Polityka
Czyje jest państwo?
TAGI: Kuchnia intelektualna, Społeczeństwo, Polityka,
Dodano: 2010-03-08 12:05:01

W doskonałym thrilerze politycznym Roman Polański wypowiada ważne prawdy o współczesnym świecie. Recenzent „Le Nouvel Observateur” zatytułował swój tekst: „Kiedy fikcja staje się rzeczywistością”. Bohater filmu Adam Lang, były premier Wielkiej Brytanii jest postacią fikcyjną, ale widz wie doskonale, kim jest alter ego głównej postaci „Autora widma”. Jeden z aktorów filmu, następca Langa mówi do ghost writera, że jego poprzednik podejmował najważniejsze decyzje pod dyktando Stanów Zjednoczonych jak np. udział w wojnie w Iraku, w Afganistanie, w programie gwiezdne wojny w walce z terroryzmem. Lang zostaje ponadto oskarżony przez Trybunał w Hadze o zbrodnie wojenne i w ostatnich scenach filmu ginie z rąk nierozpoznanego do końca zamachowca, reżyser sugeruje jednak, że w ten sposób establishment pozbywa się niewygodnego świadka, który może za dużo powiedzieć. Postawienie przywódcy jednego z ważnych krajów Zachodu przez międzynarodowym trybunałem to oczywiście political fiction. Jest to jednak jedyny optymistyczny, ale nieprawdziwy i nieprawdopodobny akcent tego ważnego, gorzkiego i okrutnego filmu, ponieważ przed tym trybunałem odpowiadają jedynie słabi i zwyciężeni.

Państwo powinno być dla obywateli instytucją służebną i pełnić jedynie role konieczne dla zapewnienia im bezpieczeństwa, wolności gospodarczej, sprawnego funkcjonowania infrastruktury technicznej i społecznej: oświaty i ochrony zdrowia. Obywatele wynajmują niejako deputowanych, urzędników, sędziów aby skutecznie działali w ich interesie. Oczywiście społeczeństwo jest zróżnicowane i występują w nim sprzeczne interesy. Państwo nie powinno być, a często jest, w tych sporach stroną, a jedynie arbitrem. Taka wizja roli państwa to oczywiście utopia.

Współczesne państwo, a ściślej wybrane w głosowaniu powszechnym jego władze coraz bardziej alienują się od realnych problemów własnego społeczeństwa, ale także Europy i Świata i mają tendencje do podejmowania autorytarnych decyzji, ale także ich unikania kiedy są niewygodne, w celu zapewnienia sobie ciągłości władzy, zgodnie z zasadą, że „celem władzy jest władza”. Rządzący zaś w mniejszych państwach starają się ponadto przypodobać możnym tego świata, aby pokazać, że coś znaczą w międzynarodowych grach.

W ostatnim „Bistro” Stefan Bratkowski cytuje wywiad jaki udzieliła dyżurna socjolożka kraju, stwierdzając, że przyszłość należy do „autorytatywnych państw rozwoju”. Chyba autorytarnych, ale mniejsza o sformułowanie. Bratkowski odwołując się do polskiej sytuacji polemizuje z tym poglądem i broniąc demokratycznych oraz liberalnych wartości ma oczywiście rację. Niestety jednak, współczesne państwa są coraz bardziej odległe od ideałów ojców demokracji Johna Locke’a i Tomasza Jeffersona. Od kilku dziesięcioleci postępuje oligarchizacja władzy i na scenach politycznych większości krajów zachodnich występują obecnie dwie główne partie, które nie różnią się od siebie w zasadniczych kwestiach. Nie ma więc programowej alternatywy. Politycy, na których ludzie głosują w wyborach powszechnych są wyłaniani przez aparaty partyjne. Obywatele ich nie wybierają, a tylko wrzucają kartki wyborcze z poparciem dla nominatów. Żeby wygrać wybory trzeba mieć coraz więcej pieniędzy i ktoś je musi dostarczyć, rzecz jasna nie za darmo. Politycy żeby na nich głosować mamią, obiecują i kłamią. Najlepszym przykładem są ostatnie wybory w USA. Barack Obama jawił się jako ktoś nowy, niezwiązany z dotychczasowym establiszmentem. Po roku okazało się, że była to gra pozorów, w istocie B. Obama prowadzi politykę zagraniczną swojego poprzednika. I tak np. zamiast realizacji obietnicy o powolnym wycofywaniu wojsk amerykańskich z Afganistanu wysłał tam dodatkowych żołnierzy. W ślad za tym polski rząd także wysyła dodatkowy kontygent działając zgodnie z interesami USA.

