Kategorie
Mecenas
Mecenasem serwisu jest Wyższa Szkoła Informatyki
i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Partnerzy



Społeczeństwo
Freegan- przejaw skąpstwa, czy ratunek dla środowiska?
TAGI: Kuchnia intelektualna, Społeczeństwo,
Dodano: 2010-02-03 08:50:53

Dotąd widok człowieka „buszującego” w śmietniku wywoływał u nas oburzenie lub współczucie. Jednak świat się zmienia. Teraz zjadanie resztek wyrzucanych na śmieci jest ekonomiczne, modne i przede wszystkim - ekologiczne! Chcesz zaoszczędzić, przy okazji pomagając środowisku? Zostań Freegan!

Freegan (z ang. free- wolny i vegan- wegański), czyli ludzie stołujący się na śmietnikach, zazwyczaj znajdujących się przy restauracjach czy barach, gdzie - co tu dużo mówić - smakołyków jest mnóstwo. Brzmi to dość kontrowersyjnie i takie z pewnością jest. Pytanie tylko dlaczego freegan tak żyją. Jak twierdzą, w obronie środowiska.

Przez rezygnację z kupowania jedzenia i innych produktów, chcą wyrazić swój bunt przeciwko nadprodukcji i postępującej konsumpcji, które prowadzą do powstawania nadmiaru śmieci. Szczytny cel, jednak śmiało można rzec, że jest to zwyczajnie wygodne i … ekonomiczne, bo, jak wiadomo, to właśnie na jedzenie przeznaczamy najwięcej pieniędzy. W Polsce jest to na razie mało znane zjawisko. Jednakże i u nas, zwłaszcza w Warszawie, możemy spotkać pierwszych „zjadaczy resztek”, którzy na swój codzienny jadłospis raczej nie narzekają.

Kuba Malczewski, student informatyki z Warszawy, praktykuje freeganizm od półtora roku. Swoją „jadłodajnię” znalazł przy bazarze, na placu Szembeka. Kiedy zdasz sobie sprawę, ile dobrych do spożycia rzeczy ludzie wyrzucają, to potem głupio jest wejść do sklepu i za nie płacić - mówi. Po czym wspomina jak znalazł kilkanaście pojemników z malinami. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że był początek stycznia, więc jedno takie pudełko kosztowało prawie 15 zł. Ktoś lekką ręką wyrzucił na śmietnik owoce warte kilkaset złotych.

Freeganie nie tylko żywią się pozostałościami, ale również dbają o to, by nic z ich „łowów” się nie zmarnowało. Kiedyś przynieśliśmy do domu 20 bakłażanów. Po przyrządzeniu wszystkich możliwych potraw z bakłażanem i rozdaniu ich znajomym resztę zamroziliśmy na zimę, bo wtedy o świeże warzywa znacznie trudniej - wspomina Marta Gałecka, studentka Uniwersytetu Warszawskiego. Mało znane zjawisko, a jednak cieszy się zadziwiająco dużym uznaniem, zwłaszcza wśród młodych ludzi: Moim zdaniem jest to ciekawy sposób spędzania wolnego czasu, nawet jeśli ktoś nie wykorzystuje tych "odzyskanych" produktów. Często zdarza się, że robi z nich zupę czy inny posiłek i zawozi bezdomnym. W ciągu kilku godzin spacerów możemy zebrać jedzenie dla jakiś 30-40 ludzi. Z "pomarszczonego" pomidora mogę zrobić sos do spaghetti. Dla mnie to jest niewykorzystany, mało popularny, ale efektowny rynek, wystarczy podejść pod odpowiedni kontener i poszukać - mówi Daniel Małajowicz, student politologii w Rzeszowie.

