Histeria smoleńska z historią w tle
TAGI: Kuchnia intelektualna, Polityka,
Dodano: 2011-01-21 23:15:04
Politycy Prawa i Sprawiedliwości oraz duża część mediów rozpętały w ostatnich dniach histeryczną kampanię w związku z raportem MAK o przyczynach katastrofy TU-154 10 kwietnia 2010 roku w Smoleńsku. Ta całkowicie nieuzasadniona histeria ma znacznie głębsze podłoże, ponieważ nie sposób nie przyjąć, że ujawnione niezwykle silne emocje spowodował ten lotniczy incydent.
Reakcje części polityków i mediów odzwierciedlają obecne i stale podtrzymywane w opinii społecznej antyrosyjskie fobie. Ich przyczyny tkwią w przeszłości, zarówno tej zaborowej, jak i nowszej – komunistycznej. Władze międzywojennej Polski bały się nie tyle Rosji, co Związku Radzieckiego. W owym czasie w polskiej polityce obowiązywała doktryna dwóch wrogów, chociaż nie byli oni traktowani jednakowo. ZSRR, jako Rosja + komunizm, uważany był za niebezpieczeństwo nr 1. Z hitlerowskimi Niemcami usiłowano prowadzić flirt, który okazał się śmiertelny. W okresie międzywojennym Polska miała wrogów blisko, przyjaciół zaś daleko. Wrogiem okazała się nawet mała Czechosłowacja, której rozbioru dokonano wspólnie z Adolfem Hitlerem.
Po upadku ZSRR polski rząd mniej lub bardziej nieufny w stosunku do Niemiec, szczególnie w okresie rządów braci Kaczyńskich, i nieprzyjaźnie nastawiony w stosunku do Rosji, podobnie jak poprzednio, szukał przyjaciół daleko, tym razem za oceanem. Polscy politycy aspirujący do przyjaźni Stanów Zjednoczonych zapomnieli o dwóch rzeczach. Po pierwsze, że w relacjach miedzy państwami nie ma przyjaźni, a są tylko interesy, a pod drugie, że USA nie mają w Polsce żadnych interesów. To nadal światowe mocarstwo, z przyczyn geopolitycznych, zagrożenia dżihadem, konkurencją Chin, potrzebuje Rosji, toteż Stany Zjednoczone będą Polsce przychylne tylko wtedy, kiedy będzie ona miała dobre relacje z Rosją. Podobnie jest w przypadku Unii Europejskiej. Prezes Jarosław Kaczyński myli się bardzo, mówiąc, że „Rosja słabnie”, jest wręcz przeciwnie, ponieważ Stany Zjednoczone nie mogą dopuścić do jej osłabienia. Poza tym USA wyraźnie dystansują od się od „sprawy smoleńskiej”. W „Gazecie wyborczej” ukazała się w tych dniach następująca informacja: Rzecznik amerykańskiego Departamentu Stanu powiedział Polskiemu Radiu, że śledztwo w sprawie katastrofy pod Smoleńskiem "zostało w pełni przeprowadzone" i jest to teraz sprawa "między Polską a Rosją".
Polska polityka wschodnia opiera się od lat na niechęci do Rosji i nieudolnych próbach jej osłabienia przez „wzmacnianie” sąsiadujących z nią krajów. Zaangażowanie prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego w tzw. „pomarańczową rewolucję” pogorszyło znacznie relacje z Rosją. „Rewolucja” ta zakończyła się kompletnym fiaskiem a nasz „przyjaciel” Wiktor Juszczenko okazał się antypolskim nacjonalistą. Jego następca – prorosyjski pragmatyk Wiktor Janukowycz jest w perspektywie dwustronnych stosunków znacznie bardziej przewidywalnym i korzystniejszym partnerem. Prezydent Lech Kaczyński zaangażował się kompletnie bez sensu w awanturę gruzińskiego watażki Michaiła Saakaszwilego, co jeszcze bardziej pogorszyło stosunki z Rosją. Polityka pod hasłem „szkodzimy Rosji tam, gdzie tylko się da” jest nie tylko głupia, ale dla Polski szkodliwa.
Jednym z przejawów antyrosyjskich fobii jest też stałe eksponowanie tragedii katyńskiej, która coraz bardziej urasta do największej zbrodni drugiej wojny światowej, podczas gdy trudno ją porównywać z Holocaustem czy eksterminacją ludności polskiej w Generalnej Guberni. Katyń określa się nie jako zbrodnię komunistyczną, ale właśnie rosyjską, podczas gdy jej inicjatorami byli rządzący ZSRR dwaj Gruzini Josif Dżugaszwili (Stalin) i Ławrentij Beria. Popełnili oni znacznie większe zbrodnie w stosunku do społeczeństwa rosyjskiego i innych narodów żyjących w ZSRR. Polskie władze przy każdej okazji jeżdżą do Katynia i odprawiają stałe rocznicowe uroczystości. Znacznie rzadziej, albo w ogóle, składają wieńce w Oświęcimiu, na Majdanku, w Dachau, Działdowie, Stutthofie itd. Są rodziny katyńskie, a nie ma stowarzyszeń rodzin ofiar wielu nazistowskich obozów zagłady. Katyń ma stale przypominać o tej wojennej zbrodni i pielęgnować nienawiść do Rosjan za doznane krzywdy. Mimo „przeprosin”, choć za zbrodnię trudno jest przepraszać, ujawnienia sprawców, przekazania dokumentów itd. władzom polskim jest ciągle za mało.
