Społeczeństwo
Biblioteka czy wideoteka?
TAGI: Kuchnia intelektualna, Społeczeństwo,
Dodano: 2010-04-06 09:54:02

Czy warto jeszcze w dzisiejszych czasach cokolwiek czytać? Ilekroć miałem okazję dopytywać studentów o to, co czytają i jak często, odpowiedź w olbrzymiej większości przypadków była ta sama: „nie czytamy prawie nic poza notatkami przed kolokwium czy egzaminem”. Najczęściej osoby przyznające się do nieczytania – nie tylko studenci – usprawiedliwiają się „brakiem czasu”. Iluż to ludzi zaklina się, że na nic nigdy nie ma czasu, choć zarazem spędza pół dnia przed telewizorem, w Sieci lub przed kinem domowym – i to nie sporadycznie, a stale. Czas więc tak naprawdę jest, tylko raczej brak woli i zapewne siły, by go spożytkować na coś takiego jak choćby lektura. Łatwiejsze i przyjemniejsze wydaje się zaspokajanie „głodu fabuły”, jak to kiedyś (w latach 90.) powiedział na konferencji pisarzy i krytyków, nieżyjący już Jerzy Lisowski, długoletni naczelny miesięcznika „Twórczość”. Głód ów można porównać do narkotycznego czy też nikotynowego – osoba z nałogiem po prostu „musi” zaspokajać taki głód, inaczej bowiem wpada w niepokój, odrętwienie lub stany podenerwowania, a nawet agresji. Najszybciej, najtaniej i najprościej zaś głód fabuły zaspokaja się oglądając filmy czy widowiska telewizyjne nawiązujące stylistyką do tego, co dostarcza zwykle film.

Kto wie, czy taką pomnikową instytucją naszych „nowoczesnych” czasów nie powinna być wypożyczania wideo, z całą pewnością bowiem spotkamy w niej o wiele więcej osób niż w pobliskiej wypożyczalni książek (czy sami też nie korzystamy częściej z tej pierwszej niż z drugiej?). U. Eco wprawdzie w swym odczycie o bibliotece mówi: ...jednym z nieporozumień, jakie dominują nad pojęciem biblioteki, jest pogląd, że idzie się tam po książkę, której tytuł się zna. Rzeczywiście, często się zdarza, że idzie się do biblioteki, bo chce się książki o znanym tytule, ale główną funkcją biblioteki, a przynajmniej funkcją biblioteki w moim domu i w domach wszystkich znajomych, jakich możemy odwiedzać, jest odkrywanie książek, których istnienia się nie podejrzewało, a które, jak się okazuje, są dla nas niezwykle ważne. (…) nie ma nic bardziej pouczającego i pasjonującego niż szperanie po półkach, na których zgromadzone zostały wszystkie książki na określony temat, czego w katalogu ułożonym według autorów nie da się odkryć, i znalezienie obok szukanej książki innej, której się nie szukało, ale która okazuje się fundamentalna1 – ale chyba nie bierze on pod uwagę sytuacji, w której biblioteki istnieją, lecz brakuje chętnych do korzystania z nich, a tym bardziej do odkrywania ksiąg, o których się nawet nie wiedziało.

Tym, co powoduje swoistą atrofię kultury druku, jest jednak nie tylko „kultura obrazkowa”, lecz – na co także zwraca uwagę Eco we wspomnianym odczycie – „kserokultura”, a więc fotokopiowanie zawartości książek. Zdaniem włoskiego filozofa i pisarza, kserokultura pozostawia po sobie stosy kopii, które wcale nie są czytane. Sporo osób przychodzi do bibliotek wyłącznie po to, by skserować książki, ale już niekoniecznie, by poświęcać się lekturze tego, co skopiowane – zanika bowiem tradycja siedzenia nad jakimś tekstem i wynotowywania z niego co ciekawszych rzeczy. Ludzie „nie mają czasu”.

