i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Dodano: 2009-07-10 12:13:48
Po upadku Dyktatora toczyła się ponoć dyskusja na temat przyszłości Pałacu, czy go zburzyć, czy jakoś wykorzystać. Pierwsze wyjście okazało się za drogie i skomplikowane technicznie, wybrano więc drugi wariant i umieszczono tam parlament wraz z towarzyszącymi instytucjami, wynajmowana jest też część sal na wesela i inne uroczystości no i oprowadza się odpłatnie turystów. Tę kuriozalną budowlę wznosiło przez kilka lat 20 tysięcy robotników pracujących na trzy zmiany. To faranoiczne przedsięwzięcie było szaleństwem władzy nie liczącej się z realiami biednego, zacofanego kraju. Plac Jedności otaczają m.in. urzędowe gmachy i monumentalne budynki mieszkalne, w których umieszczano dygnitarzy partyjnych i państwowych. Hierarchię na drabinach władzy wyznaczała bliskość Pałacu im bliżej tym ważniejsze mieszkały osoby.
Trudno zrekonstruować tok myślenia paranoidalnej osobowości dyktatora, ale być może czerpał inspiracje z haussmannowskiej przebudowy Paryża i chciał się zapisać w historii jako wielki budowniczy - Napoleon III Rumunii. Te szaleństwa były także możliwe dzięki Zachodowi, który przez długi czas hołubił Dyktatora, udzielając mu hojnych pożyczek. Nicolae Ceauşescu prowadził bowiem względnie niezależną politykę wobec ZSRR i w przeciwieństwie np. do innych krajów tzw. obozu socjalistycznego nie zerwał stosunków dyplomatycznych z Izraelem po wojnie sześciodniowej, ani nie przyłączył się do inwazji na Czechosłowację. W imię tej geopolityki przymykano oczy na brutalność reżimu w stosunku do własnego społeczeństwa.
Pałac stał się jednak atrakcją miasta, których nie ma w Bukareszcie za dużo. Kiedy byłem pierwszy raz oglądałem ciekawy skansen, jeden z pierwszych w Europie. Znajduje się on w parku Herastrau, gdzie zgromadzono ok. 300 eksponatów: drewnianych chat, cerkiewek, wiatraków, młynów wodnych. Podobno część skansenu strawił potem pożar. W centrum miasta nie ma wielu atrakcji prócz kilku ocalałych cerkwi, jedna z nich szesnastowieczna Michai Vodǎ znajduje się obok Pałacu, a niedaleko możesz także zobaczyć zagubiony wśród urzędowych gmachów niewielki monastyr Antim.
Jeżeli wieczorem nie będziesz miała co robić możesz się wybrać do filharmonii. Wnętrze nieco przykurzone, ale kiedy tam byłem to dobra orkiestra grała akurat Rapsodię Rumuńska George Enescu, który dla Rumunów jest tym mniej więcej co dla Polaków Chopin. Wśród publiczności przeważali ludzie starzy, z wyglądu i stroju kiedyś eleganckiego, a dziś niemodnego i odrobinę archaicznego, była to bukareszteńska inteligencja, która jakoś przetrwała okres dyktatury.
Wyjeżdżając ostatnim razem z Bukaresztu nie miałem uczucia niedosytu, że czegoś nie zobaczyłem, że coś pominąłem i nie miałem chęci aby tam powrócić, co mi się raczej nie zdarza kiedy wyjeżdżam z innych miast.
Kiedy pierwszy raz wracałem z Bukaresztu, jadąc taksówką z Okęcia do domu usłyszałem w radio sprawozdanie z ataku na wieże World Trade Center, był to wczesny wieczór 11 września 2001 roku. Początkowo myślałem, że to leci jakieś słuchowisko science fiction, ale była to rzeczywistość, którą za chwilę zobaczyłem w domu na ekranie telewizora i Bukareszt będzie mi się jakoś z tą datą zawsze kojarzył.