Tragicznym następstwem Katynia jest katastrofa smoleńska. Wojskowe lotnisko, od pewnego czasu nieczynne, pozbawione niezbędnego wyposażenia, było miejscem stałego lądowania najwyższych polskich władz. Rosjanie wielokrotnie ostrzegali przed lataniem do Smoleńska, jak się okazało na próżno. 7 kwietnia 2010 roku odbyły się w Katyniu rocznicowe uroczystości dla uczczenia ofiar z udziałem polskiego i rosyjskiego premiera. Tego jednak było mało, 10 kwietnia kolejne uroczystości zorganizowano na polecenie prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który na pokład samolotu wziął czołówkę polskiej generalicji i wielu prominentnych polityków.
Z powodu panujących warunków atmosferycznych samolot w ogóle nie powinien lecieć do Smoleńska, tylko ewentualnie udać się na międzynarodowe lotnisko np. do Moskwy, ale to było dość daleko, a uroczystość musiała się odbyć o czasie, piloci podjęli więc ryzyko i postanowili wykonać zadanie, ponieważ tak są szkoleni piloci wojskowi.
Przyczyny katastrofy są znane od dawna, ale od miesięcy rozdmuchiwana jest tzw. „sprawa smoleńska”. Prawo i Sprawiedliwość gra swoją tradycyjną antyrosyjską kartą przeciwko rządowi i demokratycznie wybranemu prezydentowi, coraz bardziej schodząc na antysystemowe, antydemokratyczne pozycje, a Prezes PiS zachowuje się coraz bardziej kuriozalnie, ostatnio oświadczył, że gdyby był premierem to by polecił służbom specjalnym zbadać kontakty ekspertów i dziennikarzy, którzy po katastrofie wskazywali na winę pilotów powtarzając rosyjskie kłamstwa. Dla Prezesa, ktoś, kto ma w tej sprawie inne od niego zdanie to z „oczywistą oczywistością” jest rosyjskim agentem.
Oskarżenia pod adresem rosyjskich kontrolerów na lotnisku w Smoleńsku według opinii większości ekspertów są pozbawione podstaw, bo zrobili oni wiele, żeby polskich pilotów, popełniających błąd za błędem, odwieść od lądowania. Może mogli wyraźnie zabronić lądować, ale podobno to i tak by nic nie dało.
Antyrosyjska histeria zaszkodzi prawdopodobnie relacjom z tym państwem, choć trudno powiedzieć na jak długo. Kraj ten jest naszym sąsiadem i będzie nim zawsze. Rosja jest Polsce potrzebna, a Polska Rosji, mamy wiele wspólnych interesów i to znacznie więcej niż z USA. Sprowadzamy surowce, sprzedajemy towary na wielkim rynku, czerpiemy wzajemnie z dorobku naszych kultur. Rosji nie musimy kochać, sposób rządzenia tym krajem może nam się nie podobać, ale to jego problem. Próby szkodzenia interesom Rosji tak jak zrobiono to na Ukrainie czy w Gruzji przynosi Polsce szkody. Zerwanie z tą antyrosyjską fobią nie będzie łatwe, choć pierwsze kroki poczynił w tym kierunku Donald Tusk, napotykając jednak zdecydowany opór tych politycznych kręgów, które przy pomocy rozgrywania katastrofy smoleńskiej są zainteresowane podgrzewaniem antyrządowych nastrojów i destabilizacją słabego wciąż polskiego państwa. W tej grze bierze niestety udział większa część środków masowego przekazu. Transmisja telewizyjna z tzw. „debaty smoleńskiej” pokazująca bezczelność, chamstwo i lżenie premiera własnego państwa kompromituje klasę polityczną i to nie tylko tych posłów, którzy w czasie debaty posługiwali się insynuacją i kłamstwem. Pokazywanie tego obrzydliwego widowiska przez kilka stacji telewizyjnych świadczy o całkowitym braku obywatelskiej odpowiedzialności. Relacje większości środków masowego przekazu ze śledztwa w sprawie katastrofy w Smoleńsku nie mają na celu dostarczenia rzeczowych informacji i wyciszania nastrojów, ale przeciwnie dążą do podgrzewania atmosfery i wzbudzania chorych emocji. Znaczna część mediów szkodzi więc krajowi, w którym działa.
Nikusia - Jak zakochać się w swojej przyszłości?
2011-01-23 19:10:09
W ostatnim numerze Polityki budujący wywiad z panią Marii Kiviniemi - premier Finlandii. Budujący, bo pokazujący na czym polega siła państwa - na pragmatycznej polityce polegającej przede wszystkim na dobrych relacjach z tymi partnerami, którzy są z punktu widzenia narodu najbardziej potrzebni w osiąganiu państwowego dobrobytu. Czytając ten krótki tekst, który zdaje się wyrażać "fińską duszę" czy inaczej jakiś "finnish ways of life" nie dziwi fakt, że od lat Finowie nie opuszczają pierwszej piątki w rankingu najszczęśliwszych narodów świata. Ich sposób to ciągłe myślenie o tym, co jutro. O przyszłości. Ciągła chęć robienia kolejnych kroków do przodu. To myślenie owocuje sukcesami całego państwa, którego gospodarka uchodzi za najbardziej innowacyjną w Europie. Nie dzieje się to jednak bez podstawowej przyczyny jaką jest otwartość na edukację całożyciową i gotowość ciągłego przekwalifikowywania się.
