i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie

Śniło mi się dzisiejszej nocy, że jestem spójnikiem. Taką literą „i”. I tak sobie często stoję na końcu linii tekstu i jest mi smutno. Obudziłem się zlany zimnym potem. Nie chcę być spójnikiem! Nie chcę być samotny! Nie chcę, by ktoś o mnie wciąż zapominał!
A wszystko to jest winą Billa Gatesa, który stworzył komputerowe imperium i dał komputery tłumom. Przez to każdy dziś może pisać, co tylko chce. Może publikować, co chce, i każdy myśli, że umie łamać tekst. Myśli jeden z drugim: – Mam edytor tekstu, więc mam wszystko co potrzebne do pisania. A że nie mam rozumu, to drobiazg! Nie jest ważne, że edytor piracki – ważne, że jest. Mogę sam redagować dokumenty, składać tekst, tworzyć książki.
Kiedyś typografia była zajęciem zecera, a to był rzemieślnik, który wiele lat się uczył, praktykował u mistrza, znał zasady. Dzisiaj każdy myśli, że da radę. Komputer mu wszystko poprawi, podkreśli błędy, poukłada. Na Boga! Komputer to tylko maszyna i wie tyle, ile mu zaprogramują. Wiem, są mądre programy, ale one wymagają dopasowania, zwanego konfiguracją. Musimy je po prostu dostosować do potrzeb. A żeby to zrobić, musimy znać zasady – jak zecer. Szlag mnie trafia, gdy czytam urzędowe pisma, w których jakaś pani Kasia, Małgosia czy inna sekretareczka, stworzyła dokument bez znajomości podstawowych zasad – nie tylko składu, ale również języka polskiego. Wyłączy taka dzielenie wyrazów, „bo nie jest ładne”, ale wciśnie guzik „wyrównaj do obu stron” i mamy w tekście same dziury. Wstawi odstęp przed przecinkiem, bo myśli, że będzie czytelniej, ale do głowy jej nie przyjdzie, że to błąd. Spacje zresztą są wszędzie – w nawiasach, przed dwukropkami, w cudzysłowach. Zmora. A wcięcie akapitowe najłatwiej jest zrobić tabulatorem, więc nie wiem, po co Bill Gates dał możliwość formatowania akapitu. Chyba dla zabawy, bo i tak niewielu jej używa. A kto się zastanawia, czym się różni łącznik, profesjonalnie zwany dywizem, od myślnika, czyli m-pauzy? Mało kto widzi różnicę między tymi znakami. Dostęp do komputera spowodował zanik zasad. Komputer przecież poprawi wszystko – da radę. Jak mówię małolatowi, że zrobił błąd ortograficzny, to on na to, że przecież „Word” nie podkreślił. A jak, do diabła, miał podkreślić, jak on wie tylko tyle, ile mu zapodadzą. A „Worda” zrobili Amerykanie, którzy polskiej ortografii nie znają. Jednak wiara użytkowników w bezkresny „rozum” komputera jest nieskończona. Komputer to wyrocznia. A gdzie jest miejsce dla naszej wiedzy? Dla dobrego smaku i rozsądku?
Zawodowo łamię książki i materiał, który dostaję od autorów, potocznie dziś zwany „maszynopisem”, choć to już „komputeropis”, często jest fatalny. I to bez względu na tytuł naukowy piszącego. Każdy robi jak umie, a później męcz się człowieku. Ale w końcu to mój zawód, więc się męczę… Nie mogę jednak zdzierżyć, gdy pisma urzędowe, zaproszenia od szacownych instytucji, prezentacje wykładowców na uczelni – pełne są błędów. Przy tym wszystkim samotne spójniki, to małe piwo.
Jednak od ostatniej nocy wiem, że spójnikom jest smutno… Apeluję więc i miejmy to na uwadze: – Niech nam nie zwisają spójniki!






