Polityka
Czy zatopi nas fala nacjonalizmów?
TAGI: Kuchnia intelektualna, Społeczeństwo, Polityka,
Dodano: 2011-04-13 14:14:32

Widmo nacjonalizmu krąży po Europie. Fala ksenofobii, która ogarnia niektóre kraje Unii Europejskiej jest wynikiem załamania się projektu europejskiej integracji, braku jej pogłębienia i umocnienia. Europa na skutek swojej zamożności jest atrakcyjna dla mieszkańców biednych krajów poszukujących lepszych warunków życia - efekt wypychania, a imigranci są atrakcyjni dla bogatych krajów, których ludność się starzeje, tak więc potrzebują ludzi do prac prostych, uciążliwych i relatywnie mało płatnych – efekt przyciągania. Imigranci są niezbędni, a jednocześnie coraz mniej akceptowani z uwagi na odrębność swojej kultury i religii.

W okresie wzrostu gospodarczego i stałego polepszania się warunków życia imigranci znajdowali pracę i powoli adaptowali się do życia w obcym kraju. Spadek dynamiki rozwoju, a potem światowy kryzys zmieniły sytuację. Rośnie bezrobocie, przede wszystkim wśród młodzieży, która mimo wykształcenia nie może znaleźć pracy, wzrasta także bezrobocie wśród słabo wykształconej młodzieży z rodzin imigranckich. We Francji np. ludzie młodzi należą do pierwszego pokolenia, którego szanse na awans społeczny są mniejsze niż poprzedniej generacji. Narasta więc frustracja i agresja w stosunku do imigrantów i odwrotnie dzieci imigrantów wobec systemu. Tak jest w krajach zachodnich.

W Europie środkowej liczba imigrantów jest znikoma, są tam za to mniej lub bardziej liczne mniejszości, żyjące w tych krajach od wieków, które stają się „kozłem ofiarnym” traumy transformacji, trudności gospodarczych, wzrastających nierówności społecznych i zwężenia kanałów awansu społecznego.

Ostatni kryzys osłabił i tak niewielką spójność Unii, poszczególne kraje starały się ratować na własną rękę. Jednym z przykładów była Francja, której rząd usiłował zapobiegać delokalizacji przemysłu premiując finansowo te firmy, które utrzymywały miejsca pracy w kraju. Pewna współpraca została utrzymana w strefie euro, ale wynikała ona nie z solidarności, ale twardych interesów, ponieważ bankructwo Grecji, Irlandii czy Portugalii miałoby fatalne skutki dla całej strefy. Bliższa współpraca krajów mających euro jest realizacją Europy dwóch prędkości, o których była mowa już po ostatnim rozszerzeniu Unii do 25, a potem do 27 krajów. Taki kształt Europy jest nieuchronny. Wiele wskazuje na to, że decyzja o rozszerzeniu Unii była błędna. Europa Zachodnia straciła resztę dynamiki, ponieważ nowe kraje okazały się zarówno materialnie jak i mentalnie nieprzygotowane do podjęcia konkurencyjnego współzawodnictwa na poziomie wymaganym przez współczesne technologie. Wskaźniki rozwoju gospodarczego i dobrobytu społecznego Unii pogorszyły się, a różnice między najbogatszymi i najbiedniejszymi krajami wspólnoty powiększają się i w dającym się przewidzieć czasie nie ma możliwości ich zmniejszenia.

Nowe kraje Unii przejściowo nieco zyskały, ponieważ napłynął tam kapitał zagraniczny w poszukiwaniu taniej siły roboczej. Korzyść okazała się jednak krótkotrwała, ponieważ stworzone miejsca pracy niskiej jakości szybko odpłynęły w poszukiwaniu jeszcze tańszej siły roboczej na Wschodzie, a miejsca pracy wysokiej jakości wskutek niedorozwoju badań naukowych, zacofania technologicznego i braku kapitału społecznego nie mogą powstać.

Niektórzy politycy, publicyści i analitycy, zarówno na Zachodzie jak i na Wschodzie coraz częściej nawołują do dbania o interesy własnego kraju, nieoglądanie się na innych i do zamykania granic przed napływem obcych. Wzrost nastrojów nacjonalistycznych nie tylko na marginesach danego społeczeństwa, ale w głównym nurcie politycznym wielu państw staje się faktem.