Współczesne państwa demokratyczne stają się coraz bardziej opresyjne, zmniejsza się sfera wolności i następuje redukcja przestrzeni publicznej. Obywatele są coraz częściej kontrolowani. Jednym z przykładów są ograniczenia w paleniu tytoniu w miejscach publicznych. „Państwo musi dbać o zdrowie obywateli” mówił niedawno jednej z polskich polityków, uzasadniają konieczność wprowadzenia dalszych restrykcji. Rola państwa powinna polegać nie na policyjnych restrykcjach, ale na organizowaniu sprawnej opieki zdrowotnej.

Teoretycznie, niezależne od władzy wykonawczej sądy, nie są wolne od nacisków z jej strony, nie mówiąc o pozostałych instytucjach aparatu sprawiedliwości. Ostatnio można było przeczytać we francuskiej prasie jak Prezydent Nicolas Sarkozy polecił prokuratorowi generalnemu odwołać się od wyroku uniewinniającego jego przeciwnika politycznego, byłego premiera, oskarżonego o rzekome przestępstwo. Stara się także zlikwidować niezależną od władz wykonawczych i dla nich niewygodną instytucję sędziego śledczego, który w systemie francuskim pełnił rolę kontrolną w stosunku do policji i prokuratury.

Instytucje państwa często działają na szkodę obywateli. Polska prasa stale donosi o tzw. aferach, wszczynanych w postępowaniach karnych, tzw. „aresztach wydobywczych”, które to sprawy kończą się najczęściej umorzeniem lub uniewinnieniem. Służby specjalne, stosując prowokacje, zachęcają do popełnienia przestępstwa. Wśród licznych przykładów można wymienić „aferę” w Ministerstwie Rolnictwa, działalność agenta uwodziciela Tomka, dość liczne incydenty z policją, która strzela, żeby zabijać, jak to wytknął ostatnio Polsce Trybunał w Strasburgu, a także nierzadko bije zatrzymanych. Policji raczej należy się bać nie mówiąc o służbach specjalnych, których odpowiedzialność za śmierć Barbary Blidy wydaje się oczywista. Liczne są także nadużycia urzędów skarbowych, które niesłusznie naliczają podatki, rujnując przedsiębiorców i co z tego, że później sądy przyznają im rację, zasądzając często spore odszkodowania, jeżeli firmy już nie ma i znikło w ten sposób ileś tam miejsc pracy. Niektóre instytucje państwa nie tylko szkodzą obywatelom, ale także zwracają się przeciwko państwu. Poprzedni szef CBA „testując”, jak sam publicznie przyznał, Premiera, pośrednio dążył do obalenia rządu.