Az 55 procent Finów uczy się jeszcze w przedziale 80-90 lat. Sama miałam kiedyś przyjemność uczęszczać na kursy włoskiego do włoskiej letniej szkoły z 87 letnią Finką - pełną zapału i entuzjazmu, jakiej nie powstydziłby się młodziak ze szkoły podstawowej. Jednak ta gotowość do ciągłego nabywania nowej wiedzy i umiejętności spowodowana jest właśnie otwartością na przyszłość. Psychologia społeczna używa pojęcia "atrybucji w służbie ego", czyli takich metod wyjaśniania zdarzeń i zachowań, które przypisują czynnikom wewnętrznym sukcesy a o wszelkie niepowodzenia obwiniają czynniki zewnętrzne. Obserwując to, co dzieje się w polskich mediach, poziom dialogu społecznego i społecznej odpowiedzialności za bycie obywatelem mam coraz większe przekonanie, że większość Polaków zafiksowana na przeszłości i uznająca wydarzenia historyczne za główną przyczynę swoich i narodowych niepowodzeń mogłaby służyć studentom psychologii za podręcznikowy - doskonały przykład atrybucji w służbie ego. Uwielbiamy się nad sobą roztkliwiać i oglądać stare fotografie narzekając na teraźniejszość, zamiast myśleć o przyszłości i tylko z tego co poza horyzontem czerpać energię i pomysły na swoje życie. Narodowe tragedie są bardzo ważne i nie można ich umniejszać, ale nie można też się wyłącznie na nich fiksować i używać instrumentalnie w ideologicznych przepychankach na usprawiedliwienie własnego nieróbstwa i braku wizji rozwojowej dla kraju. Profesora Jałowieckiego znam krótko, ale jego otwartość na nowe i gotowość przekraczania horyzontów są niezwykłe. Mimo swego dojrzałego wieku, który dla innych byłby usprawiedliwieniem własnej bezczynności i alienacji Profesor nie fiksuje się na przeszłości - a doświadczył przecież kilku porządków i systemów. Szkoda, że tak niewielu narzekających codziennie Polaków, patrzących z uporem w przeszłość nie ma odwagi stanąć na granicy swoich poglądów, przyzwyczajeń i wyobrażeń na temat otaczającej nas rzeczywistości. Zamiast pragmatycznie wykorzystywać swoje tu i teraz popadają w bezczynność uzasadnioną rozpamiętywaniem i rozdrapywaniem przeszłości. A trzeba zakochać się w swojej przyszłości. Tylko to daje moc i entuzjazm do działania i rozwoju. Trudno jednak patrzeć w przyszłość, gdy wszyscy dookoła mówią o przeszłości. Dlatego, w obliczu klimatu w Polsce, Finlandia czy dosłowna, czy metaforyczna jest mi coraz bliższa. Ale to będzie moja własna decyzja o mojej przyszłości. A przecież kocham swój kraj...
mstopa - W imadle Niemiec i Rosji
2011-01-26 10:05:15
Jak głęboko zakorzeniony jest lęk z jednej strony przed Niemcami i z drugiej - przed Rosją, świadczą chociażby codzienne rozmowy ze studentami. Publikacja raportu MAK i burza, jaka w związku z tym się pojawiła, skłoniły mnie do zadania studentom pytania na temat ich własnej opinii o raporcie. W odpowiedzi uzyskałem przegląd tytułów medialnych, haseł propagandowych, a przede wszystkim całą skalę odcieni wspomnianego lęku. Rozmowa gwałtowanie urywała się w momencie, gdy zadawałem pytanie kolejne - czy czytali wspomniany raport. Jest on w całości dostępny na niezliczonych stronach internetowych, w tym największych portalach informacyjnych. Nie ma najmniejszego problemu z pobraniem pliku i przeczytaniem, przynajmniej głównych konkluzji (bo przecież w technicznych szczegółach niewielu jest się w stanie rozeznać). Okazuje się, że zdecydowana większość pytanych raportu nie czytała, mimo że na jego temat ma zdanie.
Konkluzja ta bynajmniej nie jest odkrywcza ani zaskakująca. Opinia publiczna to przede wszystkim emocje. Co najwyżej zastanawiać może fakt, że to studenci (czy z definicji ludzie bardziej zaangażowani?). Poziom zaangażowania w życie publiczne, postawę obywatelską, pozwolę sobie zilustrować opiniami studentów z Ukrainy, z którymi rozmawiałem w trakcie właśnie wspomnianej "pomarańczowej rewolucji". Na to wydarzenie patrzę osobiście nieco inaczej niż Pan Profesor (choć nie mogę zaprzeczyć ostatecznemu wrażeniu, jakie budzi Juszczenko). W najgorętszym okresie wydarzeń w Kijowie - ostatecznie przecież katalizatorem był sprzeciw wobec fałszowaniu wyników wyborów i manipulacjom wyborczym - studenci z Ukrainy wiedzieli o tym dokładnie tyle, co ich polscy koledzy i koleżanki, czyli dokładnie nic. Nawet nie silili się na śledzenie informacji medialnych na ten temat. Polskich studentów zresztą też niewiele tłumaczy, przecież mieszkają w bezpośrednim sąsiedztwie kraju, w którym te wydarzenia miały miejsce.
Wracając do katastrofy Smoleńskiej, ciekawym wydaje się pytanie, kogo właściwie ona obchodzi. Kto jeszcze żyje tymi wydarzeniami, kto interesuje się finalnym kształtem raportu. Pojawiają się inicjatywy (Facebook) dnia bez Smoleńska. Jaka część społeczeństwa i z jakich powodów chce jeszcze kontynuować ten temat, a kto chce już przejść nad nim do porządku dziennego. Pytania te w jakimś sensie sprowadzają się do tego, kto i po której stronie stał na Krakowskim Przedmieściu podczas pierwszych tygodni po katastrofie.
