i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Dodano: 2010-11-28 10:11:14

Najpierw złożę oświadczenie. Otóż, jako dotychczas konsekwentny i raczej przekonany wyborca Platformy Obywatelskiej oświadczam, że jeżeli zostanę okradziony przez rząd Platformy Obywatelskiej, wyborcą tej partii być przestanę. Rzecz jasna chodzi o planowany zamach na fundusze emerytalne.
„Mówi się” bowiem iż system emerytalny jest zły. Podstawowe są tu dwa argumenty:
Pierwszy z nich (a właściwie co do wagi – drugi) – argument zawierający krytykę metody wyceny średniej ważonej (art. 172 i nast. ustawy o organizacji i funkcjonowaniu funduszy emerytalnych), pominę. Merytoryczny dyskurs na temat tej metody generalnie może odbyć się tylko w kręgu specjalistów i w tekstach publicystycznych doprowadzi do natychmiastowej rejterady Czytelników. Mogę tylko prosić Czytelnika, aby uwierzył, że ta wada istnieje, ale jest stosunkowo łatwa do naprawienia.
Koronnym argumentem rządzących jest jednak to, że fundusze inwestują ok. 60% swoich aktywów w polskie skarbowe papiery wartościowe. Zdaniem niektórych „ekspertów” oznacza to, iż (w pewnym skrócie) i tak polscy obywatele ze swoich podatków będą płacić w przyszłości na moją emeryturę, bo będą musieli, jako podatnicy wykupić od funduszy owe 60% obligacji skarbowych. A z pieniędzy, jakie fundusze otrzymają z wykupu obligacji przez tych podatników, będą te fundusze płacić mi emeryturę. A zatem i tak w końcu zapłacą podatnicy. Więc może lepiej, twierdzą „eksperci” – niech obywatele od razu płacą na ZUS. Oszczędzi się na odsetkach i prowizjach oraz wynagrodzeniu funduszy emerytalnych.
Tymczasem za całą tą argumentacją tkwi gigantyczne oszustwo popełnione nota bene w sferze prawnej. Po pierwsze dlaczego fundusze mogą lokować tylko 40% aktywów w akcje? Bo tak mówi § 1 pkt 3 Rozporządzenia z dnia 3 lutego 2004 r. w sprawie określenia maksymalnej części aktywów otwartego funduszu emerytalnego, jaka może zostać ulokowana w poszczególnych kategoriach lokat oraz dodatkowych ograniczeń w zakresie prowadzenia działalności lokacyjnej przez fundusze emerytalne.
A dlaczego fundusze emerytalne lokują wszystko co mogą i muszą lokować w obligacjach właśnie w polskich obligacjach? A to dlatego, że zgodnie z art. 143 ust. 2 ustawy o organizacji i funkcjonowaniu funduszy emerytalnych łączna wartość lokat aktywów otwartego funduszu w lokatach zagranicznych nie może przekroczyć 5 % wartości tych aktywów.
Państwo polskie posuwa się zatem na wyżyny hipokryzji – zarzuca funduszom, że inwestują wyłącznie w polskie papiery wartościowe skarbowe… zakazawszy im wcześniej innej rozsądnej dywersyfikacji ryzyka inwestycyjnego. Przecież mogąc inwestować tylko 5% aktywów w zagraniczne papiery wartościowe nie opłaca się inwestować w nie w ogóle. To żaden paradoks – to tylko normalny rachunek ekonomiczny – inwestowanie w analityków, analizy ekonomiczne, jeżeli dotyczyć to ma tylko do 5% aktywów etc. po prostu mija się z celem. Ja zaś, jako przyszły emeryt mogę w ostateczności (hipotetycznie – bo tak naprawdę nie akceptuję) zaakceptować arbitralne ograniczenie lokat w akcje do 40% . Ale pozostałe lokaty chciałbym mieć rozsądnie zdywersyfikowane np. w papiery skarbowe szwajcarskie, amerykańskie, nowozelandzkie, polskie etc. Tymczasem państwo zakazuje rozsądnej dywersyfikacji, a potem – z wymuszonego prawnie przez siebie skutku braku dywersyfikacji lokat czyni podstawowy zarzut wobec instytucjonalnych uczestników systemu emerytalnego.