Na tym jednak nie koniec – kontynuuje Eco – kserokultura traktowana jest przez wydawców jako coś, z czym nie sposób już walczyć, w związku z tym oficyny publikujące choćby prace naukowe, wiedząc od dawna, że książki są powszechnie kserowane (a nie kupowane), wydają je w bardzo niskich nakładach przy horrendalnie wysokich cenach zarazem, z myślą głównie o bibliotekach (np. uczelnianych). Nietrudno dostrzec, że powstaje w ten sposób błędne koło: książka staje się dobrem luksusowym, na które przeciętny student czy naukowiec nie może sobie pozwolić, wobec tego jej zawartość „zdobywana” jest przez użytkowników za pomocą choćby kserowania (lub e-booków). Nasuwa się jednak pytanie, dlaczego wydawcy nie próbują publikować książek w taniej, skierowanej do niezamożnego odbiorcy, formie, próbując przełamać ten rynkowy i kulturowy impas? Czy naprawdę książki muszą być aż tak drogie?

Paradoksalnie rzecz biorąc, kserokultura jeszcze może być jednak traktowana jako (epigońska, bo epigońska, ale zawsze) któraś z peryferyjnych mgławic „galaktyki Gutenberga” w sensie McLuhana, no bo przecież, jeśli ktoś zadaje sobie trud, by kopiować zawartość książek, to (nawet jeśli wszystkiego, co skopiuje, nie przeczyta), ma do tychże książek jakąś nabożną cześć, traktuje książki jako istotny element kultury – warty utrwalenia i przechowania. Co będzie, gdy i kserokultura przejdzie do historii? Z takim zjawiskiem już dziś mamy do czynienia w postaci pandemii elektronicznego kopiowania tekstów – pandemii, nad którą w przypadku naszego kraju, nikt już chyba nie panuje, skoro plagiatowane są teksty nie tylko przez studentów „nie mających czasu” na pisanie prac zaliczeniowych, licencjackich czy magisterskich, lecz i przez naukowców „nie mających czasu” na doktoryzowanie się. Sprawa jest bardzo poważna, jeśliby bowiem plagiatowanie stało się normą, uprawianie nauki i prowadzenie dydaktyki straciłoby jakikolwiek sens. To już nawet nie byłby cyrk, ale teatr absurdu.

Należy te wszystkie problemy widzieć w szerszym kontekście. Jednym ze szczególnie zaskakujących zjawisk naszych „nowoczesnych” czasów jest wszak to, że trwająca od paru dziesięcioleci rewolucja technologiczna wcale nie przekłada się na jakiś renesans kulturowy. Mamy setki kanałów telewizyjnych, a niewiele wartościowych rzeczy w nich do oglądania. Mamy coraz doskonalsze i szybsze od poprzednich środki komunikowania, lecz wcale to nie skutkuje jakimś ożywieniem w naszym życiu towarzyskim. Ukazuje się na rynku coraz więcej tytułów prasowych i książkowych, ale czegoś naprawdę porywającego do czytania nie znajdujemy. Czasami też nawet nie szukamy. Może więc zwyczajnie nie mamy czasu na uprawianie kultury?


1 U. Eco, O bibliotece, tł. A. Szymanowski, Świat Książki, Warszawa 2007, s. 28-29.

OPINIE
Anna Martens - Czytam więc jestem!
2010-04-06 10:16:17
Czytam więc jestem – parafrazując Kartezjusza.

„A ja tu z protestem!
Bo biorąc pod uwagę wymienione schema.
Znaczyłoby;
„nie czytam – czyli mnie nie ma”
Co istotnym jest błędem
Gdyż w takowy sposób
Nie byłoby na świecie bardzo wielu osób”.
Szybciutko, z pamięci wymieniłabym wiele znanych mi osób, które nie czytają książek.
„Ci wszyscy wymienieni
Wbrew Kartezjuszowi
Nie czytają, a istnieją
Żyją i są zdrowi”.

Podpierając się nieco Marianem Załuckim, pozwolę sobie na polemikę z Panem, Doktorze.

