i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Dodano: 2012-01-10 15:06:12

Jadwiga Staniszkis – dyżurna socjolożka kraju opublikowała ostatnio wywiad, w którym wypowiada się na temat "putinizacji" Polski przez Donalda Tuska. Jest to niewątpliwie diagnoza mocno przesadzona, bo gdzie D. Tuskowi do Władimira Putina, a Polsce do Rosji. Różnice są w tym przypadku bardzo duże, choć trudno zaprzeczyć pewnemu podobieństwu naszych krajów. Podobieństwa te to bałaganiarstwo, nieprzestrzeganie ustanowionych procedur, bo jakoś to będzie, wybiórczy stosunek do prawa, pozorowanie dyskusji.
Ale problem jest szerszy i polega na erozji demokracji, która ujawnia się m.in. coraz większym rozdźwiękiem między władzą a obywatelami. Władze, które obywatele formalnie wybierają, a w rzeczywistości tylko głosują na osoby wytypowane przez partyjne aparaty, między wyborami robią to co chcą nie zważając na krytyczne głosy opozycji, organizacji pozarządowych, obywateli i środków masowego przekazu. Poziom alienacji władz właściwie wszystkich szczebli, począwszy od centrum, a skończywszy na gminie jest bardzo wysoki.
Kiedy ma się parlamentarną większość, dającą komfort rządzenia, można właściwie zrobić niemal wszystko nie zważając na protesty. Jeżeli władza ma tzw. większość konstytucyjną może zmienić ustrój kraju i praktycznie zaprowadzić dyktaturę. Obserwujemy to obecnie w wydaniu węgierskim za sprawą Victora Orbana. Taka sytuacja od czasów rozwiązania Związku Radzieckiego istnieje w Rosji, na Ukrainie, nie mówiąc już o Białorusi. We wszystkich tych krajach odbywają się wybory choć mniej lub bardziej zmanipulowane. Na Węgrzech nikt zapewne nie manipulował i „Bratankowie” sami zgotowali sobie swój los, podobnie jak kilka lat temu Polacy dopuszczając PiS do władzy. Na szczęście rządy tzw. IV Rzeczypospolitej trwały dwa lata i upadły w dużej mierze wskutek nieudolności, niejako na własne żądanie. Sytuacja kiedy demokratycznie wybrana władza staje się autorytarna jest bardzo niebezpieczna. Wobec takiej sytuacji bezsilna jest tzw. społeczność międzynarodowa, a stosowane niekiedy sankcje są mało skuteczne a w ostateczności bardziej dotkliwe nie dla władzy a dla obywateli. Brak stanowczej reakcji Komisji Europejskiej i krajów Unii wobec konstytucyjnego zamachu stanu na Węgrzech jest jaskrawym przykładem zgody na erozję demokracji.
Nie od dziś wiadomo, że władza jest narkotykiem i powoduje silne uzależnienie, jest więc zrozumiale, że tzw. „samce alfa” – jak to się ostatnio mówi, dążą do władzy za wszelką cenę. Ale co sprawia, że masy na takie osoby głosują, że Włosi „wybierali” Silvio Berlusconiego, Francuzi Nicolasa Sarkozy, Węgrzy Victora Orbana, a Polacy Jarosława Kaczyńskiego. Fascynacja siłą osobowości, podatnością wielu ludzi, szczególnie mniej wykształconych, na demagogiczne hasła, tęsknotą za porządkiem, bo na ogół źle się czujemy w chaotycznej rzeczywistości?
Władze niemal wszystkich europejskich krajów stają się coraz bardziej odporne na masowe, a nawet gwałtowne protesty. Podstawową strategią jest przeczekanie. Ludzie pokrzyczą, pomanifestują, postrajkują, a rządy mające większość i tak uchwalą co chcą. Protesty i strajki przeciwko projektowanym rozwiązaniom emerytalnym i socjalnym w istocie nic nie dały ani w Wielkiej Brytanii, ani we Francji, ale także w Hiszpanii i Grecji. Wydaje się, że protesty polskich górników przed kilku laty przed sejmem, które doprowadziły do zmiany projektowanego prawa dzisiaj miałyby małe szanse powodzenia, chociażby z tego względu, że wybory będą dopiero za cztery lata i przez spory okres czasu władza z nikim nie musi się liczyć.