Fakt, to dość zadziwiające zjawisko, budzące kontrowersje. Dla niektórych nie jest pomysłem na ratowanie środowiska, a raczej niesmaczną fanaberią, o czym świadczą chociażby komentarze pod artykułami na ten temat: Moim zdaniem to czysta głupota! Nie uratujemy środowiska zjadając jedynie resztek ze śmietnika. Pozostaje jeszcze problem dziury ozonowej i inne tego typu spraw, mających dużo większy wpływ na zanieczyszczenie środowiska. Jak dla mnie to niezbyt trafny pomysł na bycie oryginalnym. Dlatego też pojawiają się pytania - czy jest to kolejny pomysł na to, by stać się jednostką wybijającą się z tłumu, nowa moda czy faktycznie ratunek dla środowiska?

Co sądzą na ten temat eksperci? Prof. Jerzy Chłopecki twierdzi, że: W dzisiejszym świecie każda bzdura znajdzie swoich wyznawców. Sekta utylizatorów odpadków nie skłania mnie do zastanawiania się nad ich rolą, bo jest żadna. Natomiast warte zastanowienia jest coś innego - jakie są przyczyny skłaniające ludzi (jakich ludzi! - kogo w sensie społecznym i psychologicznym) do prowokacyjnych manifestacji. Po czym dodaje: A przyczyny mogą być i zapewne są różne - ideowe (to godne szacunku), zorientowane na zwrócenie uwagi na siebie (to produkt dzisiejszego wydania kultury masowej, której bohaterami są tzw. celebrities) i wreszcie zwyczajnych wariatów, szkodliwych i nieszkodliwych, których cechuje mentalny rozbrat z realnością.

Zupełnie inny pogląd na ten temat ma socjolog dr Barbara Przywara, która o działalności freegan mówi: To jeden z wielu ruchów, w które angażują się głównie ludzi młodzi - wrażliwi, pełni wiary w to, że mogą "zmienić świat". Takich ruchów, akcji, stylów życia jest wiele - od wegetarian po protesty młodych członków organizacji typu Greenpeace. Jedni protestują przeciw zabijaniu delfinów przy połowie tuńczyka poprzez niejedzenie tej ryby, inni właśnie w proteście wobec nadprodukcji śmieci i marnowania żywności stosują freegan. Dr Przywara twierdzi również, że ruch ten nie ogranicza się jedynie do niezamożnych studentów (co niosłoby ze sobą skojarzenie z niegdysiejszymi żakami "dokarmianymi" przez krakowskich mieszczan), ale skupia także młode osoby z wyższych klas społecznych. To co skłania do angażowania się w tego typu ruchy, to przede wszystkim wspomniana młodzieńcza wiara w to, że istnieje możliwość wpływu na rzeczywistość społeczną, po drugie poczucie wspólnoty, przynależności do wybranej grupy (jakakolwiek by ona nie była!), a niekiedy także po prostu moda czy chęć zwrócenia na siebie uwagi.

Zdania na temat freegan są wyraźnie podzielone. Tak czy inaczej, trzeba przyznać, że w całej tej ekologicznej kontrowersji i wilk jest syty i owca cała - głodni się najedzą, przy okazji oszczędzając, a jedzenie się nie zmarnuje. Okazuje się, że można połączyć „przyjemne” z pożytecznym.

OPINIE
jotsch - To nie jest zupełnie inny pogląd
2010-02-04 16:52:25
Szanowna Pani, jeśli uważnie przeczytać opinię moją i pogląd dr Barbary Przywary można przecież dojść do wniosku, że mówimy to samo, o tym samym, a różnica jedynie w nastawieniu wobec zjawisk. Akceptującym ze strony Basi Przywary, zgryźliwie zdystansowanym z mojej strony. Ona twierdzi zgodnie z prawdą, że "takich ruchów, akcji, stylów życia jest wiele", ja mówię, że "w dzisiejszym świecie każda bzdura znajdzie swoich wyznawców", czyli w sferze faktów, opisu sytuacji nie ma różnicy.
Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie
ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22 e-mail: wsiz@wsiz.rzeszow.pl
Wszelkie Prawa Zastrzeżone, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie © 2010