i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Dodano: 2011-01-01 13:34:30

Jeżeli sondażowy debilizm będzie panował nadal, to będzie źle. A nawet – powiedzmy wprost – jeżeli któraś z ekip rządzących nie powie sobie – „trudno – znikniemy jak AWS, ale zrobimy to, co zrobić trzeba” (ale, na pociechę powiem, że jeżeli politycy rozumieją cokolwiek z historii AWS, to wiedzą, że ci rozsądniejsi politycy – vide Buzek – mają szansę wrócić…), to zmiany demograficzne i skutki zmian w systemie emerytalnym, jakie zaczął wprowadzać miłościwie nam panujący rząd, ograniczając składkę na OFE (a to niestety dopiero początek) pozwolą nam wyobrazić sobie następującą rozmowę Emeryta z Podatnikiem.
Rozmowa odbywa się za lat kilka. Ale już niedługo…
Emeryt – Słuchaj kolego, musisz mi natychmiast dać pieniądze w takiej ilości, by utrzymywać mnie na poziomie, powiedzmy, co najmniej ¾ dotychczasowego wynagrodzenia.
Podatnik – A niby dlaczego? Gdybyś był moją rodziną, zrozumiałbym, ale dlaczego mam utrzymywać obcego człowieka? Przecież na pewno miałeś dosyć rozsądku, aby oszczędzić pieniądze w czasie, gdy zarabiałeś te pieniądze. Mogłeś odłożyć stosowne sumy, kupić aktywa etc. Ewentualnie, wychowałeś tyle dzieci, że bez problemu Cię utrzymają.
Emeryt – Nie opłacało mi się mieć tyle dzieci, a pieniądze mi ukradziono. Poza tym, nie chciało mi się myśleć o przyszłości. Tyle było do kupienia… A zresztą, nawet jeżeli myślałem o przyszłości, to na początku okradli mnie komuniści, potem kolejne rządy. W pewnej chwili nawet zacząłem coś oszczędzać na tzw. OFE, ale rząd niejakiego Tuska znowu mnie okradł…
Podatnik – No dobrze, współczuję Ci, ale dlaczego ja mam na to płacić?
Emeryt – Oczywiście w imię solidaryzmu społecznego.
Podatnik – Po pierwsze – ja solidaryzm społeczny rozumiem inaczej niż Ty. Nie dam Ci umrzeć z głodu i zapewnię podstawową opiekę medyczną, ale konsekwencję Twojego braku oszczędności powinieneś ponosić Ty, a nie ja. Po drugie – jeżeli teraz zabierzesz mi moje pieniądze, to ja będę niedługo takim samym żebrakiem albo i jeszcze gorszym (mam tyle samo lub mniej dzieci) niż Ty. A moje dzieci, których mam mniej niż Ty, będą mnie i, co gorsza innych obcych ludzi, musiały utrzymywać. Dlaczego ja i moje dzieci mamy ponosić konsekwencje Twojego pecha?
Emeryt – W imię solidaryzmu społecznego. Przecież ja osobiście nie jestem winien temu, że mnie okradziono.
Podatnik – Oczywiście – indywidualnie nie jesteś. Pojęcie odpowiedzialności zbiorowej mi się bardzo nie podoba. Ale ono nie jest adekwatne, bo nie mówimy tu o karze, tylko o braku nagrody (w postaci kasy otrzymanej od innych). Jest to może raczej bardziej odpowiedzialność pokoleniowa niż zbiorowa. A z mojego punktu widzenia jest to prostu brak zgody na wypłacanie Ci haraczu. Jakbyśmy to nie nazwali, to chyba ja ponoszę za Twoją sytuację mniejszą odpowiedzialność, niż Ty sam? A tym bardziej mniejszą odpowiedzialność niż ja ponoszą moje dzieci. A przy okazji – i Twoje wnuki.
Emeryt – Ale ja jestem stary już teraz i potrzebuję tej kasy.
Podatnik – Ale i ja będę stary w całkiem, niestety, przewidywalnym czasie. I też będę potrzebował tej kasy.
Emeryt – Ale takich jak ja jest więcej i będzie coraz więcej. Więcej, niż takich jak Ty. Więc przegłosuję, że dasz mi tą kasę…
Podatnik – Nie dam…
Emeryt – Dasz, będziesz musiał, zgodnie z prawem…
Podatnik [nie daje i idzie siedzieć…. albo zapisuje się do grupy terrorystycznej]
I DEMOKRACJA PĘKA. W SPOSÓB RÓWNIE NATURALNY I OCZYWISTY JAK UPRZEDNIO NIEPRZEWIDZIANY. ..
Żyliśmy bowiem dotychczas teoriami maltuzjańskimi , ale w Europie zapomnijmy o nich na parę pokoleń.
Konkludując – a więc ja – Podatnik i przyszły Emeryt wiem, że powinienem zapłacić TERAZ brakującą kasę do budżetu. Argument, że poprzednie rządy dopuściły do obecnego stanu finansów publicznych obecny rząd obśmieje (udając, że sam w ogóle nie jest winien, w większości nie jest, ale trochę jednak jest). Diagnoza jest bowiem ważna, ale nie jest JEDNAK tym samym, co metoda leczenia.
A metoda leczenia nie może polegać na okradzeniu mnie i likwidacji kapitałowego systemu emerytalnego. To jest „leczenie” polegające na odebraniu jednego z nielicznych skutecznych lekarstw. Natomiast powinna owa metoda leczenia polegać na NATYCHMIASTOWYM (w sensie legislacyjnym oczywiście) wydłużeniu wieku emerytalnego, całkowitej likwidacji emerytalnych przywilejów zawodowych (w niektórych przypadkach, np. policjantów – za cenę oczywiście wyższych pensji). I być może obniżeniu emerytur i pensji w budżetówce o 20%? A jak ktoś się boi, że społeczeństwo go nie zrozumie i da mu kopa w tyłek, a górnicy przyjdą pod URM (a pewnie przyjdą) – to niech się zajmie inną robotą. Zasadą jest bowiem , że robi się swoje, a nie „pr-owskie”. No chyba, że jest się tchórzem i nie ma się poczucia honoru i odpowiedzialności. Bo tu już gra niestety idzie o poważne rzeczy, a nie tylko o najbliższe wybory. Idzie o przyszłość nas samych, naszych dzieci i wnuków.