Przykład francuski jest szczególnie bulwersujący, bo Francja uchodziła dotychczas za kraj gościnny, laicki i tolerancyjny. Widoczna zmiana nastąpiła w 2007 roku kiedy, w czasie kampanii prezydenckiej Nicolas Sarkozy, aby zyskać poparcie wyborców nacjonalistycznego i faszyzującego Frontu Narodowego, zagrał kartą imigracji. W latach następnych można było obserwować dalszą eskalację działań skierowanych przeciwko imigrantom, a szczególnie muzułmanom. I tak np. zakazano dziewczętom pod pozorem laickości szkoły noszenia chust na głowie, potem kolej przyszła na niquaby, czyli szaty zasłaniające całe ciało kobiet, których noszenia zakazano w przestrzeni publicznej. Tym problemem, który dotyczył 600 kobiet zajmował się prezydent rząd i parlament. W 2010 roku szerokim echem odbiła się w Europie deportacja Romów.

Obecnie przez nadchodzącymi w 2012 roku wyborami prezydenckimi, w związku ze wzrostem poparcia dla Frontu Narodowego, cześć obozu prezydenckiego z N. Sarkozym na czele podejmuje tematy tożsamości Francuzów, która opiera się, jego zdaniem, na dziedzictwie chrześcijańskim (wypowiedź 30 marca w Puy-en-Velay), co oczywiście wyklucza Francuzów Żydów, muzułmanów, buddystów itd. Jest to odwrót od republikańskiej tradycji uznającej obywatelstwo, a nie narodowość za podstawę wspólnoty. Coraz częściej ze strony przedstawicieli partii rządzącej (UMP) pojawiają się takie głosy jak np. ministra spraw wewnętrznych  Claude Guéant, który ostatnio, a propos rzekomej inwazji islamu, powiedział, że Francuzi „coraz bardziej czują się nie u siebie (…) Nasi współobywatele pragną wybrać swój sposób życia i nie chcą by im ktoś go narzucał (…) Francuzi chcą by Francja pozostała Francją”. Wypowiedź ministra wzbudziła oburzenie nie tylko muzułmanów, ale także przedstawicieli innych mniejszości, intelektualistów, a także reprezentantów katolickiej hierarchii kościelnej (biskupa Michel Dubost’a). Spotkała się za to z gorącym przyjęciem ze strony szefowej Frontu Narodowego Marine Le Pen, która zaoferowała ministrowi honorowe członkostwo swojej partii.

Kolejnym elementem tej eskalacji była propozycja szefa rządzącej partii Jean-François Copé zorganizowania debaty na temat „laickości”, debata ta miała na celu przygotowanie do wprowadzenia zakazu modłów w języku arabskim. Tego było już za wiele. Od tego pomysłu odciął się nawet premier François Fillon i wielu członków UMP.

Jawne, nacjonalistyczne wypowiedzi politycznego establiszmentu Francji są nowym, groźnym zjawiskiem zaprzeczającym  uniwersalnym, ogólnoludzkim wartościom,  nawet jeżeli przyjmiemy, że jest to jedynie taktyka elektoralna mająca na celu neutralizację Frontu Narodowego, Nacjonalizm w publicznym dyskursie pojawił się także ostatnio z dużą wyrazistością w Polsce, w dokumencie PiS autorstwa Jarosława Kaczyńskiego „Raport o stanie Rzeczypospolitej”. Jeden z rozdziałów nosi tytuł „Wstydliwy Naród Polski”. Czytamy tam m.in.: „Istnieje wiele przesłanek, by twierdzić, że kategoria Narodu nie jest podnoszona w programach i zasadniczych wystąpieniach przedstawicieli PO, choć mówi się tam o Polakach czy pozycji Polski. Z drugiej strony, PO w swoim przekazie mocno podkreśla znaczenie regionalizmów, czego szczególnym przykładem jest ostentacyjne akcentowanie przez Donalda Tuska swojej kaszubskości. Niedawno umieszczono, wbrew wyrokowi Sądu Najwyższego z 2007 roku, narodowość śląską w spisie powszechnym. Sąd Najwyższy słusznie bowiem wywiódł, że historycznie rzecz biorąc, niczego takiego jak naród śląski nie ma. Można dodać, że śląskość jest po prostu pewnym sposobem odcięcia się od polskości i przypuszczalnie przyjęciem po prostu zakamuflowanej opcji niemieckiej. W PO nie budzą protestu postawy jawnie antypolskie, wręcz obrażające Polaków. Przykładem jest choćby długotrwała obecność w tej partii Kazimierza Kutza, którego publicystyka w wielu wypadkach jest jadowicie antypolska. Ważny jest też stosunek do Ruchu Autonomii Śląska, którego członkowie kandydowali z list PO, mimo że ta formacja jawnie odcina się od polskości”.