Ania T - Nie popadajmy w przesadę
2010-04-06 11:20:41
Autor porusza w swoim tekście pojawiający się cyklicznie (szczególnie przy okazji badań czytelnictwa w Polsce) problem spadku społecznego zainteresowania słowem drukowanym.
Rzeczywiście, jeśli wierzyć statystykom, poziom czytelnictwa w Polsce jest niski i ma tendencję spadkową.
O ile lata 1994-2004 to okres „czytelniczej normalności” (czytało ok. 56-58 proc. Polaków powyżej 15. roku życia), to już w 2008 r. tylko 38 proc. badanych zadeklarowało, że przeczytało minimum jedną książkę rocznie (badano osoby powyżej 15 roku życia).
Oczywiście pierwszą z możliwych interpretacji tego stanu rzeczy jest konkurencja ze strony sieci, oferującej coraz więcej tekstów w wersji elektronicznej, cyfrowej – eboooki, audiobooki (szybko, bezkosztowo, prosto). Druga sprawa – to ceny książek. Trzecia – przeniesienie zainteresowań na inne formy aktywności: gry komputerowe, filmy etc.
Jeśli jednak rzeczywiście jest tak źle, to czemu jest tak dobrze?
mulita - Chcę, więc jestem
2010-04-06 13:54:56
Tekst jest w mojej ocenie bardzo ciekawym i wartościowym przyczynkiem do intrygującej i niezwykle potrzebnej dyskusji na temat „absurdalnej” degradacji kultury (w tym szczególnie zaniku umiejętności i odczuwania potrzeby czytania).

Niewątpliwym jest fakt, iż obserwowalna obecnie jest tendencja stopniowego zanikania tzw. kultury wysokiej. Można zaryzykować twierdzenie, że cofamy się w rozwoju – wracamy do kultury obrazkowej. Widać to nie tylko na linii książka – film, ale również w słowie pisanym. „Miłość” stała się „<3” i nie jesteśmy już zaskakiwani, ale robimy „rotlf”, a zdziwienie to „wtf”. Autor tekstu słusznie zauważa, że tym, co powinno wzbudzić nasze największe obawy, to fakt, że młodzi ludzie (ale nie tylko oni) „nie czują potrzeby” czytania.

Paweł Przywara - Anna Martens
2010-04-06 15:19:23
Szanowna Pani Anno,

Pani optymizm wcale mi się nie udziela :), ponieważ uważam, że sytuacja, w której ludzie będący na studiach nie czytają książek, wcale nie wydaje mi się normalna. Może moje podejście jest nieco anachroniczne, ale zwykle studiowanie kojarzy mi się z pożeraniem książek i czasem wyjątkowego, intelektualnego rozgorączkowania. To po studiach, gdy absolwentów pochłaniają obowiązki zawodowe, na lektury już nie ma tyle czasu, co kiedyś.

Paweł Przywara - Ania T
2010-04-06 15:31:53
Szanowna Pani,

być może te kilkanaście osób, które Pani znalazła, stanowią jakieś rodzynki w cieście, wydaje mi się bowiem, iż to, o czym napisałem, to rzeczy dość powszechnie dostrzegane - podejrzewam też, że nie tylko przeze mnie. Nie chciałbym jednak, by centralnym problemem stało się to, jak studenci spędzają swój wolny czas, bo chyba nie o to chodzi.

Paweł Przywara - mulita
2010-04-06 15:48:33
Właściwie to chodziło mi wyłącznie o "kulturę druku", a nasze rozważania wchodzą w obszar dyskusji typu, jak dziś wygląda "conditio humana" :) W pewnej mierze tak owszem jest, że człowiek nie wykorzystuje w pełni tych możliwości, które oferuje mu nowoczesna cywilizacja - ale prawdą jest też to, że tego wspołczesnego człowieka nie uczy się tego, jak z tej cywilizacji korzystać. Rodzice narzekają na to, że dzieci uzależniają się od telewizji czy komputerów, lecz w tylu polskich domach telewizor "huczy od świtu do nocy", zaś sami dorośli nie poświęcają zbyt wiele czasu na to, by pokazać dzieciom, jaki (poza graniem) można robić użytek z komputera.

