Europa jako jajko po wiedeńsku 2. Cztery twarze europejskiego światowida. Na Południe.
TAGI: Deser, Europa jako jajko po wiedeńsku,
Dodano: 2012-01-22 06:22:59

Przyjemność jaką daje zjedzenie na śniadanie tego do czego się przywykło, to poczucie uchwyconej równowagi, z którą mam przeżyć dzień pełen obowiązków i wrażeń, tej równowagi, którą dopiero w późnej porze obiadu można będzie zmącić, przyjmując egzotyczne miejscowe jadło, jest przecież prawem i obowiązkiem każdego człowieka. Odciska się na tym smak własnej kultury, dla której w Europie musi być miejsce ,bez względu na to czy zaczynamy dzień przy stole , gdzie śniadanie jest ładowaniem się tłustymi kaloriami, jak w Wielkiej Brytanii, zastępującym słońce mlekiem, jak w Skandynawii, jest tylko smakiem kawy z moczoną w niej bagietką lub croissantem , jak we Francji. Zgodnie ze swych galicyjskim przyzwyczajeniem wybrałem śniadanie środkowo-europejskie. Jego symbolem uczyniłem jajeczko po wiedeńsku. Warto tu wspomnieć, że ta esencja Anglika , którą bez wątpienia był Sherlock Holmes był amatorem tego jajka; więc produkt jest godny gentelmana i owiany aurą kosmopolityzmu Na początku pomówmy o południu. Od niego zacząłem.

Przygoda w Reggio

Reggio Emilia nadawało się na to bym spróbował tej środkowo-europejskiego śniadania. I to nie dlatego, że tu właśnie powstał nasz hymn narodowy, a także i włoski, ale ponieważ narzucona tu kiedyś tradycja austriacka powinna być nadal obecna. Hotel był przyzwoity, a kelnerka gotowa do współpracy. Byłem przygotowany na to, że jajeczko ala austriaca ,czy viennese może nie brzmieć zrozumiale , po pierwszych próbach, przeszedłem do opisu początkowo potrawy, potem sposobu przyrządzania. A więc jajko, garnek, woda, czas gotowania. W końcu sól, masło, pieprz, sos Worcester , może być Maggi, szklanka, łyżeczka. Udało się – ugotowane było na miękko, ale nie dało się zjeść, bo szklanka była długa i wąska, a łyżeczka krótka. Jak sobie z tym dałem radę to nie wchodzi do tematu. Najciekawiej było jednak nazajutrz. – Tak- powiedziała inna tym razem kelnereczka – mamy w naszym menu taką potrawę i ona się nazywa jajko po wiedeńsku i po dobrej chwili podano mi to co wczoraj, łącznie z za długą i za wąską szklanką i za krótką łyżeczką. Włosi byli gotowi, ale szwankowała im pamięć. W innych włoskich miastach, wśród nich w Rzymie było lepiej. Umiarkowanie intensywne negocjacje doprowadzały do właściwego efektu. Można to też rozszerzyć na tradycyjne i lepsze hotele Mediolanu, Florencji, Pescary czy Wenecji. Moim ostatecznym kryterium jakości była dostępność sosu Worcester. Polska, a w niej wielkie magazyny spożywcze jak Tesco czy Geant, handlowały już wtedy tą przyprawą czy jako produktem Lea & Perrins lub Heinza , istotną przecież w cocktailu Bloody Mary, więc nie było trudno ją kupić i mieć na stanie. Mimo to półwysep adriatycki w nim nie gustował. Znany mi z dawna z Polski sos Maggi, czy ostatecznie sojowy ratowały sytuacje, ale nie kwalifikowały lokalu na piątkę.

Oczywiście było to wszędzie tam, gdzie śniadanie nie ograniczało się do mocnej capucino i croissanta.

Słowackie rozterki i czeskie obrazy

Kuchnia słowacka słynna ze świetnych zup i udanych zapożyczeń z kuchni węgierskiej, jest równocześnie oporna na inne wpływy. Jest to szczególnie widoczne w jej stosunku do jarzyn, które akceptowane są w marynatach, ale nie w świeżej formie. Dostanie sałatki ze świeżych jarzyn to znana zmora organizatorów wyjazdów na Słowacje, zwłaszcza tych ,którzy dbają o ekologiczną dietę. Ta niechęć objęła jajko po wiedeńsku. Kelnerki w rządowym domu wypoczynkowym, w którym zatrzymaliśmy się na kilka nocy w ramach wędrówek Rady Programowej Międzynarodowego Centrum Kultury , robiły wszystko co mogły by to nie mnie obsługiwać. Zdawałem sobie po woli z tego sprawę, że musiałem je swoim rakuskim vajcom prześladować. Ale w końcu wszystko kończyło się dobrze i jajka wjeżdżały na stół ,a przyprawą był sos Maggi. Przekonywałem się, że popularny w Polsce Magik ma się w tej części Europy lepiej, niż kosmopolityczny Worcester.