Platforma Obywatelska słusznie, w swoim politycznym dyskursie, nie mówi o narodzie, ponieważ w państwie, w którym istnieją mniejszości etniczne i narodowe podnoszenie pojęcia narodu wyklucza je z obywatelskiej wspólnoty. Poza tym to niedookreślone pojęcie, istnieje wiele jego definicji, używane było nie raz, w niedawnej historii, jak maczuga do niszczenia innych i o tym także należy pamiętać.

Wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego wzburzyła przedstawicieli bardziej umiarkowanych prawicowych ugrupowań. Zaprotestowała szefowa PJN Joanna Kluzik-Rostkowska Polka i Ślązaczka. Zabrał także głos, nie kto inny ale Marek Migalski poseł do parlamentu europejskiego z listy PiS, a obecnie członek PJN. „Skandaliczna wypowiedź prezesa PiS o tym, że: ‘śląskość jest pewnym sposobem odcięcia się od polskości i przypuszczalnie przyjęciem po prostu zakamuflowanej opcji niemieckiej’, jest wyrazem wzrastającego nacjonalizmu w szeregach PiS”.

Nie tylko ta wypowiedź Prezesa, ale także wiele innych dotyczy nacjonalizmu gospodarczego i stosunku do Rosji i Niemiec, skłania do wniosku, że partia ta wyraźnie schodzi na pozycje nacjonalistyczne. Jednym ze wskaźników postawy nacjonalistycznej jest patrzenie na rzeczywistość z perspektywy narodu, a nie społeczeństwa i obywatelskości. W Polsce mniejszości jest stosunkowo niewiele, ale te, które są mają prawo do zachowania swojej tożsamości: śląskiej, kaszubskiej, białoruskiej i wszelkiej innej i mają także prawo manifestować ją w przestrzeni publicznej. „Tożsamość jest naszą własną prawdą”, a jedynym kryterium przynależności do wspólnoty jest obywatelstwo. Uchwała Sądu Najwyższego, że nie ma narodowości śląskiej jest swoistym kuriozum, ponieważ pojęcie „narodu” w przeciwieństwie do obywatelstwa nie jest kategorią prawną. Żaden sąd nie może rozstrzygać czy dany naród istnieje czy nie, ponieważ poczucie przynależności narodowej jest sprawą indywidualną i władze demokratycznego państwa muszą to uznać.

Wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego wynikają być może z przekonania, a być może są tylko spowodowane interesem elektoralnym i walką z Platformą Obywatelską, co na jedno wychodzi. Partia populistyczna o zabarwieniu nacjonalistycznym ma niestety w Polsce pewien dość liczny odsetek zwolenników. Postawy nacjonalistyczne i ksenofobiczne są w społeczeństwie polskim obecne, a niechęć do Żydów, Arabów, „Czarnuchów” i innych Obcych manifestuje się przy wielu okazjach.

Fala nacjonalizmu podnosi się w Polsce i nie można się „pocieszać”, że podobne zjawiska obserwować można w innych krajach, w tym także, w tradycyjnie otwartej, republikańskiej Francji.

OPINIE
Alekspc - Diagnoza
2011-04-30 23:47:18
Diagnoza wydaje się słuszna. Z jednym, za to zasadniczym wyjątkiem. Nie zgadzam się z Autorem, który pisze, że rozszerzenie Unii było błędne. Autor pozostaje zresztą w sprzeczności z samym sobą pisząc o Grecji, Portugalii i Irlandii. Przecież te kraje (plus Hiszpania), najbardziej "ciążące" Unii to nie są kraje z "nowego zaciągu". Te akurat radzą sobie, z wyjątkami, stosunkowo nieźle. Europa dwóch prędkości zdaje się powielać schemat ogólnoświatowy tj. na północ i południe a nie na nowe i stare kraje Unii.
pozdrawiam Autora

Dodaj swoją opinię
Autor:
Tytuł:
Treść:


kod z obrazka:

Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie
ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22 e-mail: wsiz@wsiz.rzeszow.pl
Wszelkie Prawa Zastrzeżone, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie © 2010