Gabriela Piechnik - Teorie spiskowe
2011-03-10 13:37:38
„Wojny polsko-polskiej” ciąg dalszy. Ostatnio atmosferę podsycił raport MAK na temat przyczyn katastrofy smoleńskiej z 10 kwietnia 2010 roku. Po raz kolejny politycy Prawa i Sprawiedliwości i ich zwolennicy mieli okazję ujawnić swoje fobie i tworzyć nowe teorie spiskowe – bo to na pewno Rosjanie spowodowali katastrofę, ostrzelali samolot i zrzucają winę na polską załogę. Oczywiście tego typu zarzuty w stronę Rosjan są bezpodstawne i śmieszne.
Zgodzę się z autorem tekstu „Histeria smoleńska z historią w tle” – Bohdanem Jałowieckim, który twierdzi, że fobie związane są z pamięcią o zaborach i zbrodniach dokonanych przez ZSRR. Faktem też jest, że to nie tylko Związek Radziecki okupywał nasz kraj, ale i ówczesne Niemcy. Obecnie PiS wspomina jedynie radzieckie poczynania. Tym samym oczywiście pogarsza stosunki polsko-rosyjskie. Nie jest to korzystne dla naszego kraju, jak wiadomo Rosja rośnie w siłę i nie będzie inaczej tylko dlatego, że prezes Kaczyński tak chce. Zamiast budować lepsze relacje z tym krajem to woli, zgodnie z planami brata, polepszać stosunki z USA. Stany Zjednoczone, niby nasz przyjaciel, tak naprawdę nie mają interesu w tej „przyjaźni”. Dlatego też nie miesza się w sprawę smoleńską.
Raport MAK jasno wskazuje winę strony polskiej. Chociaż przyczyny katastrofy od dawna są już jasne. Być może trochę zawinili piloci, trochę smoleńscy kontrolerzy, ale można też domniemać, że gdyby nie przymus odgórnie narzucony przez „Głównego Pasażera” najprawdopodobniej do katastrofy by nie doszło. Rosjanie umyli ręce całkowicie, PiS natomiast całkowicie obwinia Rosjan i twierdzi, że polski rząd nic nie zrobił, aby dowieść prawdziwych przyczyn. Tworzy się konflikt polsko-polski i polsko-rosyjski, co osłabia i ośmiesza nasz kraj oraz ochładza odrobinę ocieplone stosunki z Rosją.
Radek Szymański - Polska podległa
2011-03-10 13:40:29
Podejmując próbę rozrysowania na osi czasu, stosunków polsko – rosyjskich, jawiłyby się one jako sinusoida, z przewagą silniejszych niekiedy odchyleń na stronę Federacji Rosyjskiej. Odchylenia te, mają dumnie przeżywającemu w cierpieniu swą historię, narodowi polskiemu, przypominać, jak boleśnie byliśmy doświadczani na przestrzeni dziejów przez wschodniego sąsiada. Nasze męczeństwo jest uświęcone, nie wypada więc, spadkobiercom Polan, bratać się z odwiecznym wrogiem.
Na taką też postawę, szczególnie zwolenników oraz członków Prawa i Sprawiedliwości, wskazuję w swoim artykule „Histeria smoleńska z historią w tle” – prof. Bohdan Jałowiecki. Stara się jednocześnie ukazać, jak błędne i bezmyślne, a w efekcie szkodliwe dla Polski, jest stanowisko zbudowane na uprzedzeniach i nienawiści. W pewnym sensie, ma racje, jednak jego ocena jest zbyt radykalna. O ile zgodzić się można, iż wywoływanie nieustannego szumu wokół katastrofy smoleńskiej oraz tworzenie absurdalnych teorii spiskowych, aby osłabiać pozycję rządu, i wzmacniać własną, jest zachowaniem karygodnym, tak już przekonanie, że wina za katastrofę leży wyłącznie po stronie polskiej, nie jest już tak oczywiste. Obawiam się także, że „antyrosyjska histeria” i powiązanie jej z czynnikami historycznymi, to nie jedyne powody, przez które relacje z naszym sąsiadem są tak niestabilne i kruche.
Historia pokazywała wielokrotnie, prawdziwe oblicze tego wielkiego światowego gracza, jego spryt oraz nieograniczone ambicje. Zakładanie, iż smoleńskie uściski premierów Tuska i Putina, oraz wyrażenie dobrej woli przez prezydenta Miedwiediewa, mają być zapowiedzią realnych zmian w naszych stosunkach, to zwykła naiwność. Bo obawiam się niestety, iż to nie Polska jest Rosji potrzebna, a odwrotnie. Nasze relacje budowane na energetycznej zależności, nigdy nie uczynią z nas równorzędnych partnerów.
Nina Błagowiecka - Kremlofobia
2011-03-10 13:41:38
Po katastrofie samolotu prezydenckiego pod smoleńskiem szeregi zwarły rzesze spekulantów, twórców teorii spiskowych. Zwolennicy antyrosyjskich fobii, którzy za wszelką cenę starają się dowieść, że wina leży wszędzie, tylko nie po stronie polskiej, widzieli już nawet tajnych agentów KGB biegających po wraku samolotu i dobijających żywych.