W Czechach na ogół nie było miejsca na negocjacje, z praskim i brneńskim wyjątkiem. Na prowincji kelnerki, a nawet i główne kucharki , jeżeli ich obecność okazywała się konieczna, czuły się głęboko urażone , gdy przekonały się, że oferta ich menu mi nie wystarczy. Głosy były podniesione, twarze marsowe, może siostry Czeszki wytrwały tak długo w swym negatywnym nastawieniu wobec wszystkiego co Rakuskie.

Wiedeń

Tu musiałem zostać usatysfakcjonowany, a jednak. Internacjonalizacja niemiecko- języcznych południa krajów Europy – Austrii, Bawarii, ale też i Saksonii polega na degradacji gasthausów. Gdyby ich rdzenni mieszkańcy zdali sobie sprawę z tego jak cenna jest to wartość może nie wynajmowaliby ich, a zwłaszcza ich gastronomii cudzoziemcom – Wietnamczykom, ale też ludziom z europejskiego południa Włochom, Chorwatom i Serbom. Śniadania nie są specjalnością tych nacji. Owszem w pokojach śniadaniowych blisko Ringu , prowadzonych przez Włocha, można było wynegocjować chłodne jajko po wiedeńsku, z sosem Magii. Brak było prawdziwej miłości do tej potrawy. Ponieważ jedliśmy tam przez pięć dni kupiłem im na rogu u Lindla buteleczkę Worsestera , ale czy go koś używał po moim wyjeździe nie wiem.

Ale wiedeńskie hotele i podobne miejsca w całym kraju, wraz z mało miasteczkowymi gasthausami rozumiały problem i na ogół dobrze go podejmowały

Normalność węgierska

Jeżeli wypadło mi nocować w hotelu na Węgrzech wynegocjowanie podstawowych składników, może z wyjątkiem sosu, nie sprawiało większej trudności, czy to było w budapesztańskim Gelercie, czy hoteliku w tokajskiej Tolcsvie. Można by zaryzykować, że Węgry okazały się bardziej środkowo-europejskie, niż dzisiejsza Austria. To takie wędrowne genius loci.

Pochwała Rumunii

Gdy w 1995 roku zamawiałem w hotelu w Bukareszcie moje śniadanie nie miałem złudzeń czy będę w mojej jajkowej potrzebie zrozumiany. Ograniczyłem się do przekazania dokładnej instrukcji co mają mi przynieść. Gdy otrzymałem wszystko czego chciałem, Worcestera zastąpiono oczywiście przez Maggi, przystąpiłem do przygotowania dania i tylko kątem oka zauważyłem, że kelner obserwuje mnie uważnie ukryty za kolumną pompatycznej sali jadalnej. No cóż ,pomyślałem, jest to kraj, gdzie uważne podglądanie cudzoziemców ma swą długą tradycję. Ale, gdy następnego dnia składałem zamówienie kelner przyjął je bez potrzeby mego dodatkowego komentarza. Za chwile przyniósł mi danie prawidłowo zmieszane i przyprawione. Tylko brakowało właściwego sosu. Od tej pory ilekroć znajduję się w Rumunii zamawiam swoje śniadanie, bez strachu, że zamiast jajeczka po wiedeńsku podadzą mi mamałygę.

Grecja to już osobny problem, program zwłaszcza zimnych dań śniadaniowych jest bogaty i lokalny, na szwedzkich stolach wykładają pod pokrywą jajka, ale te są na twardo.

Świat jajka po wiedeńsku nie opuścił zatem Europy środkowej, ale jego rozszerzenie hamuje tradycja pokomunistycznego żywienia zbiorowego i ogólna degradacja cywilizacyjna porannego posiłku.

A jak było w innych europejskich kierunkach o tym w następnym odcinku.

OPINIE

Dodaj swoją opinię
Autor:
Tytuł:
Treść:


kod z obrazka:

Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie
ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22 e-mail: wsiz@wsiz.rzeszow.pl
Wszelkie Prawa Zastrzeżone, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie © 2010