i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie

W czasie świetności krakowskiej „ Piwnicy pod Baranami”- Zbigniew Raj brawurowo wykonywał piosenkę „ Do przyjaciół gówniarzy”
„Tak sobie wyobrażam Kielce
Symbol, jako szczyt ohydy
Jako jakieś Paramounth
Najgorszej małomiasteczkowej brzydy
Gdy beznadziejność dusi
Jak ohyda i śmierdząca zmora
Gdy człowiek sobie, siebie widzi jako
Cuchnącego własnym sosem, ach potwora”
W czasie wakacji z zainteresowaniem śledziłem dyskusję prowadzoną w czasopiśmie elektronicznym
Czytając ten tekst współczułem Panu Kopffowi, który dobrowolnie podjął się roli cuchnącego własnym sosem, ach potwora, którego beznadziejność dusi jak ohyda i śmierdząca zmora.
Pozwolicie Państwo, że zacytuję naszego krajana: „Miasto mojej młodości nic się nie zmieniło! Choć się powiększyło i wypiękniało, tak naprawdę pozostało zapyziałą galicyjską prowincją, zakompleksioną i uczepioną księżowskich sukienek. Tam to właśnie Jarosław Kaczyński ma najwięcej zwolenników w Polsce, tam rządzi egzotyczna, lecz dla mnie zrozumiała koalicja postkomuny z kruchtą, stamtąd jest największa emigracja ludzi rozumnych, bo tam głupota triumfuje...”
Pan Kopff przypomniał mi historię sprzed paru lat. Dawno nie widziani znajomi odwiedzili nas ze swoją nastoletnią córką w drodze w Bieszczady. Córeczka, której marzeniem były wakacje nad morzem – wykrzyknęła z rozpaczą – nienawidzę Rzeszowa, tutaj nie ma morza.
Nasz stosunek do rzeczywistości, zależy od tego co oczekujemy.
Miałem wiele propozycji przeniesienia się do Warszawy, Bejrutu, Sydney i Paryża.
„ I tak wędrowałem, od pól Elizejskich, do placu Pigalle. Tam gdzie kuszą dziewczęta…
Wersal jeszcze zwiedziłem, wreszcie po tym Wersalu – odjechałem – bez żalu.
Bo cóż mi tam Paryż, neony, światła, et cetera. Kiedy ja już bym nie mógł żyć bez…"
W miejsce trzech kropek, bez wstydu wstawiam Rzeszów. Co mnie w nim urzeka? – nie jest męczący.
Bardzo bym chciał, aby stolica Podkarpacia stała się nowoczesnym, wielofunkcyjnym miastem i uważam, że sporo już w tym kierunku zrobiliśmy. Czy to znaczy, że nie istnieją już typowo prowincjonalne bolączki w naszym mieście? Istnieją i trzeba się z nimi zmagać.
Józefa Henelowa podała przed laty roztropną receptę :
Rzeszów nigdy nie był miastem lubianym i interesującym dla inteligencji. Nie miał powstańczej legendy, uznano je za brzydkie i nieciekawe. Jednak właśnie w Rzeszowie istnieje sporo przestrzeni , którą może wypełnić ten, kto tylko będzie miał atrakcyjną wizję i będzie umiał energię ludzką skierować do jej realizacji.
Dlatego jestem gorącym zwolennikiem mówienia i pisania o moim mieście zgodnie z radą, którą udzielił nam przed laty Johann Wolfgang Goethe: „Jeśli będę cię miał za takiego, jaki jesteś, taki pozostaniesz. Jeśli za takiego, jaki możesz być, taki się staniesz”.