Wyjaśnianie przyczyn katastrofy z 10 kwietnia stało się już plagą ogólnonarodową. Na pierwszy rzut oka mogłoby
się wydawać, że hipotezy samozwańczych ekspertów ds. katastrofy samolotu prezydenckiego nie powinny konkurować z opublikowanym niedawno raportem MAK, a jednak... Podczas „debaty smoleńskiej” z sali sejmowej padły niewybredne okrzyki. „Zdrajca” i „hańba” to słowa, którymi posłowie PiS postanowili uraczyć premiera. Cała historia wydaje się więc być nietrafionym żartem, tragifarsą, którą zamiast na deskach teatru, postanowiono odegrać na scenie politycznej. O ile jednak żenujące wygłupy posłów wbudzić mogą conajwyżej uśmiech politowania, o tyle teoria o „zamachu” smoleńskim może stosunkom polsko-rosyjskim poważnie zaszkodzić. Za sprawą niesmacznej gry Jarosława Kaczyńskiego, który próbuje się na rzekomo-męczeńskiej śmierci brata bogacić, katastrofa smoleńska stała się jedynie narzędziem w szerzeniu niechęci do Rosjan. Media również nie pozostają bez winy, nagłaśnianie sprawy ma bowiem niewiele wspólnego z patriotyczną poprawnością. Spójrzmy prawdzie w oczy, już samo porównywanie wypadku do zbrodni katyńskiej, powinno budzić sprzeciw każdego trzeźwomyślącego człowieka.
Wyjaśnianie przyczyn katastrofy powinniśmy więc zostawić ekspertom, tak jak wydarzenia katyńskie pozostawiliśmy historykom. Polska powinna się w Rosji doszukiwać raczej partnera w interesach, a nie wroga-zamachowca. Po 10 kwietnia Kreml niejedokrotnie wyciągał rękę do Polski, może naszym politykom uda się w końcu ten gest odwzajemnić.
Anna Dobrzańska -
2011-03-10 13:52:31
Po przeczytaniu artykułu nasuwa się pytanie: dlaczego katastrofa smoleńska
z 10 kwietnia 2010r. podzieliła polską scenę polityczną i cały naród na dobrych
i złych Polaków, na zainteresowanych śledztwem
i dążących do wyjaśnienia przyczyn katastrofy oraz tych, dla których wszystko już zostało wyjaśnione?
Szukanie winnych , podważanie ustaleń strony rosyjskiej i polskiej, rozdrapywanie ran powoduje, że emocje
biorą górę nad rozsądkiem i dochodzi do ciężkich oskarżeń
i niesprawiedliwych ocen, zarówno pod adresem rządu jak i opozycji. Ostatnia awanturnicza wręcz debata polskiego Sejmu z 19. 01. 2010r. tocząca się w związku
z opublikowaniem raportu MAK, zamiast połączyć wszystkich parlamentarzystów
w dążeniu do prawdy, skompromitowała polityków zapominających o podstawowych zasadach etyki poselskiej i szacunku dla drugiego człowieka. Dodatkowo fakt, że owa pseudo debata toczy się w obecności członków rodzin tragicznie zmarłych ofiar, przelewa czarę goryczy. Los zabrał im to co najcenniejsze, pożegnali mężów, żony, dzieci a nawet wnuków. Pragną zachować ich dobre imię, wierzą, że poznanie prawdy przyniesie ulgę
i pozwoli dalej żyć. W swojej walce są jednak osamotnieni i co gorsze ignorowani, wyszydzani, wtłoczeni w machinę politycznych przetargów i partyjnych interesów.
Polacy nie potrafią wyciągać wniosków ze swojej historii, a przecież doktryna Cicerona „Historia Vita magistrae est” przez ponad dwa tysiące lat nie straciła nas aktualności: Tragiczne dzieje narodu niczego nas nie nauczyły, od czasu rozbicia dzielnicowego, XVII w. wojen szlacheckiego liberum veto, wolnej elekcji, zaborów,
I i II wojnę światową, stan wojenny aż do katastrofy smoleńskiej jesteśmy narodem skłóconym, przelewającym polską krew w imię jednostkowych interesów
i ambicji. Jak długo jeszcze musimy czuć się gorsi od innych europejskich nacji
i upokorzeni przez polityków wybieranych w demokratycznych wyborach?
Przemysław Szywała -
2011-03-10 13:53:33
Komentarz do artykułu prof. Bohdana Jałowieckiego „Histeria smoleńska w historią w tle”
Nie podlega wątpliwości, że stosunki między Polską a Rosją na przełomie wieków nie zawsze należały do najcieplejszych. Historia nam pokazuję wiele przykładów, które sprawiają, że w naszym kraju panuje ogólno antyrosyjskie nastawienie. Od rozbiorów przez pierwszą, aż po drugą wojnę światową. Prof. Bohdan Jałowiecki w swoim artykule przedstawia
nam co jest tego przyczyną, jak wydarzenia z przeszłości i te, które miały miejsce niedawno, podżegają tą antypatię do Rosji, bo chyba nie do samych Rosjan.
