i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie

Chopin był pierwszym kompozytorem narodowym w dzisiejszym znaczeniu. O, szczęśliwe, bogate narody, które nie mają potrzeby tworzenia ‘sztuki narodowej’! (Wojciech Kilar).
Owe geograficzne dookreślenia historycznych szkół i zjawisk, pochodzących z krajów i miast, jeśli w jakikolwiek sposób odnoszą się do pojęcia stylu „narodowego”, to w sposób śladowy, marginalny i poza-ideowy. Bo dotyczą przede wszystkim tych kształtów artystycznych konwencji, które dominowały w smaku, guście i modzie pewnego lokalnego środowiska. Urodzony we Florencji Jean-Baptiste Lully nie był włoskim kompozytorem narodowym, bo stał się kompozytorem francuskim na dworze Ludwika XIV. Choć tak wielkie zasługi położył w sprawie uświetnienia baletu i opery francuskiej, nie stał się francuskim kompozytorem narodowym, bo nie narodowość go obchodziła, a splendor dworu, na którym służył, a który zapewniał mu sławę i dostatek.
Zjawisko „kompozytora narodowego” rodzi się więc w epoce romantyzmu. Mamy rewolucję francuską, mamy „Sturm und Drang” i mamy syndrom w sztuce, w tym w muzyce, szczególny. Oto bardziej, niż biegłość w opanowaniu konwencji epoki, tak często naznaczonej gustem i smakiem lokalnego ośrodka, zaczyna się liczyć i być doceniana indywidualność i osobność. Wtedy rodzi się mit geniusza, wieszcza, rządcy dusz. Jego twórczość promieniuje i zaraża, uskrzydla najpierw tych, którzy pragną iść jego śladem, wydobywając z jego twórczości to, co odrębne. Tak się tworzy „szkoła narodowa”, zjawisko połowy XIX wieku, mające swe liczne i różne kontynuacje w wieku XX. „Szkoła narodowa” – a więc nacjonalna, „rasowa”, stwarza niebezpieczeństwo ideowo-estetycznego getta. Wielu artystów w nie wpadło, wielu przecież w niezwyczajny sposób poszerzyło nam w XIX i XX wieku ową mapę muzyki Europy, „ukrzyżowaną” na planie przedromantycznego planu Północ – Południe i Wschód – Zachód (choć do dziś przecież, z wszelkimi modyfikacjami, jakoś w naszym myśleniu obecnego).
„W dzisiejszym znaczeniu” ani Bach i Mozart nie byli niemieckimi kompozytorami narodowymi, ani Monteverdi i nawet Paganini włoskimi, ani nawet Berlioz francuskim. No tak, w tej gromadzie romantyków, urodzonych w pierwszych dekadach XIX stulecia pierwszym jest Fryderyk Chopin. Oczywiście jest pytanie w tej sprawie o Schuberta, Schumanna, Brahmsa i odpowiedź nie wydaje się tu oczywista. Potem Wagner, jako problem. Ale Chopin, ten w przedziwny sposób na tle nie tylko swej epoki praktycznie ograniczony do fortepianu, tego instrumentu romantyczny „lirnik” i „bard” jest tu bez wątpienia pierwszy, a jako taki otwiera na myślenie o kulturze muzycznej (już dziś nie tylko) europejskiej nowe i zaskakujące perspektywy.
Romantyzm szopenowski, zrozpaczony, zatracony, cierpiętliwy, poddany mocom świata jak słomka na wichrze, przeobraża się w surowy klasycyzm. W dyscyplinę, w opanowanie materii, w wolę panowania. Jakże wzruszający i podniosły jest jego heroizm, widziany od tej strony, a jak deklamacyjny, retoryczny i kiepski, gdy się go ogląda od strony ‘patriotycznej’. (Witold Gombrowicz).
Andrzej Chłopecki, krytyk muzyczny, publicysta, Polskie Radio
[cytat z Wojciecha Kilara – „Chopinspira”, wyd. „Warszawska Jesień”; z Witolda Gombrowicza – Zeszyty literackie, nr 109]






