i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Dodano: 2009-04-22 17:17:53

Wszystko wygląda więc na to, że Europa znalazła się w pułapce. W pułapce niemal bez wyjścia. W pułapce jednak tak przemyślnie skonstruowanej, że wcale nie przypomina pułapki, ale raczej coś na kształt pół-luksusowego pensjonatu złotej jesieni intelektualnej. Są tutaj wszelkie udogodnienia, bieżąca woda, elektryczność, posiłki podawane regularnie, niemało jest jeszcze praktykujących lekarzy i pielęgniarek (chociaż zaczyna brakować gerontologów), sprawnie funkcjonuje służba porządkowa, toalety bardzo czyste (chociaż w niektórych skrzydłach są pewne usterki), wreszcie wspaniale zaplanowany ogród z górami, jeziorami, morzami i czym tam jeszcze. Oczywiście znajdziesz tutaj pokoje lepsze i gorsze, no ale przecież standard zależy od ceny, a nie od widzimię zarządu. Co prawda, tak się jakoś składa, że tych gorszych pokojów raczej przybywa niż ubywa, tyle że i tak są one o niebo lepsze aniżeli w innych pensjonatach. Zresztą co tam pokoje! Rozrywek organizują coraz więcej i więcej, przybywają najlepsze objazdowe kabarety i znakomite orkiestry, zjawia się ogromna liczba komiwojażerów, którzy oferują najbardziej wyrafinowane jakościowo towary.
Kaplice przy pensjonacie są piękne, ale pustawe. To znaczy można tam sobie wejść i posłuchać muzyki, tyle że teraz trzeba uiścić dodatkową opłatę. Nic się jednakże nie marnuje, jako że część z nich przerobiono na inne świątynie, gdzie nie ogląda się przynajmniej wizerunków człowieka. Niektórych to może i boli, lecz jakoś nikt bardzo głośno nie protestuje.
Najczęściej pensjonariusze rozmawiają – co zrozumiałe naturalnie – o funduszach inwestycyjno-emerytalnych. To temat najważniejszy i najbardziej wszystkich dotykający. Co prawda, po zjawieniu się grupy nowych przybyszów problematyka rozmów jakby nieco się ożywiła i urozmaiciła, lecz tylko na chwilę. Wszyscy są przekonani, że nowi wkrótce zajmą się tym, czym powinni, czyli właśnie funduszami inwestycyjno-emerytalnymi. Przecież to rzecz absolutnie zasadnicza: gdzie, co i jak inwestować, jak najlepiej wyjść na swoje, komu zabrać, a komu dołożyć składki. To wszystkich wciąga, tak więc nowi przybysze już się cywilizują funduszowo i odkładają na bok jakieś niepotrzebne nikomu spory. Poza tym jakież to inicjować debaty? I o czym? Przecież już wszystko dokładnie omówiono, wszystko zanalizowano, wszystko skrytykowano i wszystko poddano w wątpliwość. Nikt nie zaskoczy nikogo nową ideą, nowym pomysłem, ani nie zaszokuje wymyślnym strojem czy najbardziej dziwacznymi poglądami. Jeśli by nawet poruszyć nowy temat, tak trochę inaczej, jakoś bardziej odświętnie i przynajmniej na pierwszy rzut oka – niebanalnie, to pewnie na początku inni nadstawią ucha, ale chwilę później zakryją dyskretnie (i mniej dyskretnie) usta, ziewając raz za razem. No bo przecież wiadomo: nihil novi sub sole... od dawien, dawna.






