i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Dodano: 2011-08-04 11:25:37

Niedawno przetoczyła się w mediach dyskusja dotycząca sprawy skierowania przez sąd na badania psychiatryczne lidera partii opozycyjnej, w sprawie karnej z prywatnego oskarżenia jaką wytoczył mu były minister jego rządu. Wielu polityków opozycji grzmiało ,że owa decyzja sądu to wielki skandal, to rządowy zamach na demokrację, prześladowanie opozycji metodami znanymi w dawnym Związku Radzieckim. Część dziennikarzy nicowała na wszystkie strony domniemane motywy postanowienia sędziego, zaczęto zajmować się jego życiorysem, wcześniejszymi wyrokami wydawanymi wobec polityków, spekulowano na temat sympatii politycznych sędziego. Ta głośna krytyka zrobiła chyba wrażenie również na politykach rządzącej koalicji, którzy przeważnie dystansowali się od tego co postanowił sąd mówili, że chyba jednak źle się stało, ale że oczywiście nie można ich w żaden sposób wiązać z tą kontrowersyjną, ale suwerenną decyzją niezawisłego sądu. Nie dziwię się że sam zainteresowany i jednocześnie oskarżony nagłośnił sprawę i gromko protestował do kamer i mikrofonów, wykorzystując rzecz całą jako okazję do politycznego ataku na rząd. Takie jest zbójeckie prawo opozycji, większość polityków zrobiłoby to samo na jego miejscu, choć w tym przypadku przeniesienie odium decyzji niezawisłego sądu na rządzących nie było takie oczywiste i wymagało co najmniej wyraźnego sugerowania, że z tą niezawisłością jest zapewne coś nie tak jak być powinno. Współpracownicy oskarżonego prezesa opozycyjnej partii wielokrotnie powracali do tej sprawy i temu się też nie dziwię, bo opozycja ma prawo eksploatować politycznie tego rodzaju okazje, ma prawo publicznego zadawania różnych pytań, również i takich które zawierają nieuprawnione sugestie.
Dziwię się natomiast jako praktykujący prawnik temu co wydarzyło się później, to znaczy temu, że ów sędzia został przez sąd odwoławczy wyłączony od dalszego prowadzenia sprawy, zaś jego następca w trybie ekspresowym wydał postanowienie o anulowaniu wcześniejszej decyzji o dopuszczeniu dowodów z opinii biegłych psychiatrów. Jakoś tym razem nikt nie zadaje pytań o niezawisłość sędziowską, o ewentualne sympatie polityczne sędziów. A moim zdaniem należałoby w tym przypadku pytać o niezawisłość sędziów wobec presji wywieranej przez media i polityków. Praktykujący prawnicy wiedzą, że to co na początku sąd zrobił wobec oskarżonego lidera opozycji, to w gruncie rzeczy banalna, rutynowa czynność procesowa. Takim czynnościom, w każdym roku poddaje się tysiące oskarżonych, którzy popełnili różne czyny, są ludźmi o różnym wykształceniu, zawodzie, inteligencji, pozycji społecznej itd. Obowiązkiem sądu jest zapytanie oskarżonego na początku procesu o jego stan zdrowia, w tym psychicznego, przebyte leczenia, w tym psychiatryczne i neurologiczne, zażywane środki, doznane urazy. Jeśli oskarżony cokolwiek istotnego z tego zakresu potwierdza w odniesieniu do swej osoby, nie tylko prawem ale zasadniczo obowiązkiem sądu jest zarządzenie stosownych badań. Jeżeli oskarżony stwierdza, iż zażywał środki które w istotny sposób zakłócały jego funkcjonowanie, zdolność percepcji, oceny sytuacji, jak też podejmowania decyzji (mówił o tym również publicznie), to nawet jeśli to miało miejsce kilka miesięcy wcześniej, sąd powinien zarządzić badanie przez biegłych. Sąd nie jest uprawniony do tego by na podstawie własnych obserwacji i kontaktu z oskarżonym oceniać, że z nim „wszystko już jest w porządku” i może on brać udział w czynnościach procesowych. Od tego sąd ma biegłych dysponujących wiedzą specjalistyczną i nie ma prawa samemu wkraczać w ich kompetencje.
Warto wiedzieć, że to całe badanie zazwyczaj polega na swobodnej rozmowie biegłych z oskarżonym, odebraniu wywiadu, zwyczajnej obserwacji zachowania, ocenie wypowiedzi. Warto również podkreślić, że trwa to niezbyt długo i nie ma nic wspólnego z zamykaniem w szpitalu. Dopuszczając opinię biegłych sędzia nie popełnił więc błędu, natomiast zbłądzili ci którzy odsunęli go od dalszego prowadzenia sprawy, bo zgrzeszyli wobec zasady równości obywateli wobec prawa. Nawet jeśli założymy, że opinia biegłych była niepotrzebna, a decyzja sędziego nietrafna, to takiego ewentualnego uchybienia nie można było procesowo traktować jako okoliczności wywołującej uzasadnioną wątpliwość co do bezstronności sędziego. Gdyby każda nietrafna decyzja o dopuszczeniu dowodu mogła być podstawą wyłączenia sędziego, to szybko w wielu sądach zabrakłoby sędziów do dalszego prowadzenia wielu spraw. Myślę, że w stu innych, podobnych przypadkach oskarżeni nie mieliby najmniejszych szans na wyłączenie sędziego, który ich zdaniem bezzasadnie dopuścił dowód z opinii biegłych psychiatrów, lecz dowiedzieliby się tylko, że postanowienia dowodowe są niezaskarżalne, zaś tego rodzaju opinia to dowód prowadzony zasadniczo na korzyść oskarżonego i koniec kropka. Ale jak widać są równi i równiejsi.
Na tym tle warto zwrócić uwagę na to co niedawno wydarzyło się Stanach Zjednoczonych, kiedy niezwykle wpływowy i potężny szef Międzynarodowego Funduszu Walutowego, poważny kandydat na prezydenta Francji został oskarżony o gwałt na pokojówce w hotelu. Sąd potraktował go bardzo surowo. Został on natychmiast aresztowany i osadzony jak zwykły przestępca. Ale ani jemu ani jego obrońcom nie przyszło do głowy, by kwestionować bezstronność sędziego, składać wniosek o jego wyłączenie, bo mógłby tym swoje położenie jedynie pogorszyć. Ale sędziowie w Ameryce mają inny autorytet, w tym kraju jest więcej wiary w ich autentyczną niezawisłość, sprawiedliwość i profesjonalizm.
Nie uważam aby system amerykański oparty na instytucji ławy przysięgłych był idealny, ale tego wszystkiego co dotyczy pozycji sędziów, ich autorytetu i niezależności możemy Amerykanom pozazdrościć. Na razie pozostaje nam przyglądanie się nerwowym reakcjom niektórych naszych przedstawicieli Temidy, na nerwowe reakcje polityków i mediów.
Owszem, media skoncentrowały uwagę opinii publicznej na tej właśnie sprawie, ale jest ona sprawą poza interesem publicznym - z prywatnego oskarżenia.
rozwiń / zwiń