Pomijając przekonanie, że w/w regulacje ograniczające inwestycje zagraniczne pozostają w sprzeczności z zasadą swobody przepływu kapitału (jestem przekonany, że Komisja Europejska, gdyby naprawdę wzięła się w tym zakresie do roboty, zrobiłaby nam „sądny dzień”, nie wiem nawiasem mówiąc dlaczego tego nie robi…), są one sprzeczne i ze zdrowym rozsądkiem i z zasadami inwestycyjnymi stanowiącymi podstawę min. ustawodawstwa europejskiego. Zainteresowanych odsyłam do regulacji odnoszących się do funduszy inwestycyjnych i regulacji europejskich w tym zakresie.
Istotniejszym jest jednak pytanie, dlaczego regulacja eliminująca inwestycje zagraniczne jest jaka jest. Odpowiedzi jest kilka i można je dopasować do kilku twórców reformy emerytalnej i jej miejsca w prawie rynku kapitałowego. Nomina sunt odiosa, a ja nie mam czasu na procesy cywilne, więc nazwisk nie będę wymieniał…. Argumentacja rozpoczyna się od skrajnie nacjonalistycznej („polski kapitał ma prawo wzbogacać tylko polską gospodarkę”), poprzez funkcjonalną i rynkową („wrzućmy pieniądze w pierwszych dekadach na polski rynek – aż stanie się równorzędny innym rynkom europejskim”) aż do budżetowej – „pieniądze z polskiej gospodarki powinny wspomagać, poprzez nabywanie za nie obligacji skarbowych, polski budżet”. Pomijając argumentację nacjonalistyczną, obie poniższe mają swoją rację bytu. Ale nikt nie ma prawa, mając odrobinę intelektualnej uczciwości, nazywać opisanej sytuacji wadą systemu. To po prostu wybór dokonany przez Państwo w przeszłości, w jego tj. Państwa interesie, za to od początku wybór dokonany kosztem systemu emerytalnego i jego uczestników. Co więcej – sposobem na usunięcie tej wady jest właśnie jej usunięcie, co jest legislacyjnie proste i organizacyjnie wykonalne w krótkim czasie, a nie zburzenie systemu. Jak to sugerują „eksperci”.
Wiem, zdarzyć się w życiu mogą w życiu sytuacje, gdy ktoś powie – okradłem, zabiłem, zgwałciłem etc., bo nie miałem innego sposobu zdobycia pieniędzy. A rodzina jeść musiała. Niby sytuacje takie zdarzyć się mogą, ale ja jednak oczekuję, że rząd, na który głosowałem nie będzie naruszał zasady „pacta sunt servanda”. I zamiast okraść, jeżeli już musi – pożyczy. Czyniąc wszystko, aby tę pożyczkę oddać w z góry określonym i nieprzedłużalnym terminie, a nie pozostanie zwykłym złodziejem, posługującym się w dodatku demagogiczną argumentacją.
Na zakończenie i dla porządku dodam, że nie jestem członkiem zarządu ani rady nadzorczej towarzystwa funduszy emerytalnych ani jakiegokolwiek podmiotu z ich grupy kapitałowej. Moja egzystencja nie zależy obecnie od tych instytucji – ale podkreślam – może zależeć w przyszłości – o ile dożyję emerytury, a instytucje te będą jeszcze istniały. Nie wykluczam wszakże ani teraz, ani w przyszłości doradztwa prawnego na rzecz tych instytucji. A w zakresie wyżej opisanych sytuacji, jako przyszły emeryt osiągnąłem ten poziom frustracji, że jestem zgoła gotów doradzać po zaniżonych stawkach albo bezpłatnie. Co jak na prawnika, przyznacie Państwo jest pewnym wyznacznikiem skali frustracji…
Rząd planuje, by od 1 kwietnia 2011 składka do OFE została zmniejszona z 7,3% do zaledwie 2,3% naszego wynagrodzenia. Różnica ma trafiać do ZUS-u na indywidualne konta klientów. Należy postawić sobie






