Kategorie
Mecenas
Mecenasem serwisu jest Wyższa Szkoła Informatyki
i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Partnerzy



Bukareszt – zmasakrowane miasto
TAGI: Deser, Okruchy miast Bohdana Jałowieckiego,
Dodano: 2009-07-10 12:13:48

Bukareszt nie znajduje się na liście miast szczególnie odwiedzanych przez turystów. Poszukując w warszawskich księgarniach przewodnika po tym mieście nie znalazłem ani jednego, podczas gdy o sąsiednim Budapeszcie można znaleźć kilka różnych książek, a zatem dla przypomnienia sobie obrazu miasta musiałem zadowolić się przewodnikiem po Rumunii, gdzie kilka stron traktuje o stolicy tego kraju. W Bukareszcie byłem dwukrotnie na początku bieżącego wieku. Znalazłem się tam służbowo współpracując z UNESCO CEPES, regionalną placówką zajmującą się szkolnictwem wyższym. Za każdym razem byłem tam kilka dni i mając sporo czasu włóczyłem się po mieście, zaczynając od centrum, którego właściwie w tym mieście nie ma. „Centrum” to kilka głównych ulic: bulwar Królowej Elżbiety, ulica Zwycięstwa, plac Uniwersytecki. Wzdłuż szerokich arterii reprezentacyjne gmachy, bogate kamienice z początków zeszłego wieku. Stołeczny rozmach. Kiedy miasto w 1862 roku zostało stolicą Rumunii rozpoczęła się wielka budowa przy pomocy francuskich architektów i paryskich wzorów. W okresie międzywojennym miasto, ze sporą jednak przesadą, nazywane było „Paryżem Bałkanów”. Ślady tego okresu pozostały jeszcze na głównych ulicach. Kiedy Warszawa była prowincjonalnym miastem carskiego imperium, Bukareszt zyskiwał wielkomiejski polor co, porównując jakoś te dwa miasta, widać do dzisiaj.

Kiedy jednak tylko opuścimy centralne bulwary i wejdziemy w boczne ulice, tuż za rogiem, napotykamy prowincjonalne klimaty. Parterowe domki, malownicze podwórka z susząca się bielizną, dziewczynkę o smutnych oczach siedzącą na progu domu i trzymającą na kolanach swojego towarzysza psa. Na innej ulicy napotykamy wrak trabanta obrośniętego wyrastająca z pod kół zielenią. Widać gnieździ się tam już całe lata. Wraki porzuconych samochodów to był wtedy częsty widok na bukareszteńskich ulicach. Mijamy częściowo zadaszony, kiedyś handlowy pasaż, w którym garażuje jakieś stare auto.

Włóczęga flaneura dostarcza wiele wrażeń wizualnych i węchowych ze szczególnie dotkliwym, niespotykanym już, w większości europejskich miast, zapachem samochodowych spalin. Na głównych ulicach wzrok ucieka do góry zatrzymując się na bukareszteńskiej secesji i modernizmie. Na jednym z monumentalnych gmachów reklama „Johny Walkera” - widoczny znak globalizacji. Wystawy sklepowe nie przyciągają wzroku, bo to mniej więcej warszawskie sklepy z początku transformacji. Pewnie od mojego ostatniego pobytu w 2004 roku sporo się zmieniło. Za to było już wtedy dość dużo niezłych restauracji, gdzie za niewielkie pieniądze można było napić się mało u nas znanych, ale naprawdę bardzo dobrych, rumuńskich win. Przy ul. Francuskiej na przykład znajduje się restauracja Hanul Manuc urządzona w dawnym karawanseraju. W przewodniku po Rumunii „Glob Troter” można przeczytać, że „lokal ten został zbudowany prze bogatego Ormianina Emanuela Mârzoiana, znanego pod pseudonimem Manuc-Bej. Postać tajemnicza, kupiec, łowca przygód, bez wątpienia szpieg. W tym zajeździe został podpisany pokój w 1812 roku, kładący kres sześcioletniej wojnie między Rosją a Turcją”. Jedząc tam obiad lub kolację będziesz więc miała delikatny powiew historii. Godna polecenia jest także inna restauracja Capşa przy ulicy Zwycięstwa (Calea Victoriei nr. 36).

Obok na tej samej ulicy po numerem 40-42 jest teatr „Odeon”, przed którym możesz obejrzeć niepozorny pomnik Kemala Paszy Attatürka. Mój przyjaciel wiele lat mieszkający w Bukareszcie nie wiedział dlaczego ten pomnik znalazł się akurat w stolicy Rumunii. Na głównych ulicach centrum spotkasz żebraków i ubrane całe na czarno, łącznie z zakrytymi włosami, kobiety, a także młode dziewczyny w mini.

Wychodząc z ulicy Stirbei Voda na ulicę Zwycięstwa miniesz elegancką restaurację, w które oprócz kelnerów nie ma nikogo. Podobno prowadzona jest przez gangsterów i służy jako pralnia brudnych pieniędzy. Przyjaciel stanowczo odradzał tę restaurację.

A jak już będziesz na ul. Stirbei Voda nie możesz ominąć Pałacu Kretzulescu bukareszteńskiej siedziby UNESCO, która opublikowała pięknie wydaną z licznymi ilustracjami monografię tego pałacu. Czytamy w niej, że jest to przykład "monumentalnej budowli z elementami rumuńskiej architektury z lat 1906 – 1910, autorstwa architekta Petre Antonescu”. Zwraca uwagę bogato dekorowana eklektyczna fasada, fantazyjne mansardowe poddasze i rodzaj wyciętej z blachy attyki na dachu. Pałac trochę z piernika, trochę z bajki. Ogród pałacowy schodzi tarasowo w stronę sąsiedniego, dobrze utrzymanego parku Cişmiglu. Kretzulescu należeli do znamienitej bukareszteńskiej rodziny, a jeden z jej członków rodu był prezesem Rumuńskiej Akademii Nauk. Otoczenie Pałacu wygląda jednak nie najlepiej, zaniedbane domy, wyszczerbione chodniki, nie posprzątane śmiecie.

W 1977 roku Bukareszt nawiedziło trzęsienie ziemi i miasto zostało poważnie zniszczone, ale prawdziwej masakry dokonano dopiero z rozkazu komunistycznego dyktatora Nicolae Ceauşescu, który postanowił usunąć wszelkie ślady przeszłości, a szczególnie religijne symbole. Wyburzono więc znaczną część starego miasta, w tym kilkanaście cerkwi. Wytyczono ogromny plac, który przecina szeroka aleja wiodąca od obecnego gmachu parlamentu, dawniej „Pałacu Ludu”, nazywająca się obecnie aleją Jedności.

 1  2 


OPINIE
Zapraszamy do wyrażenia opinii.
Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie
ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22 e-mail: wsiz@wsiz.rzeszow.pl
Wszelkie Prawa Zastrzeżone, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie © 2010