Kilka miesięcy temu miała miejsce tragedia, którą będzie pamiętać każdy polski obywatel. Samolot lecący na obchody uroczystości upamiętniające ofiary zbrodni katyńskiej podczas lądowania na lotnisku Smoleńskim uległ wypadkowi i rozbił się. Na pokładzie znajdował się ówczesny prezydent Lech Kaczyński i wielu polskich wysoko postawionych osobistości. Zgadzam się w stu procentach z profesorem, że histeria jaką wywołują wokół tej katastrofy polscy politycy nie prowadzi do niczego dobrego. Samo porównywanie tej katastrofy do zbrodni katyńkiej jest wielce przesadzone. Uważam, że potrzebujemy dobrych stosunków z Rosją, dla samego dobra naszego własnego kraju. Rozpatrywanie wciąż sprawy Smoleńska uniemożliwia nam o zawarciu jakiegokolwiek dyplomatycznego przymierza., gdyż dzięki temu politycy zasiewają wśród zwykłych ludzi wciąż coraz większą niechęć do Rosji. Zbrodnia katyńska była całkowicie czym innym, był to efekt działań wojennych ówczesnego komunistycznego ZSRR. Co do katastrofy zdania ludzi są podzielone, a działania polityków słusznie skłócają resztę. Dla niektórych jest to kolejna teoria spiskowa, inni tak jak profesor Bohdan Jałowiecki, uważają to za wypadek. Sam nie mam konkretnego zdania, ze swojej strony chciałem tylko powiedzieć, że strona rosyjska zbyt długo zwlekała z przekazaniem nam materiałów ze śledztwa. Nie oznacza to jednak, że jestem antyrosyjsko nastawiony, tak jak profesor uważam, że powinniśmy współpracować z Rosją. Media mają w tym również dużą rolę, obywatele są zmęczeni, a najbardziej mi szkoda rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej.
Jeżeli polscy politycy nadal będą rozgrzebywać przeszłość, i wydarzenia z historii nigdy nie zbudujemy prawdziwej przyjaźni z żadnym krajem. Powinniśmy patrzeć przed siebie i budować nasz kraj na nowoczesności i postępie.
Joanna Foltarz - Zgoda buduje, niezgoda rujnuje…
2011-03-10 13:59:52
Chcąc, nie chcąc, niestety muszę się zgodzić z prof. Jałowieckim, iż polski naród cierpi na wielką antyrosyjską fobię. Oczywiście, nasza niechęć do Rosji wcale nie jest przypadkowa, historia nie szczędziła nam cierpienia jakie zadawał nam ten kraj. Katastrofa smoleńska i opublikowany niedawno raport MAK jeszcze bardziej podsyciły naszą nieufność wobec tego kraju. Politycy PISu nie dadzą nam zapomnieć ile wycierpieliśmy przez
naszych sąsiadów, nie tylko od Rosji, ale także od Niemiec. Polska polityka zagraniczna nie szuka więc politycznych przyjaciół wokół polskich granic tylko sięga daleko za Ocean do USA. Ależ jaki interes miała by Ameryka w naszym skromnym kraju, jeżeli nie żyjemy w pełnej zgodzie z takim mocarstwem jak Rosja? Każda próba pomocy krajom zwaśnionym z Rosją wcale nie wpływa dobrze na stosunki polsko-rosyjskie, więc jaki jest w tym cel naszych władz? Katastrofa smoleńska jeszcze bardziej uprzedziła nasz naród do Kremla, istnieją nawet teorie spiskowe, jakoby to władze rosyjskie miały zaplanować śmierć prezydenta i innych ważnych osobistości w państwie polskim. A jak podkreśla raport MAK winna katastrofie była fatalna mgła na lotnisku wojskowym i upór polskich pilotów aby wylądować. Przypominanie za każdym razem wszystkich krzywd jakich doznaliśmy ze strony Rosji i Związku Radzieckiego, też nie pomoże naszemu państwu w budowaniu partnerskich stosunków międzynarodowych. A jak trafnie spostrzegł prof. Jałowiecki Polska i Rosja mają wiele wspólnych interesów, więc po co robić sobie wroga z kogoś kto jest nam potrzebny? Ilekroć Premier Donald Tusk stara się poczynić kroki mające na celu poprawę naszych stosunków politycznych, tylekroć opozycja podburza naród przeciw polityce Platformy. Aby nie narobić sobie szkód i niepotrzebnego wroga, będziemy musieli przełamać nasze antyrosyjskie fobie i uprzedzenia.
Kamila Kwiatkowska - MAKsimum rozczarowania
2011-03-10 14:01:00
W ostatnich dniach obserwowaliśmy reakcję polityków i opinii publicznej na opublikowanie raportu MAK ws. katastrofy smoleńskiej.Dziwi mnie pogląd prof. Bohdana Jałowieckiego. Z wykształcenia socjolog, sztukę obserwacji społeczeństwa powinien mieć w małym palcu. Nie jestem przekonana, czy tak jest w rzeczywistości. Profesor uważa, że
opublikowanie raportu spowodowało odkrycie antyrosyjskich fobii Polaków. Wypomina Jarosławowi Kaczyńskiemu, że tamten używa zbyt mocnych słów i nazywa
jego zachowanie kuriozalnym. Owszem, prezes Kaczyński używa przesadnych określeń, ale uważam, że prof. Jałowiecki sam ma z tym problem. Pojęcie fobia jest zbyt mocne, a na pewno nieadekwatne. Tu nie chodzi o historyczne uprzedzenia Polaków, tylko trzeźwość umysłów przy ocenie rosyjskiego postępowania i prowadzenia śledztwa. Czy nie bezpodstawne poszukiwanie prawdy musi być fobią? Raport MAK przemilcza kwestię błędów ze strony rosyjskiej. Wszyscy zdajemy sobie sprawę i wiemy o tym, że one istnieją; nieprzygotowane lotnisko z przestarzałym sprzętem, wprowadzenie w błąd przez rosyjskich kontrolerów polskiej załogi co do wysokości, na której się znajdowała. Nieścisłości te budzą u Polaków rozczarowanie i złość. Jest to zupełnie zrozumiałe, ludzkie. Społeczeństwo ma prawo się złościć, gdy ktoś kłamie je w żywe oczy. Rosja nie potrzebuje Polski, a na pewno nie bierze jej na poważnie. Szefowa MAK stwierdziła „Rosja jest wielka, Polska to tylko mały kraj”, to wszystko wyjaśnia. Uważam, że autor niesprawiedliwie ocenia zachowania opozycji. Mam wrażenie, że używa argumentów Rosji w wojnie z PiS-em. Czy naprawdę tak nienawidzi tej partii, że jest w stanie przymknąć oko na rosyjskie nieścisłości? Najlepszą strategią polityczną wobec naszych wschodnich sąsiadów byłoby postępowanie polskich władz, pamiętających o tym, że trzeba wybaczać, ale nie wolno zapominać.
