Społeczeństwo
Czy koniec uniwersytetu?
TAGI: Kuchnia intelektualna, Społeczeństwo,
Dodano: 2010-08-11 10:33:18

 

Uniwersytet nie jest zwykłą szkołą wyższą, jego misją, mówiąc nieco górnolotnie, jest kształcenie ludzi światłych, kulturalnych, wszechstronnych, łatwo adaptujących się do zmiennych wyzwań współczesnego świata. Zadaniem uniwersytetu nie jest natomiast kształcenie ludzi wąsko wyspecjalizowanych i wykazujących się po studiach ściśle zdefiniowanymi kompetencjami.

Ta specyficzna misja uniwersytetów zostaje obecnie zakwestionowana przez biurokratów zajmujących się szkolnictwem wyższym, zarówno unijnych, jak i krajowych. Wprowadza się bowiem Krajowe Ramy Kwalifikacji, ustalające co student ma wiedzieć, rozumieć i umieć wykonywać po zakończeniu nauki. A wszystko to ma zostać zapisane w sylabusach, które wprowadza obecnie jeden z najlepszych polskich uniwersytetów. Najważniejszy punkt tego rozbudowanego kwestionariusza został tak oto sformułowany, dość pokrętną polszczyzną: Efekty uczenia są zdefiniowane dla danej formy dydaktycznej zajęć w ramach przedmiotu. Jak można określić ex ante efekty uczenia wiedzą zapewne, choć nie jest to takie pewne, tylko pracownicy biura do spraw jakości kształcenia wspomnianego uniwersytetu. Powołanie takiego biura jest zabiegiem czysto biurokratycznym, ponieważ żadne biuro i żadne najbardziej rozbudowane sylabusy nie zapewnią jakości kształcenia. Szkoda pieniędzy podatników, które uczelnia mogłaby pożyteczniej wydać.

Jakość kształcenia na uniwersytecie zależy od zdolności, poziomu intelektualnego, wiedzy, kompetencji i etosu nauczycieli akademickich, od warunków materialnych uczelni, jakości sal wykładowych i ich wyposażenia, dostępności podręczników, a także od poziomu intelektualnego i motywacji do nauki studentów.

Wszystkie wymienione warunki są niestety spełnione jedynie w niewielkim stopniu. Nauczyciele akademiccy reprezentują w Polsce, nawet na najlepszych uniwersytetach, najwyżej średni poziom. Uczonych o wysokiej pozycji międzynarodowej jest raczej niewielu, o noblistach nie mówiąc. Większość pracuje na kilku etatach w różnych szkołach wyższych, kancelariach prawniczych, a niektórzy mają nawet własne firmy. Jeden ze znanych mi osobiście uniwersyteckich profesorów pracuje w sześciu miejscach. Dla tych osób praca na uniwersytecie jest jednym z wielu zajęć i wcale nie najważniejszym. To rozproszenie zainteresowań i czasu nie sprzyja jakości kształcenia. Studenci skarżą się, że wykładowcy spóźniają się albo nie przychodzą na zajęcia i dyżury. Często są także słabo przygotowani do zajęć. Tego wszystkiego nie załatwią wymyślone przez biurokratów sylabusy.

Nie najlepiej jest też z bazą materialną wielu, nawet najlepszych uniwersytetów, kiepskie jest wyposażeniem sal, a komputery, projektory nie są w nich powszechnie dostępne. Na forach internetowych studenci, szczególnie na studiach zaocznych, skarżą się, że często brakuje miejsca w salach wykładowych i ćwiczeniowych.

Spora część studentów jest bardzo słabo przygotowana do studiów wyższych. Przyczyny są dwie. Katastrofalnie niski poziom większości gimnazjów i liceów zainteresowanych przede wszystkim przepychaniem uczniów z klasy do klasy i zaniżony poziom matury, której nie zdać nie sposób. Warto przypomnieć o  niesławnej abolicji ministra Romana Giertycha oraz o uregulowaniach pozwalających mieć stopień niedostateczny i być dopuszczonym do matury. Licea nie dokonują koniecznego odsiewu, który w wielu krajach wynosi ok. 30%. Gdyby maturę zdawało w Polsce ok. 70% kandydatów to jakość kształcenia byłaby nieco wyższa.