mulita - conditio humana
2010-04-06 19:44:42
Tak sobie myślę, że warto by było wykroczyć poza "kulturę druku" i, chociaż brzmi to może zbyt patetycznie, pokazać dzieciom, jak być człowiekiem, a nie tylko konsumentem cywilizacji.
Paweł Przywara - mulita
2010-04-07 21:17:17
Oczywiście, "kultura druku" nie jest "kresem" możliwości rozwoju cywilizacji zachodniej. Istota rzeczy polega tylko na tym, by technologie wyższego rzędu (telematyka etc.) nie prowadziły do zaniku kultury "tekstocentrycznej", że się tak wyrażę.

sylwesterzimon - A po co?
2010-04-08 19:29:32
Moim skromnym zdaniem, jedynym powodem, dla którego młodzi ludzie nie czytają, jest prozaiczny bilans zysków i strat. Będąc aktywnym czytelnikiem traci się czas, pieniądze i wzrok, a korzyści z tego aż tak wiele nie płynie. Jak napisał kiedyś Woody Allen „Wziąłem kurs szybkiego czytania, zdołałem przeczytać Wojnę i pokój w dwadzieścia minut. To jest o Rosji." No właśnie…
jagoda - Szanowny Panie Doktorze
2010-04-24 18:19:24
Sama należę do osób, które bardzo mało czytają. I choć niejednokrotnie chciałam coś przeczytać nie potrafię się nigdy zmobilizować. Bo zawsze jest coś ważniejszego do zrobienia. A jeśli już zabieram się za książkę to przeczytanie jej zajmuje mi kilka miesięcy.Może po prostu nie trafiłam jeszcze na książkę, która naprawdę mnie zainteresowała. Dlaczego młodzi ludzie nie czytają?
Krzysztof Selwa -
2010-05-20 09:37:52
Pan Doktor ma dużo racji. Dla młodych przeczytanie streszczenia to problem.
Dzieci wolą siedzieć przed komputerem czy telewizorem. Nieco starsi chodzą na imprezy, na randki, a dorośli wymigują się pracą. Oczywiście nie wszystkich to dotyczy. Książki w księgarniach nie należą do najtańszych. Ceny odstraszają wielu potencjalnych klientów. Według mnie jednym z powodów braku ochoty do czytania szczególnie przez młodzież są złe doświadczenia ze szkoły. Od podstawówki każe się im czytać książki, które ich zwyczajnie nie interesują. Chodzi tu w szczególności o tematykę. Ciężko potem przekonać się do literatury.
Joanna Leszczyńska -
2010-05-20 10:17:06
Zgadzam się ze stwierdzeniem, że teraz większość społeczeństwa woli film od przeczytania dobrej książki, a jeśli chodzi o studentów, to raczej wolą przeczytać jakieś streszczenie czy notatki niż iść do biblioteki i wypożyczyć książkę na egzamin. Co najwyżej mogą ją skserować, bo na egzemplarz jakiejś książki naukowej po prostu ich nie stać.
Anna Lehotska (46931) -
2012-01-20 14:54:25
Zgadzam się z myślą autora. W nasz czas rzadko można spotkać człowieka, który lubi czytać książki. Tak, właśnie człowieka który lubi czytać, a nie tego który nie może sobie pozwolić księgę kupić, bo w nasz czas oni jest dosyć drogie. I to rzeczywiście tak, jeśli ja, człowiek który lubi czytać , mogę przeczytać, ciekawą mi księgę za tydzień, to do miesiąca

Dodaj swoją opinię
Autor:
Tytuł:
Treść:


kod z obrazka:

Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie
ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22 e-mail: wsiz@wsiz.rzeszow.pl
Wszelkie Prawa Zastrzeżone, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie © 2010