i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Dodano: 2010-02-22 10:52:10
A jeśli, ponownie odwołując się do Ruskina, przyroda jest źródłem piękna i zachwytu, to w niedługim czasie nie będzie czym się zachwycać i skąd doświadczać piękna. Z drugiej jednak strony można zapytać, ...czy w dobie eksplozji osiągnięć techniki warto uczyć się wrażliwości na wartości uniwersalne, w tym umiejętności rozpoznawania i afirmacji piękna?12. Być może niedługo będziemy w stanie stworzyć substytut natury doskonale spełniający stawiane przed nim wymagania. Dojdziemy do etapu „pigułki szczęścia” i „pigułki piękna”. Odpowiednio, sztucznie, stymulowany mózg rozpłynie się w ekstatycznych doznaniach. Czy dla mózgu to jakakolwiek różnica co wprowadza go w ten stan? Dla Ruskina odpowiedź byłaby prosta – oczywiście, że tak, ale Ruskin widział w naturze „palec boży” i postrzeganie piękna bez pierwiastka duchowego nie było w ogóle możliwe.
Człowiek potrzebuje ładu. Tęsknimy za bliskim kontaktem z przyrodą pośród otwartych przestrzeni, za przebywaniem wśród różnorakich naturalnych i przyrodniczych form. Odbieramy je jako naturalny ład przestrzeni, który wpływa kojąco na nasze samopoczucie i sprawia, że w otoczeniu takim odpoczywamy13. Zastanawiam się, czy taki ład da się stworzyć? Zdaje się, że nie. Jeśli faktycznie jesteśmy częścią natury, tak jak piękno jest jej integralnym elementem, i posiadamy wrodzoną nań wrażliwość, to żaden sztuczny twór nie będzie w stanie zaspokoić naszego łaknienia piękna. W sztucznie wygenerowanych warunkach nigdy nie osiągniemy pożądanego spokoju i harmonii, a tym samym nigdy nie będziemy w stanie odpocząć, czy podziwiać. Próbę konstruowania takiego sztucznego ładu przestrzeni podjął, na skalę globalną, urodzony w 1919 włoski architekt, Paolo Soleri. Koncepcję swoją przedstawił w książce pt. Arcology: The city in the Image of Man (Arkologia: Miasto na obraz i podobieństwo człowieka)14. Arkologia to słowo powstałe ze złożenia słów architektura i ekologia. Koncepcja Soleriego odpowiada na dwa z podstawowych problemów globalnej cywilizacji: ochrona przyrody i przeludnienie. Nie chcę w tym miejscu oceniać zasadności tego pomysłu, ani tym bardziej szans jego realizacji. Pragnę zwrócić jedynie uwagę na fakt, iż człowiek podejmuje próby przeciwdziałania postępującej dewastacji środowiska zaprzęgając do tego najnowocześniejsze zdobycze cywilizacji. Wielu obserwatorów uważa pomysły takie jak ten za całkowicie utopijne, a co za tym idzie, pozbawione szans na realizację. Cywilizację jako estetyzację świata rozumiem w tym miejscu jako pracę u podstaw, tzn. przywrócenie gatunkowi ludzkiemu owej wrodzonej wrażliwości. Jak to osiągnąć – poprzez edukację. Zarówno Ruskin, jak i współcześni badacze zajmujący się tymi zagadnieniami widzieli i widzą światło nadziei w dzieciach. Nie są one skażone wiedzą o świecie ani o pięknie i dzięki temu doświadczają rzeczywistości taką jaką jest.
Ruskin pisał o tym w XIX wieku. Twierdził, że takie podejście pozwoli ochronić przyrodę i jej piękno. Nie znał terminu ekologia więc nie mógł go użyć. Termin ten znany jest współczesnym, którzy powtarzają słowa wielkiego myśliciela epoki wiktoriańskiej: Nauczenie się estetycznego doświadczania przyrody oraz odwoływania się do wrażliwości, emocji i poczucia piękna, stanowi szansę upowszechnienia proekologicznego modelu kultury. Kontemplując piękno przyrody, obcuje się z nią w imię jej samej15.
Powiedziałem wcześniej, że wrodzona wrażliwość na piękno zanika z czasem. O ile jest dostępna dzieciom, które jednak nie potrafią jej zwerbalizować, więc nie mogą nam opowiedzieć na czym polega, to dorośli zdają się o niej całkowicie zapominać. W związku z tym pojawia się pytanie – gdzie i jak nauczyć się wrażliwości na piękno? Według Ruskina odpowiedź jest jasna i prosta: gdzie? – w naturze /przyrodzie; jak? – poprzez sztukę.