Dowiadujemy się z prasowych wypowiedzi nauczycieli, że można zdać maturę z języka polskiego nie czytając żadnej pozycji z polskiej i światowej literatury. Moi studenci, przecież po maturze, nie mają nawyków czytania prasy, „Politykę” czytają pojedyncze osoby, telewizyjnych wiadomości nie ogląda prawie nikt. Nikt nie słyszał o Balzaku, nie oglądał filmów Felliniego itd. Ci młodzi ludzie prawie nic nie wiedza o problemach ekonomicznych, politycznych i społecznych kraju, nie mówiąc o świecie. Nie mają też nawyków korzystania z kultury: ambitnego kina, teatru, wartościowej książki. Czy tę sytuację zmienią biura do spraw jakości kształcenia? Wątpię. Należy szybko przywrócić konkursowe egzaminy wstępne, przynajmniej na uniwersytety i zabieg ten, a nie bezsensowne sylabusy, może trochę poprawić jakość kształcenia w Polsce.

Ministerstwo szykuje nam Krajowe Ramy Kwalifikacji. Podobno do 2012 roku państwa Unii Europejskiej mają wydawać zaświadczenia o kwalifikacjach absolwentów uniwersytetów. Pomysł ten mógł powstać jedynie w umyśle eurokratów. Można niewątpliwie określić kwalifikacje spawacza, murarza, piekarza itp., a więc absolwentów wielu zasadniczych szkół zawodowych, ale nie można w żaden sposób określić i znormalizować w skali międzynarodowej kwalifikacji absolwenta filozofii, socjologii, filologii itp., ponieważ mogą oni pracować w różnych zawodach i nabywać odpowiednie kwalifikacje w toku pracy zawodowej. Nawet absolwenci medycyny zdobywają kwalifikacje dopiero w toku podyplomowych staży i specjalizacji I i II stopnia.

Rynek pracy osób z wyższym wykształceniem preferuje osoby o ogólnym wykształceniu, umiejących elastycznie przystosowywać się do zmiennych warunków, a pracodawcy raczej niechętnie zatrudniają osoby o wąskich kwalifikacjach.

Jednym z uzasadnień ustanowienia tych kwalifikacyjnych norm jest porównywalność dyplomów w skali międzynarodowej, co jest oczywiście złudzeniem, bo tego nie da się osiągnąć, a kolejnym, że zabieg ten umożliwi zniesienie centralnie ustalanych minimalnych wymogów kształcenia. Ale po co je znosić skoro stwarzają szansę, że np. socjologowie kończący studia w szkole „x” czy „y” będą mieli z grubsza nieco podobne wiadomości. 

Nie należy się łudzić, że Krajowe Ramy Kwalifikacje poprawią jakość kształcenia w polskich uniwersytetach i innych szkołach wyższych. Mogą najwyżej pełnić rolę alibi i odwracać uwagę od prawdziwych problemów polskich uniwersytetów. Certyfikaty „kwalifikacji” wydawane absolwentom nie będą wiele warte, ale sam pomysł ich wystawiania oznacza koniec wielowiekowej misji uniwersytetów kształcących intelektualne elity.

OPINIE
naukowiec - „Hey! Teachers ! Leave them kids alone!"
2010-08-31 20:28:19
Na łamach magazynu europejskiego cafebabel.pl znaleźć można również ciekawy artykuł, odchodzący jednakże od nurtu tematycznego podejmowanego przez Bohdana Jałowieckiego, wart jednak przeczytania. „Koniec z uniwersytetami kierowanymi przez elity” zaczyna się od słów: „Hey! Teachers ! Leave them kids alone!”
Artykuł poświęcony jest walce z hierarchią na uniwersytetach we Francji. Jego pomysłodawcy wychodzą z założenia, że należy skończyć z kształceniem jednokierunkowym, z ocenami, z wiecznym studiowaniem oraz utylitarystyczną wizją studiów. Dawne marzenia z ‘68 roku odżyły i od minionego roku nowy model edukacji próbuje odnieść sukces.
nowoczesny -
2010-09-09 13:41:00
Moim zdaniem zarówno uniwersytety jak i wszelkiego rodzaju uczelnie wyższe powinny kształcić ludzi właśnie w wąsko wyspecjalizowanej dziedzinie. Bo dobrze jest mieć tytuł magistra, chociażby ekonomii, ale jest to bardzo szeroka dziedzina, dlatego konkretna specjalizacja jest w tym przypadku niezbędna.

Dodaj swoją opinię
Autor:
Tytuł:
Treść:


kod z obrazka:

Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie
ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22 e-mail: wsiz@wsiz.rzeszow.pl
Wszelkie Prawa Zastrzeżone, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie © 2010