Interesującym przyczynkiem do problemu „nieomylności władzy” jest ostatnio głośna afera z listą leków refundowanych. Ujawnia ona nie tylko bałaganiarstwo i działanie w ostatniej chwili. Ustawa została podpisana przez Prezydenta w maju, a nową listę leków zaczęto przygotowywać w październiku, bo były wakacje i wybory. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że całą ustawę wdraża nowy minister, który w poprzedniej kadencji sejmu, jako poseł, głosował przeciw. Jeszcze raz potwierdza się stara prawda, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
Przeciwko nowym rozwiązaniom protestują lekarze, farmaceuci no i pacjenci, którzy mimo zapewnień ministra nie są wcale najważniejsi, ponieważ są jedynie pionkami w grze. Lekarze protestują przeciwko zapisom nakładającym na nich obowiązek legitymowania pacjenta czy jest ubezpieczony. Okazuje się, że tych nieubezpieczonych jest jedynie ułamek procenta, a zatem legitymowanie jest narzuconą złośliwie mitręgą. Drugim wymogiem jest pisanie na recepcie wielkości odpłatności, podczas gdy każda apteka ma te dane w systemie i farmaceuta zostaje poinformowany, że zniżka wynosi 30% lub 50% itd. Ewentualne pomyłki narażają lekarzy na dotkliwe kary finansowe. To wszystko zrobiono chyba na złość lekarzom, bo sensu w tym nie ma żadnego. Lekarze domagają się chyba słusznie skreślenia odpowiedniego artykułu z ustawy. Władza wydaje się iść jednak w zaparte i uważa, że wszystko jest w porządku i lekarze nie wiedzieć dlaczego protestują. Premier straszy ich konsekwencjami, które raczej powinny dotknąć polityków, ale oni raczej sami się nie ukarzą. W całej tej sprawie, podobnie jak to było z problemem otwartych funduszy emerytalnych ujawnia się arbitralność i autorytaryzm władzy, która nie chce słuchać uczestników społecznego procesu w tym przypadku ochrony zdrowia: lekarzy, farmaceutów i pacjentów. Poza tym warto przypomnieć, że władza szermując koniecznością dbania o fundusze publiczne nie mówi, że koszty ochrony zdrowia, w tym refundacja leków, jedna z najwyższych w Europie, pokrywana jest z niemałej przecież składki zdrowotnej, którą płacą wszyscy pracujący nie mając najmniejszego wpływu na sposób wydatkowania tych środków. „Dla dobra pacjentów” ich udział w kosztach lekarstw wzrósł z 34% do 38%.
Arbitralność narzucanych przez rządzących rozwiązań w różnych dziedzinach życia i dążenie do rozszerzania regulacji prawnej tam gdzie nie jest to bezwzględnie konieczne jest wpisane w niezwerbalizowane zasady funkcjonowania współczesnych systemów politycznych. Stają się demokratyczne i wychodzą naprzeciw obywatelom wtedy, kiedy potrzebne są głosy w wyborach, zaś między wyborami władza pozostaje praktycznie bez kontroli i jedynym wyjściem pozostaje protest, który zawsze jest społecznie kosztowny. Istnienie opozycji nie gwarantuje bieżącej kontroli, bo w ciałach ustawodawczych zamiast dyskusji i dochodzenia do konsensu funkcjonuje maszynka do głosowania w oparciu o partyjną dyscyplinę. W tej sytuacji posłowie większości są często zmuszani do głosowania wbrew swoim poglądom. Jak się dowiadujemy ze szczegółowego raportu o trybie uchwalania ustawy refundacyjnej, który zamieściła „Rzeczypospolita” tak właśnie było w tym przypadku. Poprawki zgłaszane na posiedzeniach w komisji akceptował lub odrzucał wice minister zdrowia, a posłowie większości je przegłosowywali.
W konkretnym przypadku „ustawy refundacyjnej” protest okazał się chyba skuteczny, bo władza choć niechętnie, wydaje się wycofywać z niektórych pomysłów o czym, mimo prezentowania twardego stanowiska, mówił Donald Tusk na konferencji prasowej: „Wszędzie tam, gdzie uznamy wspólnie, że nałożone rygory są tak uciążliwe, że lekarze będą mieli poczucie, iż wygoda ich pracy jest wyraźnie ograniczona – będziemy szukali lepszych rozwiązań”. Byłoby jednak znacznie lepiej, gdyby Premier powiedział po prostu „pomyliliśmy się i przepraszamy wszystkich zainteresowanych za spowodowane przez nas zamieszanie”. Obywatele wydają się w ten sprawie dość jednomyślni. Za obecny kryzys w ochronie zdrowia 70% badanych obciąża winą rządzących.
Przede wszystkim należy pamiętać, że Pis miał tylko 2 lata czasów na rządzenie naszym Państwem. Taktyka opozycji - PO spowodowała, że doszło do
Żyjemy w demokratycznym kraju przy wyborze prezydenta słuchamy obietnice o podwyższeniu emerytury dla emerytów, podwyższenie pensji i prosto polepszania życia dla prostych mieszkańców.
Czym są te obietnice kiedy kandydaci przychodzą do wladzy - oni zostają pustymi słowami proste obietnice, które
Rzeczywistość ta w ostatnich miesiącach czy wręcz latach karze mocno zweryfikować pozytywy jakimi dotychczas cieszyła sie






