i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Dodano: 2009-06-18 15:26:07
W Warszawie także planują, ale nie władze miejskie, tylko korporacje międzynarodowe. Jones Lang LaSalle, REAS oraz GfK Polonia opublikowały raport pokazujący m.in. rozmieszczenie mieszkańców o danej sile nabywczej, który informuje, w jakich rejonach Warszawy są jeszcze miejsce na nowe, duże inwestycje w centra handlowe. Podobne planowanie odbywa się pewnie, także w przypadku rozmieszczenia budynków biurowych. Działanie korporacji handlowych przypomina tok myślenia jednego z sekretarzy PZPR, który w trakcie narady urbanistów na temat centrum Warszawy w latach sześćdziesiątych powiedział: „Wy tu mówicie o centrum, a ja wam powiem, jeżeli rzucimy towar na Wolę, to centrum będzie na Woli, a jak na Pragę to na Pradze”.
Wśród młodego aktywnego i zaangażowanego pokolenia warszawian, przynajmniej tych, którzy byli obecni na wspomnianych spotkaniach, panował duch anarchii, żadnego planowania, żadnych interwencji, żadnej władzy rynku, niech żyje spontaniczna twórczość aktywnych społecznie jednostek.
Redakcja „Res Publiki” wymyśliła z kolei inną akcję „DNA Warszawy” – cykl spotkań o mieście na następujące tematy: „ciągła zmiana, pamięć a mit, dramat czy farsa? wieża Babel, obcy w mieście”. Nie wiem czy te metafory medyczne: akupunktura, DNA są przypadkiem, czy oznaką biologicznego spojrzenia na miasto jako na żywy organizm?
Do dyskusji o Warszawie włączył się też lokalny kanał telewizyjny TVN Warszawa. Dziennikarze zastanawiali się wspólnie z socjologami i kulturoznawcami na temat roli mediów lokalnych w kształtowaniu tożsamości mieszkańców miasta. Stwierdzono, że mediów tych jest za mało. Problem polega na tym, że Warszawa nie jest zbiorowością lokalną, ale metropolią, a media lokalne muszą być dobrze zakorzenione w konkretnym miejscu. Taką rolę pełnią czy powinny pełnić osiedlowa gazetka, telewizja kablowa czy radio. W Warszawie jest kilka takich tytułów, jak np. ursynowskie „Pasmo”. To co interesuje mieszkańca Kabat niekoniecznie musi zajmować kogoś na odległej o 30 km Białołęce itd., toteż „lokalne” media ogólno warszawskie nie bardzo mają sens.
Na każdym ze spotkań, w których uczestniczyłem, był obecny przedstawiciel miasta, a to vice prezydent, a to rzecznik, a to dyrektor biura promocji. Wszyscy oni słuchali dyskusji, a potem zabierali głos, aby dać odpór niesłusznym ich zdaniem opiniom i postulatom. Władze miasta, we własnej opinii starają się jak mogą, a jeżeli coś nie wychodzi to przecież nie ich wina, ale złych przepisów, niespójnego prawa, siły wyższej i pechowego zbiegu okoliczności. Nie próbują zrozumieć argumentów drugiej strony, specjalistów czy po prostu obywateli, są odporni na wiedzę, którą czasem mają zaproszeni dyskutanci. Nie dyskutują, dają odpór, tak jak dawni partyjni sekretarze. Nie wiele się niestety pod tym względem zmieniło. Dyskurs głuchych trwa.