Rozwój cywilizacyjny wykształcił sztukę użytkową, która ze sztuka rozumianą przez tego ekscentrycznego Anglika, nie ma nic wspólnego. W sztuce obecnych czasów nie ma ducha. Jest albo użytkowa, albo ma zwyczajnie prowokować i to w niezbyt wyszukany sposób. Artyzm zaginął gdzieś w cywilizacyjnym pędzie ku ulepszaniu. Sztuka nie ma obecnie nic wspólnego z wartościami moralnymi. Niewiele, jeśli w ogóle, jest w niej uczucia, bez którego nie da się mówić o cywilizacji jako estetyzacji. Brak nam sztuki, która rozbudzałaby wrażliwość na piękno, sztuki, o której pisał Ruskin: Chcielibyśmy dziś zbadać, jaką drogą sztuka wydoskonala obyczaje lub stan moralny ludzi. Wydoskonala, zauważmy to dobrze – lecz nie stwarza. Przede wszystkim sztuka przypuszcza z góry istnienie pewnego stanu etycznego, inaczej nie mogłaby się ona zjawić. Ale skoro sztuka już powstała, jej oddziaływanie podnosi i umacnia stan moralny, z którego się wyłoniła, a płynąca z niej zachęta udziela się przede wszystkim tym sercom, które stały się wrażliwe na jej oddziaływanie. Weźcie dla przykładu sztukę śpiewu oraz najprostszego i w granicach swej natury najbardziej skończonego mistrza śpiewu, jakiego da się znaleźć: skowronka polnego. Od niego możecie się nauczyć, co to znaczy śpiewać z ochoty. Przede wszystkim posiadać musicie czyste uczucie radości, zanim będziecie je mogli w sposób doskonały wyrazić i udzielić innym ludziom, zdolnym również do takiej radości. Nie da się ono bowiem udzielić tym, którzy nie są przysposobieni do przyjęcia go. (...) Dziewczę potrafi wyśpiewać straconą miłość, ale skąpiec nie wyśpiewa straty swych pieniędzy16. Cywilizacja dotyczy tych samych obszarów ludzkiej egzystencji co przyroda, ale bez wrażliwości nie będzie w stanie „wyśpiewać straty”.
Moim zdaniem, aby mówić o cywilizacji jako estetyzacji, a tym bardziej wprowadzić taki model postępowania w życie, trzeba przywrócić ludziom zdolność odczuwania przyrody i będącego w niej piękna. Aby to uczynić, należy chronić przyrodę, byśmy nie stracili pierwotnie nam danego źródła piękna. Należy uczyć się od dzieci, ale też uczyć dzieci jak mają zachować „niewinność wizji”. Znaczna część dzieci ma wrodzoną dużą wrażliwość na piękno przyrody, harmonię barw, ład kompozycji przestrzennej i płaskiej17. Jeśli, w procesie edukacji nie zadbamy o zachowanie i rozwijanie tych zdolności stworzymy kolejnych, zagubionych mieszkańców globalnej wioski. Potrzeba kształcić artystów, a nie tylko ludzi, którzy będą uprawiali sztukę. Ludzie tak przygotowani wpłyną korzystnie na praktyczne aspekty naszego życia – np. kształtowanie estetyki naszego otoczenia. Co więcej, jeśli uda się nam upowszechnić ten model, każdy z nas będzie w stanie „obudzić” artystę drzemiącego wewnątrz, dzięki czemu wszyscy będziemy świadomie partycypować w pięknie. Każdy z nas, bez uszczerbku dla rozwoju cywilizacji, będzie mógł stać się człowiekiem, dla którego, jak napisał Ruskin: ...sama wędrówka wśród roślin i kwiatów posiada urok, chociażby o nich nie wiedział nic ponad to, że są piękne18.
11Szymon Chmielewski, op. cit., s. 135.
12 Ibidem, s. 138.
13Jarosław Matysiak, Człowiek a ład przestrzeni, w: Ekologia-Kultura-Technika, Zeszyty Naukowe Komitetu „Człowiek i Środowisko” PAN, z. 36, 2004, s. 59.
14vide ibidem s. 63.
15Szymon Chmielewski, op. cit., s. 138 por. J.M. Dołęga, Nauki o środowisku społeczno-przyrodniczym, a kultura ekologiczna, w: Ekologia a transformacje cywilizacyjne na przełomie wieków, Lublin 2000, s. 163-174.
16John Ruskin, Droga do sztuki, Warszawa 1900.
17Szymon Chmielewski, op. cit., s. 139.
18Robert de la Sizeranne, op. cit., s. 100.






