Europa jako jajko po wiedeńsku 4 Cztery twarze europejskiego światowida. Północ i Wschód oś kontrastu
TAGI: Deser, Europa jako jajko po wiedeńsku,
Dodano: 2012-02-13 11:50:04

Życzliwy świat skandynawski

Wyprawy na północ przyniosły mi pełną satysfakcję. Co prawda w Norwegii byłem ostatnio w latach 70-tych, a w Helsinkach w 80-tych więc o nich nie będą pisał.

Ale dwa pozostałe kraje. W duńskim Odense hotel średniej klasy, ale jajko otrzymałem jak się należy. Kelnerka, która okazała się Angielką, zapytana o sos Worcester przyniosła mi wielką chyba litrową butelkę pustą do połowy. To znaczy, że ta smaczna przyprawa nie tylko jest znana, ale i często używana.

W Sztokholmie pełne zrozumienie. Słynny hotel Diplomat, gdzie byliśmy z żoną gośćmi właścicieli Państwa Malmstromów, hotel w czasie wojny gniazdo międzynarodowego szpiegostwa: opowiadano mi, że przeprowadzony tam po wojnie remont odkrył tak bogaty arsenał środków podsłuchowych, że mogłyby one wyposażyć muzeum historii szpionażu. Otóż ten hotel specjalizuje się dziś w dogadzaniu gościom w porze śniadaniowej. Kelner uznał moje zamówienie za godne jego sztuki i podał jajeczko pierwsza klasa. Ale nie tylko, bo Diplomat jest znany ze swej specjalnej mieszanki herbacianej, której różnych rozmiarów pudełka można sobie kazać doliczyć do rachunku.

Pojemne sztokholmskie hale targowe w centrum miasta oferują wielkie bogactwo przypraw i odpowiednich mieszanek, więc sos Worcester można mieć zawsze.

W Visby, stolicy Gotlandii, o rodacy to tak blisko od polskiego wybrzeża  i tak pięknie, a wiosna późna jest tam pełna uroku. Otóż tam nasza seminaryjna grupa dzierżawiła drewniany dworek opuszczany przez właścicieli w czasie sezonu turystycznego, by pomieścić gości, więc śniadanie przyrządzałem sobie sam kupując wszystkie potrzebne mi składniki w sklepie. Nie byłem więc ani przez jeden poranek pozbawiony mego śniadania. I tak mi Skandynawia pozostała w pamięci.

Zagadkowy postkomunistyczny Wschód

Geografowie społeczni lokują Polskę w północno-wschodniej części europejskiego centrum. Mamy więc za sąsiadów europejskie północno-wschodnie peryferie. Ale nie jest to jednolity kierunek, o nie. Dowodzi tego omawiany tu  test śniadaniowy. W niewielkim prywatnym hoteliku w Rydze było jak w Skandynawii i jajeczko dostawałem bez niepotrzebnych targów.

Ale już wjazd na Białoruś przeniósł nas w inny świat. Chcę przestrzec czytelnika przed przeświadczeniem, że na Białorusi nie ma żywności. Sklepy są zaopatrzone, za to brak jest targowisk, placów, zieleniaków, które świadczyłyby, że wieś produkuje. Nawet w gospodarstwie agroturystycznym w Kozłowiczach władającym olbrzymim areałem ziemi, nie było własnych jajek, serów czy nawet masła. Prowadzące w Nowogródku hotelik dla pielgrzymów siostry Nazaretanki, bardzo życzliwe i pogodne podawały tylko to, co można było kupić w sklepie. To jakby wieś nie żywiła, tylko handel państwowy.

A jajeczko? Zacząłem w Grodnie w dobrym przecież hotelu Slavia (w tak wielkich apartamentach mieszkałem tylko w Chinach). Panienka ,która zarządzała salką śniadaniową wysłuchała mojego zamówienia. Urzędowo się uśmiechnęła. Potem kelnerka przyniosła mi jajecznicę i na moje pytania o jajko na miękko powiedziała, że nie rozumie. I sądzę, że nie było to nierozumienie języka polskiego, to w końcu Grodno = miasto zamieszkałe przez Polaków, ale to był ten syndrom postkomunistyczny, który głosi, że klient ma akceptować to, co mu się podaje. Już to widzieliśmy we wschodnio berlińskim hotelu Unter den Linden, czy w czeskich hotelach turystycznych. Wreszcie to zrozumiałem, a właściwie przypomniałem sobie z tamtych czasów niesłusznie zapominanych i już zacząłem akceptować to, co mi tam podawano w hotelowych punktach śniadaniowego żywienia zbiorowego. A tych menu jakby się zbliżało do propozycji śniadaniowej hotelu H przy francuskiej autostradzie. Tak więc jak w Grodnie zacząłem domagać się swoich praw, tak tam też i skończyłem. Wiem też, że ten brak walki o  prawa obywatela jest przyczyną białoruskich opresji. Nie chciałem jednak, żeby odzyskanie społecznej niepodległości zaczęło się tam od protestu polskiego turysty w sprawie jajka na miękko. Chociaż może popełniłem błąd.

