Polityka
G20 i zmarnowane świece
TAGI: Kuchnia intelektualna, Polityka,
Dodano: 2010-08-19 11:22:46

Stare chińskie przysłowie mówi, że  „lepiej zapalić świeczkę niż narzekać na ciemność”. Należy jednak pamiętać, że świece palą się bardzo szybko, a na świt należy czekać nieraz bardzo długo. Patrząc na działania rządów największych gospodarek świata, podejmowane po wybuchu obecnego kryzysu finansowego, można odnieść wrażenie, że przysłowie to jest szczególnie bliskie wielu politykom.

Przedstawiciele grupy G20, bo o niej mowa, zorganizowali już 4 spotkania w przeciągu ostatnich osiemnastu miesięcy. Ich celem miało być skoordynowanie globalnych działań mających przyspieszyć wyjście z recesji, a także ustalenie nowych reguł, które nie pozwoliłyby instytucjom finansowym znaleźć się w sytuacji podobnej do tej z 2008 roku. Rezultaty wszystkich czterech konferencji wydają się być dosyć mizerne. Wydaje się, że pomysły antykryzysowego podatku bankowego oraz ograniczenie wynagrodzeń menedżerów banków przepadły w niebycie. Natomiast do wypracowania nowych wymogów kapitałowych przez komitet bazylejski droga jest jeszcze bardzo daleka. W zasadzie wszystkie ostanie spotkania G20 rysują się jako łatwa pożywka dla mediów, które zwykle w połowie roku odczuwają problemy sezonu ogórkowego. W podobnym tonie należałoby również mówić o zakończonym niedawno spotkaniu G20 w Toronto. Jednak w tym przypadku światowe media zwróciły uwagę na jeden bardzo interesujący fakt. W Kanadzie doszło do starcia dwóch mogłoby się wydawać skrajnych podejść do tematu wychodzenia z recesji. Z jednej strony Barack Obama forsował (wiecznie żywe) Keynesowskie  pobudzanie wzrostu gospodarczego poprzez kolejne pakiety stymulacyjne. Z drugiej pojawiła się koncepcja redukcji deficytów budżetowych o połowę, przedstawiona przez  Niemcy, Wielką Brytanię i Francję. I chociaż „europejskie” podejście wydaje się być utrzymane w duchu racjonalnych, neoklasycznych poglądów, to w istocie pomysły obu stron są niemal tak samo irracjonalne.

Administracja Obamy postuluje więc działania zapoczątkowane przez plan Paulsona. Przypomnę tylko – działania tamte polegały na wydaniu 700 mld dolarów pochodzących z kieszeni podatników na pomoc zagrożonym upadłością bankom, czyli de facto prywatnym instytucjom, które na skutek błędnych decyzji inwestycyjnych w znaczący sposób przyczyniły się do powstania obecnego kryzysu. Zadziwiające jest jednak to, że tego typu praktyki wzięte rodem z gospodarek centralnie planowanych, miały miejsce w jednej z najbardziej liberalnych gospodarek świata.

Już półtora roku temu znany amerykański analityk finansowy Marc Faber słusznie zauważył, że wspomniane 700 mld dolarów pomoże tylko rozrosnąć się państwowej machinie biurokratycznej kosztem sektora prywatnego. Między innymi dzięki pomysłowi Henry’ ego Paulsona amerykańscy podatnicy przekonali się (lub będą mogli przekonać się w najbliższym czasie), że w gospodarce nie istnieje darmowy lunch. Natomiast za każdy „posiłek” fundowany przez aparat państwowy opłatą są wyższe podatki. Dodać do tego należy opinie Edwarda C. Prescotta, notabene noblisty, który twierdzi, że obawy amerykańskiej ludności o podwyżki podatków już dają o sobie znać, doprowadzając do spadku ilości prywatnych inwestycji.

Co więcej, przy długu publicznym USA w wysokości 62% PKB kolejne pakiety stymulacyjne forsowane w Toronto przez prezydenta Obamę, wydają się być tylko ekonomicznym dolewaniem oliwy do ognia.

