i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Dodano: 2009-12-03 11:57:39

Profesor Jerzy Chłopecki ma rację prawie zawsze. Aż zazdrość bierze, bo kto nie chciałby być nieomylnym w 99%? Zgadzam się z nim, gdy w „Ironii historii?” ironizuje na temat posła z Krakowa, który uważa się za intelektualistę i gra rolę „arbitra elegantiarum” – ogłaszając zarazem, iż „nie ma różnic między hitleryzmem a komunizmem”. Domyślam się o kogo mu chodzi; i jestem tegoż zdania. W pełni zgadzam się (i zaraz do tego szerzej powrócę), gdy Chłopecki stwierdza, że „komunizm miał kilka faz”, które składały się na stały proces odchodzenia od totalitaryzmu. I tak dalej…
… Ale warto pamiętać, iż Czerwoni Khmerzy zabijali wszystkich, którzy a) nosili okulary, b) umieli czytać, c) mieszkali w stolicy. Więc Pol Pot, komuch, nawet Hitlera prześcignął. A co powiedzieć o kilku milionach Ukraińców zamorzonych głodem przez Stalina i kilkunastu milionach Chińczyków, zamorzonych głodem przez Mao?
W stu procentach natomiast zgadzam się z Chłopeckim, że nie można całego „komunizmu PRL-owskiego” zamykać w jednym "totalitarnym worku". Nie zmieściłby „struktur poziomych (czyli „poziomek”!) – 1980-81.
Stalinizm w Polsce trwał jedynie w latach 1949-1953. Przedtem przez parę lat istniała jednak enklawa PSL i Stronnictwa Pracy, oraz Zygmunta Żuławskiego z PPS, który w Sejmie (już prawie całkiem skomunizowanym) wygłosił słynną mowę antykomunistyczną. Od końca 1953 roku zaczęła się w Polsce paroletnia „Odwilż”; ukazywały się prawie niezależne czasopisma „Po prostu” i „Dookoła świata” (w tym ostatnim miałem okazję pracować). Później w atmosferze powszechnego entuzjazmu, podzielanego nawet przez Jerzego Giedroycia w Paryżu, władzę objął zmarginalizowany poprzednio Gomułka; i przez rok prawie jego stosunki z Chruszczowem były nader napięte. Później przez wiele lat w Polsce trwała walka frakcji Moczarowców z Młodymi Sekretarzami, vel „Natolińskiej” z „Puławską”, czyli dogmatyków z rewizjonistami. Było jeszcze parę eksplozji wolnościowych, na czele z wielkim strajkiem Gdańsk '60. No tak, potem był stan wojenny, internowania, represje, mord na Księdzu Popiełuszce… Ale „podziemie” działało już na skale niespotykaną nigdzie więcej na świecie. Zarazem Jan Paweł II zmieniał oblicze TEJ ZIEMI, a Lech Wałęsa zdobywał na całym świecie sławę większą niż jakikolwiek Polak przed nim, nie wyłączając Kopernika i Chopina. A potem doszło do Okrągłego Stołu i komuna sama z siebie zaczęła się w Polsce marginalizować.
Całą tę historię zamknąć w „totalitarnym worku” mogło jedynie paru zwariowanych prawicowców w typie Korwina Mike, skądinąd nader pożytecznego w roli dziwoląga, podobnie jak z drugiego końca pan Sierakowski.


