierza skracać kadencji – ma być wybierany w drodze konkursu i wreszcie każdy będzie miał dostęp do swojej teczki w stanie „surowym”. Oczywiście zmiany te już w fazie propozycji zostały przez część polityków i dziennikarzy proweniencji PIS-owskiej oprotestowane. Środowisko akademickie niegodne jest wyłaniania ze swego grona kandydatów do Rady Naukowej IPN-u bo nie pozwoliło się zlustrować, a więc grozić nam może, że taki niezlustrowany były TW w Radzie zasiądzie; Prezes nie powinien być z konkursu a z mianowania a najlepiej jeśli byłby nim Kurtyka dożywotnio, dostęp do teczek zaś powinni mieć tylko poszkodowani a kto jest, a kto nie jest poszkodowanym, pozostaje sprawą uznania tych, którzy do uznania mają prawo. A więc wszelkie zmiany wprowadzające czytelne, obiektywne i znane wszystkim reguły funkcjonowania Instytucji są sprzeczne z celami, dla których IPN został powołany. Są to w gruncie rzeczy zmiany kosmetyczne, cywilizujące instytucję w świecie cywilizowanym raczej nieznaną.

Szkodliwość IPN-u nie sprowadza się jednak do faktów, które wyeksponował w swoim sejmowym wystąpieniu Bogdan Lis, że złapanie przez policję przestępcy kosztuje podatnika ok. 3 tys. zł., a zlustrowanie przez IPN prawie 3 mln. Jak sądzę dwie przyczyny sprawiają, że jest to instytucja szkodliwa.

Pierwsza, choć nie najważniejsza, polega na tym, że IPN jest z jednej strony produktem, z drugiej stymulatorem procesu degenerowania się polskiej sceny politycznej, w której szukanie „haków” na politycznego przeciwnika staje się stopniowo główną i najbardziej politycznie opłacalną działalnością aktorów tej sceny. IPN jest narzędziem w praktyce „polityki hakowej” poręcznym i w gruncie rzeczy nie jest ważne kto tego narzędzia używa. Dzisiaj ludzie z kręgu PIS-u, jutro politycy PO. I nie mam złudzeń, ba, wiem, którzy mieliby na to wielką ochotę, choć dziś nie mają po temu możliwości. Wcale nie sądzę, aby średnia uczciwości w PO przewyższała średnią uczciwości w PIS, może nawet jej nie dorównuje. Z poziomem inteligencji jest inaczej. Średnia inteligencji PIS-owskich polityków z pierwszego szeregu sytuuje się poniżej średniej inteligencji pasażerów warszawskiego tramwaju, rzeszowskiego autobusu też, co staje się oczywiste już po kilku zdaniach wypowiedzianych przez ministra Szczygłę, marszałka Putrę, czy posła Brudzińskiego, by wymienić jedynie tych, których „parcie na ekran” jest najbardziej skuteczne.

Druga przyczyna jest ważniejsza. Otóż IPN i jego działalność wpisuje się w antypolski w swoich perspektywicznych skutkach proces martyrologizacji świadomości patriotycznej Polaków. Przede wszystkim młodych. Pisałem o tym na tych elektronicznych „łamach” w tekście pod tytułem „Świadomość historyczna a świadomość plemienna”, więc powtarzać się nie będę, natomiast do tamtego tekstu dopisałbym wątek inny. Otóż chodzi nie tylko o to, że IPN i reprezentowana przezeń orientacja ideowa czyni z nas naród pamiętliwych cierpiętników, od którego każdy normalny Europejczyk stara się trzymać z daleka, ale że stajemy się krajem o najniższym w Europie poziomie kapitału społecznego. Chodzi więc nie tylko o martyrologizację świadomości Polaków, ale i o paranoizację tej świadomości. Nie wiem co gorsze.

OPINIE
Grzegorz Pawełek - Musimy uczyć się historii, żeby nie przeżywać jej ponownie
2010-05-19 15:43:41
Osobiście dziwi mnie Pana podejście do instytucji, jaką jest IPN. Mimo, że instytucja ta jest nadmiernie wykorzystywana politycznie, jest ona potrzebna, aby odkryć przeszłość. Okres PRL był trudnym dla Polski okresem. Prawdziwej sytuacji nie poznamy z ówczesnych gazet, ponieważ były one cenzurowane i zakłamywane.
Grzegorz Tabaka -
2010-05-20 09:58:16
Mało powiedzieć, że instytut pamięci narodowej jest instytucją polityczną. Instytucja ta jest przesiąknięta polityką do szpiku kości. Już sam zapis o tym, że kolegium ma zastąpić rada składająca się z naukowców wybranych przez sejm, senat i prezydenta, można by zinterpretować tak: mamy władze więc rządzimy IPN-em.

Dodaj swoją opinię
Autor:
Tytuł:
Treść:


kod z obrazka:

Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie
ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22 e-mail: wsiz@wsiz.rzeszow.pl
Wszelkie Prawa Zastrzeżone, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie © 2010