Barbara Kot -
2011-03-10 14:07:22
Artykuł „Histeria smoleńska z historią w tle” ukazuje zupełnie z innej perspektywy, niż od prawie roku pokazują to media i politycy, sprawę katastrofy prezydenckiego samolotu z 96 osobami na pokładzie. Jak przedstawia autor artykułu, wszystko zaczęło się od raportu MAK o przyczynach katastrofy, który stanowczo odrzuca część posłów i, jak zdawać by się mogło znaczna część polskiego społeczeństwa. To ogólne niezadowolenie
wynika z antyrosyjskiej fobii polityków i mediów, które bardzo chętnie relacjonują całą „aferę”, podsycając wśród społeczeństwa już i tak dużą niechęć do Rosji i Rosjan. Wszystkie wydarzenia wokół tragedii z 10 kwietnia 2010, wynikają z kolei z polsko - rosyjskiej historii, w której Polska nacierpiała się sporo, czemu nie można zaprzeczyć, zarówno podczas zaborów jak i w czasach komunizmu. Jest to kwestia istotna, dla polskiego społeczeństwa ponieważ jej skutki, niestety odczuwane są w niektórych rejonach Polski do dziś. Mowa tu o „lekkim zacofaniu” wschodnio – południowej części kraju w stosunku do zachodu. Polsce trudno było, i nadal, jest o dobrych sojuszników, gdyż tych zwykle rządzący szukają daleko poza granicami, wśród krajów, z którymi nie łączą nas praktycznie żadne interesy, tak jak było to podczas rządów braci Kaczyńskich. Za wszelką cenę szukali oni partnerów np. w Stanach Zjednoczonych, gdyż nie czuli się pewnie, z własnymi sąsiadami, nieufnie odnosili się do Niemiec i zdecydowanie nieprzyjaźnie nastawieni byli do Rosji. Niekorzystne było też dla Polski angażowanie się byłych prezydentów: Aleksandra Kwaśniewskiego w sprawy Ukrainy czy Lecha Kaczyńskiego w spór rosyjsko – gruziński. Jak pisze autor była to polityka typu „szkodzimy Rosji tam, gdzie tylko się da”, niestety najwięcej szkód przyniosło to Polsce, Rosja natomiast „trzyma się” dobrze. Bardzo ważną rolę w ostatnich wydarzeniach dotyczących „sprawy smoleńskiej” odgrywają z pozoru wolne media. Skupiają się na relacjonowaniu obrad sejmu, a właściwie kłótni posłów na temat katastrofy, zupełnie ignorując sprawy naprawdę ważne dla Polski, czyli to co dzieje się w kraju. Są to zdecydowanie świadome działania, mające na celu podsycić, już i tak mocne antyrosyjskie fobie polskiego społeczeństwa. Takie działanie mediów „kompromituje klasę polityczną” oraz „szkodzi […] krajowi, w którym działa”, jak pisze autor.
Artykuł przedstawia subiektywną ocenę zdarzeń, które zachodzą na polskiej scenie politycznej, próbując uzmysłowić dlaczego „sprawa smoleńska” wzbudza tak wielkie emocje wśród polskiego społeczeństwa.
Karol Cichoń -
2011-03-10 14:13:47
Nawiązując do powyższego tekstu, zgodzić muszę się z przemyśleniami autora. Polski rząd, od lat prowadzi antyrosyjską politykę, w ramach rewanżu, za wydarzenia z czasów II wojny światowej. Sytuacja ta jest co najmniej dziwna, zważywszy na fakt, że byliśmy pod zaborem także niemieckim, a w stosunku do naszych zachodnich sąsiadów zachowujemy się całkiem inaczej. Wyolbrzymiamy krzywdy wyrządzone nam przez Rosjan, a zapominamy
o winach Niemców. Nie jest to w żadnym bądź razie nawoływanie do nienawiści, do Niemców. Powinniśmy bowiem zapomnieć o dawnych dziejach, ponieważ od pamiętnych wydarzeń minęło, już wystarczająco wiele czasu. Poza tym, żaden z obecnie rządzących w obu państwach, nie jest winny wydarzeń z przeszłości. Autor artykułu ma także rację, jeśli chodzi o celebrowanie miejsc, w których dokonano mordu na Polakach. Dlaczego odwiedza się Katyń, a zapomina o Oświęcimiu? Według mnie jest to typowy przejaw niechęci antyrosyjskiej, a zachowanie to ma na celu wyeksponowanie krzywd, wyrządzonych nam przez sowietów. Nawiązując do katastrofy pod Smoleńskiem, w której zginęli najważniejsi przedstawiciele polityczni naszego kraju, zastanawiać mogą dwie rzeczy. Pierwsza – dlaczego w jednym, w dodatku przestarzałym samolocie znalazło się aż tylu ważnych polityków? Druga, dlaczego samolot pilotowany był, przez wojskowych pilotów? Gdyby na ich miejscu znalazła się cywilna załoga, to przy takich warunkach pogodowych nie brałaby pod uwagę możliwości lądowania. Można by zastanawiać się jeszcze, czy lepiej było spóźnić się na uroczystości i narazić na krytykę w mediach, czy przepłacić nadmierny pośpiech życiem. Po kwietniowych wydarzeniach, kolejne uroczystości katyńskie, wspominać będą nie tylko ofiary mordu, ale także osoby, które straciły życie w samolocie. Nie zmieni się także sytuacja i nadal eksponowane będą bardziej niechlubne wydarzenia naszych wschodnich sąsiadów.