Mało klarowna i pełna wewnętrznych sprzeczności jest wizja wychodzenia z kryzysu zaprezentowana przez Niemcy, Wielką Brytanię i Francję. Biorąc po uwagę fakt, że deficyt budżetowy całej UE w bieżącym roku ma wzrosnąć do 7,25 % PKB, koncepcja Angeli Merkel, aby członkowie G20 do 2013 obniżyli o połowę swoje deficyty, wydaje się być całkiem rozsądna. Miałoby się to odbyć rzecz jasna poprzez ograniczenie wydatków. Zadziwiające jest jednak z jaką łatwością europejscy politycy mówią o cięciach wydatków publicznych. Pamiętajmy, ze jeszcze w marcu niemiecki parlament zaakceptował pomoc dla bankrutującej Grecji.

Pozostaje tylko pogratulować elokwencji niemieckim podatnikom, którzy w sondażach nie akceptowali 22 mld euro pożyczki dla Aten. Co więcej nie wierzą oni, że owa pożyczka zostanie kiedykolwiek spłacona. W kontekście problemów strefy euro Grecja to jednak tylko wierzchołek góry lodowej. Coraz więcej mówi się podobnych kłopotach mogących spotkać pozostałe kraje PIGS1, gdzie wysokość długu publicznego dawno przekroczyła już magiczną wielkość 100% PKB. I należy przypuszczać, że również w przypadku tych krajów rządy pozostałych państw strefy euro będą musiały sięgnąć bardzo głęboko do kieszeni swoich podatników.

Co więcej, dług publiczny w UE nie jest jedynym problemem pro-socjalnej unii. Według prognoz Komisji Europejskiej  liczba osób na emeryturze w porównaniu z liczbą osób finansujących ich emerytury do roku 2060 podwoi się, co oznacza ni mniej ni więcej kolejny odpływ funduszy z państwowej kasy. Słuchając wypowiedzi europejskich reprezentantów w Toronto, spontanicznie nasuwa się proste pytanie: gdzie tu miejsce na cięcia i oszczędności?

Wracając do przysłowia z początku artykułu, można pokusić się o stwierdzenie, że zapewnienia polityków w Toronto przypominają działanie nieroztropnego gospodarza, który zamiast cierpliwie czekać na nadejście świtu, marnuje tylko cenne zasoby świec. Przywódcy państw G20 zdają się zapominać, że mechanizm rynkowy jest w stanie sam powrócić na drogę wzrostu, i niekoniecznie są tutaj potrzebne gigantyczne wydatki budżetowe w postaci kolejnych programów stabilizacyjnych. Pozostaje jednak wierzyć, że wzorem poprzednich, efektem spotkania w Toronto pozostaną tylko słowa.


1Jest to skrót używany często przez analityków, naukowców i międzynarodową prasę gospodarczą, odnoszący się do gospodarek Portugalii, Włoszech, Grecji i Hiszpanii

 

 

OPINIE
ena86 - Wojna z kryzysem nie wyjdzie nam na dobre
2010-08-24 18:47:15
Podczas londyńskiego szczytu G20 z 2009 roku postanowiono przeznaczyć ponad bilion dolarów na walkę z kryzysem i zwiększenie kontroli nad instytucjami finansowymi. Miał to być namacalny i świadczący o randze problemu symbol obrazujący, że prężne światowe gospodarki wypowiedziały wojnę kryzysowi. Niestety jak twierdzą komentatorzy ta wojna nie musi wyjść nam na dobre.
naukowiec - Kula u nogi
2010-08-24 18:53:08
Do funkcjonującej wcześniej dość prężnie grupy G8 dołożono kilkanaście państw tzw. rynków wschodzących, co było spowodowane możliwością podzielenie się zobowiązaniami finansowymi oraz odpowiedzialnością za swoje działania. W zamian uzyskają większy wpływ na działania Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

Zważywszy na obecną sytuację geopolityczną to dobrze, że wobec współczesnego poziomu umiędzynarodowienia gospodarki podejmowane są wspólne działania. Z drugie jednak strony nie wszystkie z

Dodaj swoją opinię
Autor:
Tytuł:
Treść:


kod z obrazka:

Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie
ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22 e-mail: wsiz@wsiz.rzeszow.pl
Wszelkie Prawa Zastrzeżone, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie © 2010