Na tle rzeczywistych nieprawości rządzących w tzw. krajach demokratycznych, pomijając wciąż liczne reżimy autorytarne, do których zdaniem cytowanej socjolożki należy przyszłość, dość zabawne są głoszone w polskich mediach postulaty dotrzymywania standardów etycznych przez polityków. Dziennikarze mówią wprawdzie o standardach, ale ich nie definiują powołując się na praktyki w tzw. starych demokracjach. W sobotnio-niedzielnym wydaniu „Gazety Wyborczej” (27-28 luty 2010) Witold Gadomski recenzuje książkę Janine R.Wedel „The Shadow Elite” (Elita cienia), w której autorka analizuje funkcjonowanie współczesnych systemów politycznych. Wśród licznych przykładów zachowań aktorów tego systemu przytoczmy za W. Gadomskim dwa. Nijaki Bruce P. Jackson były wiceprezes Lockheeda - korporacji działającej w sektorze militarnym pełni nieformalnie funkcje dyplomaty. „Podczas spotkania poświęconego rozszerzeniu NATO amerykański ambasador mówił o Jacksonie jako ‘nieodzownym składniku wysiłków na rzecz współpracy z tymi (postsowieckimi krajami)'”. Zainteresowanie Jacksona tymi państwami - jak pisze - Gadomski mogło wynikać z jego do nich sympatii, a może z faktu, że reprezentowana przez niego firma chciała sprzedać tam uzbrojenie. „A zatem kim jest Bruce P. Jackson? Politykiem, biznesmenem, lobbystą, dyplomatą? Pełni każdą z tych funkcji jednocześnie. Załatwia interesy, lecz umyka odpowiedzialności za swoje działanie”. Henry Paulson, były sekretarz skarbu USA i autor programu ratunkowego, był wcześniej prezesem Goldman Sachs. „Autorka książki ‘Shadow Elite’ ma wątpliwości - pisze Gadomski, czy na swym stanowisku w administracji Busha był bardziej lojalny wobec państwa, czy ‘elastycznej sieci’, którą współtworzył jako szef jednego z największych banków inwestycyjnych”.

Ostatni skandal spowodowany zbędnym zakupem przez rządy wielu krajów szczepionki przeciwko tzw. „świńskiej grypie” ujawnił ścisłe powiązania między przemysłem farmaceutycznym, agencjami rządowymi i „niezależnymi” ekspertami. Wśród 17 rzeczoznawców zasiadających we francuskim rządowym komitecie do zwalczania grypy, 15 było powiązanych z firmami farmaceutycznymi, które grały o 7 - 10 miliardów dolarów. Fakty te przytacza Stéphane Horel autor ksiażki „Médicamenteur” (Medykokłamcy) w „Le Nouvel Observateur” (25.02-3.03 2010). W wywiadzie tym możemy się m.in. także dowiedzieć, że państwo francuskie wycofuje się stopniowo z badań w tej dziedzinie toteż 74% testów klinicznych finansowanych jest przez firmy produkujące leki. Rządowa agencja bezpieczeństwa sanitarnego z braku środków zatrudnia 2000 ekspertów zewnętrznych pracujących równocześnie w ocenianych firmach farmaceutycznych, płacąc im 67 euro! za opinię. Przemysł farmaceutyczny przeznacza 24,4% swoich obrotów na marketing, a jedynie 13,4% na badania. Nic dziwnego, że na rynku pojawia się coraz więcej nowych droższych leków, bo firmy starają się omijać tańsze leki generyczne. Te nowe preparaty są nierzadko mało skuteczne, jak np. rozreklamowany lek na grypę tamiflu lub wręcz szkodliwe jak dość szybko wycofany lek na odchudzanie acomplia czy przeciwzapalny vioxx, który spowodował ponad 100 000 poważnych incydentów kardiologicznych.

W świetle chociażby tych faktów tzw. „afera hazardowa” ulubiony od miesięcy temat polskich mediów jawi się jako ponura groteska. Niezły skąd inąd kanał informacyjny TVN24 transmitując posiedzenia sejmowej komisji powołanej do wyjaśnienia tej sprawy łamie ramówkę i pozbawia widza dobrych informacji o 18-ej i niezłych komentarzy w „Skanerze politycznym”. Taką praktykę stacji uważam za skandal.