Karolina Sobczuk - Koniec wojny polsko-polskiej. Początek wojny z Rosją?
2011-03-10 14:14:52
Początek histerii smoleńskiej rozpętał „wojnę” na linii Polska – Rosja. A nasz kochany rząd, zamiast polepszyć relacje z naszym najbliższym sąsiadem, powoduje jeszcze większe konflikt i osłabienia. Już od dawna chodziły plotki, że to rząd rosyjski stoi za całą katastrofą ,był to zamach, usuniecie nie wygodnych ludzi. Czasem słysząc takie stwierdzenia zastanawiam się, czy Polska jako cały kraj potrafi wybaczyć dawne
zbrodnie związku radzieckiego. Wniosek nasuwa się tylko jeden, nigdy. A powinniśmy już dawno zakończyć rozdział krwawych zimnych wojen z przed kilkunastu lat.
Władze, które kierują naszym Państwem powinny skupić się na stosunkach naszych najbliższych sąsiadów, a nie szukanie sojuszników w USA, z którymi kompletnie nic nas nie łączy. Wręcz przeciwnie jesteśmy ich marionetkami. Czemu tak sadze? Jeden podstawowy przykład nasze wojska w Afganistanie. Człowiek wykorzystywany jest jako maszyna do zabijania ludzi. A w zamian co za to USA nam daje? Zabitych polskich żołnierzy, zabiera najbliższe osoby. I to ma być korzyść dla naszego narodu? Nie sadzę. Raczej tylko i wyłącznie dla Stanów Zjednoczonych.
Zgadzam się wiec z prof. Bogdanem, że ta ciągła niechęć do Rosji pogarsza się wraz z kolejnymi dniami. Polityka braci Kaczyński osłabiła stosunki z naszymi sąsiadami. Nie wiem co, nasz zmarły prezydent chciał osiągnąć przez interweniowanie w konflikt Gruzja-Rosja. Jest to kolejny przykład na nieudolne sprawowanie władzy. Stwierdzenie prof. Jałowieckiego, że szkodzimy Rosji tam, gdzie tylko się da, jest dokładnie przypieczętowaniem całej naszej zagranicznej polityki. Ciężko zatem będzie ogrzać te nasze niechęci, które toczą się od zbrodni katyńskiej. Historia powinna nas uczyć, dawać wskazówki jak polepszyć stosunki by nie doprowadzić do oziębienia. A tu, jest odwrotnie bo co gdy wybuchnie 3 wojna?
Anna Władyka - Uzasadnione „ANTY”
2011-03-10 14:20:12
Po opublikowaniu w ostatnim czasie raportu MAK zawrzało. Zawrzało, i to po raz kolejny w polskim rządzie. Szybki czas oddania ostatecznie zatwierdzonego przez Rosjan raportu zdziwił wielu polityków. Jednak, to nie termin publikacji budził największe zastrzeżenie, tylko treść, która według wielu polityków, a szczególnie podwładnych Jarosława Kaczyńskiego jest kłamliwa.
Po raz kolejny w stronę Rosji padają oskarżenia i zarzuty nieprawidłowości.
Nie tylko
ze strony polityków, ale głównie ze strony mediów. Podsycają one antyrosyjskie nastroje. Telewizja
i radio niemal codziennie przekazują informację nawiązujące do wydarzeń z kwietnia 2010r.
W informacjach tych, po raz kolejny, nie ma żadnych faktów. Po raz kolejny nic nie wyjaśniające domysły. Aczkolwiek te przypuszczenia są prężnym motorem, który napędza wielką
machinę -„Rosja-wróg, spiskowiec i zamachowiec”. Czy ta maszyna ma uzasadnione prawo istnieć?
Od kwietnia 2010 roku minęło dziesięć miesięcy, prawie rok, a nikt tak naprawdę nie wie, co, jak i dlaczego wydarzyło się tamtego tragicznego dnia. Niewyjaśnionych rzeczy nie ubywa, wręcz przeciwnie. Z każdym dniem pojawiają się kolejne spekulacje, nowe, dotąd nieopublikowane filmy. Wypowiedzi świadków, którzy po 10 miesiącach milczenia nagle uświadamiają sobie,
że mają coś do powiedzenia. Te wszystkie czynniki tylko potęgują niewiadomą i dezorientację
w tej smoleńskiej zagadce.
Według wielu polityków i specjalistów wspomniane wyżej nastroje- „anty-Rosja”, działają jedynie na niekorzyść naszego kraju. Z pewnością z takim nastawieniem nie zyskamy przyjaciół
po wschodniej granicy, lecz czy z ludzkiego punktu widzenia to jest najważniejsze? Czy po stracie najbliższej nam osoby, którą tracimy w niewyjaśnionych przez 10 miesięcy(!) okolicznościach, będziemy troszczyć się o dobrą wizytówkę Polski? Będziemy czuć wielki ból i żal, a niechęć
do ludzi i miejsca będzie jak najbardziej uzasadniona.