Kategorie
Mecenas
Mecenasem serwisu jest Wyższa Szkoła Informatyki
i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Partnerzy
Społeczeństwo
Dylemat Post-oświeceniowej Europy
TAGI: Kuchnia intelektualna, Społeczeństwo,
Dodano: 2009-04-22 17:17:53
Dodano: 2009-04-22 17:17:53
Tożsamość post-oświeceniowej Europy
Ale to jeszcze nie koniec dramatycznej diagnozy. Europa, jak twierdzi niemało filozofów, dziennikarzy i polityków, przestaje być sobą z zupełnie też innych powodów. Swobody, będące jak chcą jedni, dziedzictwem Oświecenia albo – jak chcą drudzy – spuścizną chrześcijańsko-oświeceniową, zaczynają zanikać. Obrazoburcze dyskusje, obalanie starych tabu, ciągłe krytykowanie własnych fundamentów (o czym przypominał onegdaj Leszek Kołakowski, definiując kulturę Starego Kontynentu) już nie charakteryzują Europy. Coraz więcej Europejczyków dostrzega niebezpieczeństwo w idei zbytniej tolerancji, która ma jakoby zagrażać już im samym. Ralf Dahrendorf z troską przedstawia ów proces powolnego gnicia dawnych wartości, które jednak – dodajmy w tym miejscu – dla wielu przeciwników oświeceniowej wersji współczesnego świata, w żadnym razie wartościami nie są. Dahrendorf w jednym ze swoich mini-esejów, „Wrogowie oświecenia”, pisze: [...] Od fatwy nałożonej na Salmana Rushdiego za „Szatańskie wersety” po zabójstwo somalijskiej zakonnicy w odpowiedzi na wykład w Ratyzbonie papieża Benedykta i zdjęcie z berlińskiej sceny opery Mozarta „Idomeneo”, w której pokazuje się ścięte głowy religijnych przywódców, w tym Mahometa, widzimy, jak przemocą i groźbą broni się religijnych tabu. [...] Przemocy jako metody zwalczania niepożądanych poglądów nie możemy usprawiedliwiać ani akceptować. Ci, których zdaniem ginący dla sprawy zamachowcy wyrażają uzasadnione urazy, sami wyzbyli się swojej wolności. Autocenzura gorsza jest od cenzury, bo jest dobrowolną rezygnacją z wolności. Musimy bronić Salmana Rushdiego, duńskich karykaturzystów i reżyserów „Idomeneo”. Komu się nie podobają, ma do dyspozycji całe instrumentarium debaty publicznej. Kto nie chce, może nie kupić książki, nie wysłuchać opery. Ponury byłby świat, w którym milczeć muszą ci wszyscy, którzy kogoś obrazili! W wielokulturowym społeczeństwie przestrzegającym zakazów wszystkich grup mało o czym da się porozmawiać.
Dahrendorf nie oskarża wprost wspólnoty muzułmańskiej w Europie. Nie posługuje się skrajnie emocjonalnym językiem Oriany Fallaci, która wręcz nazywa Stary Kontynent Euro-arabią, a więc miejscem, gdzie swoboda obyczajowa, wolność słowa i nieskrępowana debata, które kiedyś przyczyniły się do sukcesów politycznych, ekonomicznych i społecznych są obecnie pod znakiem zapytania. Niechęć do krytyki zachowań nowego pokolenia imigrantów Fallaci nazywała otwarcie tchórzostwem i akurat w tym przypadku Dahrendorf podziela jej opinię, tyle że w dużo bardziej wyważony sposób. Oczywiście oboje musieli sobie zdawać sprawę, że poza Europą „nie wszystko wolno”, a i w samej Europie jest nadal mnóstwo tabu (nie wyłączając najnowszych, post-modernistycznych, jak: równość absolutna obydwu płci czy orientacji seksualnych), rzecz jednakże w tym, że owe ograniczenia stopniowo i skutecznie współkształtują rodzące się autorytarne państwo post-oświeceniowe. Bo najpierw ograniczenia dotyczą „obrazy uczuć”, potem powoli dotykają sfery politycznej, później rozszerzają się jeszcze na literaturę, sztukę , by wreszcie objąć swym zasięgiem całą aktywność społeczną, czy nawet prywatną. I co w tym kontekście najważniejsze: nie chodzi tu bynajmniej o inicjatywę samego państwa, sugeruje niebezpośrednio Dahrendorf, ile o powszechną akceptację pewnego społecznego ideału „tolerancji i szacunku dla innego”, za którym kryje się po prostu chęć narzucania własnych poglądów pewnej grupy ludzi całej społeczności.