Wprawdzie w tzw. „aferze hazardowej” nie ma dowodów na złamanie prawa, ale dziennikarze - moraliści grzmią, że złamane zostały „standardy”. Jakie proszę pań i panów? Rozmowy polityków z biznesmenem nie odpowiadały może obyczajom panującym niegdyś na arystokratycznych salonach (inteligenci także rozmawiają w innej nieco konwencji), ale pogwarki takie są codzienną praktyką znacznej części Polaków. Nic zatem dziwnego, że „afera” na nie obrzydziła rodakom Platformy, a wręcz przeciwnie. Ludowa sympatia jest po stronie Zdzicha, Mira i Rysia. Naruszono może niegdysiejsze obyczaje, ale prawa nie złamano, toteż komisja hazardowa marnuje jedynie pieniądze podatników. Ubocznym efektem całej tej sprawy będą być może duże kary finansowe nałożone przez Komisję Europejska na Polskę w związku z nieprawidłowościami przy pośpiesznie uchwalanej ustawie zakazującej praktycznie uprawiania hazardu. Podatnik zapłaci.

Zachowania takie jak nepotyzm, kumoterstwo, zwane teraz kolesiostwem są nijako przyrodzone naturze ludzkiej i obecne, choć z różnym natężeniem, we wszystkich społeczeństwach i wszystkich kulturach. Pewną osobliwością polskiego społeczeństwa, jest mikrogrupa jako podstawowy element struktury społecznej. ...W małym mieście - pisał Janusz Hryniewicz - bardzo wyraźny jest układ polegający na tym, że wokół rodziny nuklearnej koncentruje się układ przyjaźni, w skład którego wchodzą ludzie pełniący role zawodowe ważne dla funkcjonowania danej rodziny... Układ ten jest zazwyczaj dość trwały, a więź rzeczowa bardzo silnie wzmacnia więź emocjonalna i odwrotnie. Mikrogrupę tę określimy mianem grupy rodzinno-koleżeńskiej1. Oczywiście grupy rodzinno-koleżeńskie występują powszechnie i to nie tylko w Polsce lokalnej, ale także w wielkich miastach ze stolicą włącznie. Grupy te pełniły ważną rolę w systemie realnego socjalizmu zmniejszały bowiem jego dolegliwości, a przede wszystkim zakres reglamentacji zachowań społecznych przez państwo i jego instytucje. Jak trafnie zauważał Jacek Szmatka Sfera małych grup i struktur społecznych stanowi skuteczną zaporę przeciwko infiltracji ze strony makrostruktur, jest także mechanizmem (...) poszerzania indywidualnej wolności2. Równocześnie jednak grupy rodzinno-koleżeńskie, w przypadku kiedy ich liderzy zajmują znaczącą pozycję w układzie władzy politycznej lub ekonomicznej, łatwo przekształcają się w kliki opanowując strategiczne pozycje w danej instytucji lub też miejscowości.

Diagnoza postawiona przed laty przez Jacka Szmatkę jest nadal aktualna ponieważ państwo nie tylko w Polsce, ale przede wszystkim w tzw. nowych demokracjach staje się coraz bardziej uciążliwe dla obywateli przez wcinanie się zarówno w sferę prywatną (zakaz aborcji, próby reglamentacji procedur in vitro, zakaz rejestracji par homoseksualnych itd.) i światopoglądową (polityka historyczna), jak również przez swoją niesprawność w organizowaniu codziennego życia obywateli.

A zatem czyje jest państwo? Polityków, międzynarodowych korporacji, wyalienowanych służb specjalnych, sprzedajnych ekspertów, bo przecież nie obywateli, którym często po prostu szkodzi.


1J.Hryniewicz,1990: Społeczności lokalne u progu przemian ustrojowych, Wyd. CPBP 09.8 Rozwój regionalny - rozwój lokalny - samorząd terytorialny, Warszawa, s. 212.

2J. Szmatka, 1988: Źródła i konsekwencje napięć w małych grupach, "Studia Socjologiczne" nr. 1 2.  

OPINIE

Dodaj swoją opinię
Autor:
Tytuł:
Treść:


kod z obrazka:

Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie
ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22 e-mail: wsiz@wsiz.rzeszow.pl
Wszelkie Prawa Zastrzeżone, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie © 2010