Ukraina była znacznie bardziej rozmaita. W prywatnym hoteliku we Lwowie położonego blisko Parku Stryjskiego jajko w szklance można było dostać bez sprzeciwów obsługi, a szklanką była nasza normalna duża szklanka do herbaty, a jajka były dwa, a nie jak zamawiałem jedno, bo inaczej będzie Pan głodny – usłyszałem. Jeszcze lepiej było w Iwano – Frankowsku, byłym Stanisławowie, w prywatnym hotelu Roksolana. Ale też często podawano na śniadanie parówki w bigosie, a tak najchętniej to jajecznicę z parówkami. Mistrzostwa Europy w piłce nożnej zwane Euro2012 winny być przełomem w sposobie zarządzania turystyką w Ukrainie. Czy wpłynie to na pogodzenie się z myślą, że swobodny wybór własnego śniadania jest prawem każdego człowieka w krajach cywilizowanych? Jeżeli to oczekiwanie  się ziści, będzie to wielki krok człowieka na drodze do demokracji. A dla mnie zapisaniem jajka po wiedeńsku na listę praw człowieka.

Jajko overseas

Na zakończenie warto wspomnieć o krajach, leżących za morzami.

W USA w dobrych hotelach mają tak wielką rozmaitość opartych na jajkach dań własnych, że jajeczko nasze będzie miało zbyt wielu konkurentów. W Michigan dawałem się skusić na kombinację jajka na twardo z łososiem. W Nowym Jorku jadłem z żydowsko–włosko– hiszpańsko–polskiej restauracji, gdzie znali problem. Podobnie w Bostonie. Tam jednak na Waterfroncie odkryłem ostry chrzan z gotowanym jajkiem (jak nasz wielkanocny) jako dodatek do ostryg w miejsce cytryny. Pyszne. W Salt Lake City było coś własnego na bazie jajka. W Saint Louis już nie pamiętam, ale się poddałem.

Jajkami w sposób twórczy posługuje się kuchnia japońska, a chińska jeszcze kusi stuletnimi jajami i tym sugestiom ulegałem. Na Filipinach i w Brazylii problem jajka rozwiązuje jajecznica, w Kolumbii jajecznica z ziemniakami. A rodzajów ziemniaków, jak policzyłem w sklepie, jest 30.Tam więc nie walczyłem o kulinarne prawa Europejczyka. Eksploracja  kultur wygrywała z przestrzeganiem domowej tradycji. Natomiast w Meksyku dobrze zrobione jajeczko, z Tabasco, a nie Worcester, zagryzane były ciepłą  kukurydzianą tortillą. Polecam.

Pora kończyć czyli czy z tego coś wynika?

Te  zagraniczne doświadczenia z próbami zjedzenia mego europejskiego śniadania trwają  już ćwierć wieku i przynajmniej przez dwadzieścia pięć lat staram  zapamiętywać moje usiłowania jak dostać w hotelu jajko po wiedeńsku. Można z tego wysnuć kilka wniosków.

Po pierwsze – śniadanie traci w hotelach dla masowego turysty swój dawny charakter atrakcyjnie  świadczonej gościny. Hotele i hostele najchętniej pozbyłyby się tej wiążącej przecież klienta z nimi oferty. Przeważa postawa zjedz coś i żegnaj, nie mamy czasu ciebie gościć i ci dogadzać. Zakończ pobyt i żegnaj, nie obchodzi nas czy będziesz naszym częstym gościem. Jak już slept to teraz go, jak można sparafrazować nazwę jednego z hoteli.

Po drugie – taka postawa ma swoje dwa scenariusze: pokomunistyczny, czyli bież co ci dają , bo to wliczone w cenę pokoju i postkapitalistyczny: podamy ci tylko to co nam się kalkuluje, a chcemy my  oszczędzać.

Po trzecie – nowo wchodzące do branży turystycznej gospodarki bardziej dbają o potrzeby i zachcianki klienta, te  starsze, bardziej doświadczone goszczą cię i żywią według norm ustalonych statystycznie. Tymczasem tak indywidualny i subtelny posiłek jak śniadanie nie stosuje się do wzorców modalnych.

Po czwarte – bohaterem moich opowieści jest jajko w specjalny sposób przyrządzone. W Europie albo się je podaje w sposób prosty, powiedzmy brutalny jako jajecznicę lub jajko na twardo, albo w sposób wyrafinowany, do czego należy moje jajeczko wiedeńskie, ale też liczne jajka zmieszane, doprawione, noszące czasem swoje lokalne czy firmowe nazwy podawane w pewnych krajach, albo w pewnych firmach, Te firmy hotelowe w Europie na ogół więcej sobie liczą za nocleg.

Po piąte – być może nasze europejskie jajeczko po wiedeńsku, a nawet jakąś pomysłową wariację na jego temat, będziemy zamawiać i otrzymywać  poza Europą. Czas pokaże.

A chodzi przecież o tak nie wiele: jajko na miękko, trochę masła, sól, pieprz, sos Worcester i trochę cierpliwości.

OPINIE

Dodaj swoją opinię
Autor:
Tytuł:
Treść:


kod z obrazka:

Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie
ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22 e-mail: wsiz@wsiz.rzeszow.pl
Wszelkie Prawa Zastrzeżone, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie © 2010