Ale to jeszcze nie koniec dramatycznej diagnozy. Europa, jak twierdzi niemało filozofów, dziennikarzy i polityków, przestaje być sobą z zupełnie też innych powodów. Swobody, będące jak chcą jedni, dziedzictwem Oświecenia albo – jak chcą drudzy – spuścizną chrześcijańsko-oświeceniową, zaczynają zanikać. Obrazoburcze dyskusje, obalanie starych tabu, ciągłe krytykowanie własnych fundamentów (o czym przypominał onegdaj Leszek Kołakowski, definiując kulturę Starego Kontynentu) już nie charakteryzują Europy. Coraz więcej Europejczyków dostrzega niebezpieczeństwo w idei zbytniej tolerancji, która ma jakoby zagrażać już im samym. Ralf Dahrendorf z troską przedstawia ów proces powolnego gnicia dawnych wartości, które jednak – dodajmy w tym miejscu – dla wielu przeciwników oświeceniowej wersji współczesnego świata, w żadnym razie wartościami nie są. Dahrendorf w jednym ze swoich mini-esejów, „Wrogowie oświecenia”, pisze: [...] Od fatwy nałożonej na Salmana Rushdiego za „Szatańskie wersety” po zabójstwo somalijskiej zakonnicy w odpowiedzi na wykład w Ratyzbonie papieża Benedykta i zdjęcie z berlińskiej sceny opery Mozarta „Idomeneo”, w której pokazuje się ścięte głowy religijnych przywódców, w tym Mahometa, widzimy, jak przemocą i groźbą broni się religijnych tabu. [...] Przemocy jako metody zwalczania niepożądanych poglądów nie możemy usprawiedliwiać ani akceptować. Ci, których zdaniem ginący dla sprawy zamachowcy wyrażają uzasadnione urazy, sami wyzbyli się swojej wolności. Autocenzura gorsza jest od cenzury, bo jest dobrowolną rezygnacją z wolności. Musimy bronić Salmana Rushdiego, duńskich karykaturzystów i reżyserów „Idomeneo”. Komu się nie podobają, ma do dyspozycji całe instrumentarium debaty publicznej. Kto nie chce, może nie kupić książki, nie wysłuchać opery. Ponury byłby świat, w którym milczeć muszą ci wszyscy, którzy kogoś obrazili! W wielokulturowym społeczeństwie przestrzegającym zakazów wszystkich grup mało o czym da się porozmawiać.
Dahrendorf nie oskarża wprost wspólnoty muzułmańskiej w Europie. Nie posługuje się skrajnie emocjonalnym językiem Oriany Fallaci, która wręcz nazywa Stary Kontynent Euro-arabią, a więc miejscem, gdzie swoboda obyczajowa, wolność słowa i nieskrępowana debata, które kiedyś przyczyniły się do sukcesów politycznych, ekonomicznych i społecznych są obecnie pod znakiem zapytania. Niechęć do krytyki zachowań nowego pokolenia imigrantów Fallaci nazywała otwarcie tchórzostwem i akurat w tym przypadku Dahrendorf podziela jej opinię, tyle że w dużo bardziej wyważony sposób. Oczywiście oboje musieli sobie zdawać sprawę, że poza Europą „nie wszystko wolno”, a i w samej Europie jest nadal mnóstwo tabu (nie wyłączając najnowszych, post-modernistycznych, jak: równość absolutna obydwu płci czy orientacji seksualnych), rzecz jednakże w tym, że owe ograniczenia stopniowo i skutecznie współkształtują rodzące się autorytarne państwo post-oświeceniowe. Bo najpierw ograniczenia dotyczą „obrazy uczuć”, potem powoli dotykają sfery politycznej, później rozszerzają się jeszcze na literaturę, sztukę , by wreszcie objąć swym zasięgiem całą aktywność społeczną, czy nawet prywatną. I co w tym kontekście najważniejsze: nie chodzi tu bynajmniej o inicjatywę samego państwa, sugeruje niebezpośrednio Dahrendorf, ile o powszechną akceptację pewnego społecznego ideału „tolerancji i szacunku dla innego”, za którym kryje się po prostu chęć narzucania własnych poglądów pewnej grupy ludzi całej społeczności.
OPINIE
Polemika
Autor: Elżbieta Inglot
czytaj artykułNajczęściej czytane
Autor: Elżbieta Inglot
czytaj artykułSocial Media






