i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Dodano: 2009-11-23 19:21:12

Jeśli naprawdę chcemy ograniczyć korupcję, trzeba zmieniać nie sam ustrój służb specjalnych, lecz ustrój państwa. Powtórzę kolejny raz w życiu: wzór dla naszej obecnej Konstytucji wzięliśmy z Konstytucji Marcowej 1921 r., a to ona przyprawiła Polskę o wszystkie schorzenia, które sprowokowały zabieg leczniczy w postaci krwawego zamachu stanu w 1926 r. W 1997 r. nie podjęliśmy monteskiuszowskiej tradycji Konstytucji 3 Maja. Wszczepiliśmy odrodzonej państwowości te same choroby niemocy, biurokracji i korupcji, które dręczyły Francję lat 1875-1940 i Polskę lat 1921-1926. Za to z kosztami zbędnych powszechnych wyborów prezydenta, mogącego tylko blokować władzę wykonawczą. I z kosztami dziesiątka służb tajnych.
Dlatego proponuję przygotować intelektualny zamach stanu – dyskusją nad tym, co dręczy, a i ośmiesza nasze państwo dzisiaj. Zmiany w Konstytucji, które zaproponowali trzej byli prezesi Trybunału Konstytucyjnego, na razie dyskutowano tylko w kręgu Konwersatorium Doświadczenie i Przyszłość, środowisku „państwowców” (to dumny epitet – nawet jeśli go używają byli zwierzchnicy państwowych bojówek, napadających prywatne mieszkania). Niechby doraźne uwzględnienie tych zmian było wstępem.
Wracam do swego. Nigdy nie przedyskutowaliśmy porządnie ustroju naszej demokracji. Nawet w roku 1921 zainicjował szerszą dyskusję dopiero wielki Władysław Leopold Jaworski, jeden z ostatnich „stańczyków”, już po uchwaleniu Konstytucji Marcowej – ankietą swego „Czasopisma Prawniczego i Ekonomicznego”. A i to nie zabrał już głosu autor jednego z najciekawszych projektów, z roku 1919 – prof. Józef Buzek, uczony o najwyższych kompetencjach w sprawach ustroju władz, największy autorytet administracji (tworzył wtedy Główny Urząd Statystyczny).
Po roku 1989 nigdy nie doszło do zasadniczego dyskursu ustrojowego, nigdy nie podano społeczeństwu, jakie to racje intelektualne, jaka filozofia władzy państwowej kierowała naszym wyborem. Naśladowaliśmy znowuż Francję, bo kochaliśmy Francję (nie za elektrownie jądrowe). Cała zresztą Europa kontynentalna przez wiek XIX nawet wzory Anglii odkrywała za pośrednictwem Paryża, a ten nigdy nie rozumiał angielskiego samorządu, tak obcego francuskiemu centralizmowi – choć czytał tyle o samorządzie u Tocqueville’a. Ustrój francuskiej Trzeciej Republiki obowiązywał jako wzór aż do drugiej wojny światowej. Jego źródła, raz jeszcze przypomnę, po prostu przemilczano.
Nie było żadnej konstytucji
Przemilczano je może dlatego, że nie zrodził się z żadnego projektu państwa, żadnej wymiany wielkich myśli. Nie z żadnej wielkości Francji, bez żadnego Napoleona. Sam Napoleon tylko podtrzymał zresztą i wzmocnił, ideologicznie i organizacyjnie, biurokrację jako szkielet montażowy państwowości (wprowadził ochronę urzędników przed ściganiem za nadużycia władzy, artykuł 75 jego Konstytucji z VIII roku Wielkiej Rewolucji Francuskiej przetrwał cały wiek XIX!).
Mówiło się o „konstytucji roku 1875” (także w polskich dyskusjach konstytucyjnych). Nie było żadnej konstytucji! Ba, nie pozostały ślady sporów teoretycznych o filozofię ustroju. Po paru latach zadecydowały przepychanki partyjne, doraźne kompromisy i niedoróbki legislacyjne. To i stąd porzekadło, że we Francji żywot najdłuższy ma to, co tymczasowe. Ze wszystkimi mankamentami i bzdurami, paraliżujących państwo przez lat z górą sześćdziesiąt. Francja mimo to bogaciła się – bo nie system podatkowy tryskał pieniędzmi, lecz winnice. Dla ogółu publiczności państwo stanowiło rodzaj teatru, jego widowiskami pasjonowano się czasem do szaleństwa, ale nie było czymś istotnym. Francja była czymś więcej niż państwo (inaczej dla Polaków: własne państwo oznaczało wolną Polskę).
Uchwalono trzy ustawy konstytucyjne – o organizacji senatu i organizacji władz publicznych, o stosunkach między władzami publicznymi, oraz dwie ustawy „organiczne”, o wyborach do senatu i deputowanych do izby niższej parlamentu. Tematy się dublowały, porządek artykułów bywał zgoła przypadkowy (jak w naszej Konstytucji 1997 r.). Nic o źródłach władzy w państwie, a i nic o sądownictwie! W roku 1884 dokonano niewielkich zmian (znikli senatorowie dożywotni) i cały ten z gruntu chory system przetrwał do roku 1940. Francja tylko do pierwszej wojny światowej, od 1875 do 1914 r., miała 52 rządy! Potem, po pierwszej wojnie światowej, prawie drugie tyle.
Narodziny „klasy politycznej”
„Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela” w 1789 r. ogłosiła, że „źródło wszelkiej władzy tkwi co do swej istoty w narodzie” (jak i nasza Konstytucja 3 Maja). Ale to wtedy (i później) filozofowie i reformatorzy dźwignęli ponad państwo grono ludzi, których nikt nie przygotowywał do praktycznego wykonywania władzy. Wedle owych rozważań teoretycznych, które utrzymały swą moc przez półtora wieku, suwerenny naród sprawuje swoje zwierzchnictwo poprzez izbę poselską, wybieraną w głosowaniu powszechnym, a wobec tego nie jest ona w ogóle jako zgromadzenie reprezentantów narodu organem władzy państwowej, lecz instytucją ponad strukturą władz państwa, ponad ustawami, skoro może je zmienić. Skoro zaś jedyną umiejętnością polityczną niewykształconego ludu był wybór tych reprezentantów dla sprawowania władzy, Sieyes głosił, że zaufanie płynie od dołu, a władza od góry (na dwa stulecia uczyni to samorząd w myśli francuskiej aktem łaskawości rządu, aktem „decentralizacji”, a nie wyjściową, podstawową jednostką władzy – tak to zapisała i nasza Konstytucja z 1997 r.).
Nikt jakoś nie zdał sobie sprawy, że reprezentowanie zwierzchności narodu nie musi oznaczać biegłości w jej sprawowaniu, a co gorsza, ci reprezentanci mogą uznać, że sama ta zwierzchność upoważnia ich do bezpośredniego wykonywania władzy. Co też czym prędzej uznali i za co się czym prędzej zabrali. Skoro zaś reprezentowali cały naród, uznali, że nie wiążą ich zalecenia bezpośrednich wyborców (nawet, gdy już zostali tylko jednym z pionów władzy państwa). Wszelkie wady systemu bardzo szybko się ujawniły. Sam system wyzwalał podatność na korupcję, skłonności do partyjnictwa i pyszałkowatości małych ludzi. Tworzył „klasę polityczną”, classe politica, jak ją nazwał w wieku XX Włoch Gaetano Mosca.






