Kategorie
Mecenas
Mecenasem serwisu jest Wyższa Szkoła Informatyki
i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Partnerzy



Bezkarne kurduple i bezradne słowa
TAGI: Deser, Waria,
Dodano: 2008-12-22 15:02:59

Krzysztof Bielecki, obejmując urząd premiera, zaproponował stanowisko w rządzie jednemu ze swoich gdańskich przyjaciół - liberałów. Kandydat na stanowisko był z grubsza podobny do Bieleckiego, niezbyt wysoki i także brodaty. Uzasadniając swą odmowę powiedział: czy chcesz, aby wszyscy w Polsce mówili, że rząd składa się z samych brodatych kurdupli?

Uzasadnienie to godne jest wnikliwej analizy. Ujawniło ono w pierwszym rzędzie godne podziwu poczucie humoru człowieka pozbawionego kompleksów. Broda, jak broda - zawsze można ją zgolić - ale dosztukowanie sobie wzrostu jest raczej niemożliwe, stąd tak wiele osób niskich dosztukowuje sobie kompleks wyższości do wrodzonej niższości, co w efekcie sprawia, że kurdupel przystosowany do życia w otoczeniu pochlebców i przydupców, w warunkach normalnych targany jest chronicznymi atakami podejrzliwości, wszędzie węszy spiski i rozmaite łże-układy. Po drugie, owo uzasadnienie było równocześnie wyrazem zaufania do poczucia humoru partnera, co - biorąc pod uwagę wysokie stanowisko przy niskim wzroście tego ostatniego – było i pozostaje nadal (patrz wyżej!) zjawiskiem wyjątkowo rzadkim. Partner, koalicjant to, jak wiadomo, ci, których można i należy oszukać, jak tylko zdarzy się po temu okazja.  Po trzecie, dowodziło ono wysokiego wskaźnika optymizmu owego, z imienia i nazwiska nie wymienianego przez nas, sympatycznego, brodatego kurdupla. W końcu, o każdym z rządów III Rzeczpospolitej, z wyjątkiem rządu premiera Olszewskiego, mówiono pod koniec kadencji stokroć gorsze rzeczy. W przypadku rządu premiera Olszewskiego nie trzeba było czekać do końca kadencji. I po czwarte wreszcie, uzasadnienie to świadczy o zupełnie niespotykanej w polskich sferach politycznych wrażliwości na opinię. No, bo co z tego, że "będą mówili"? Ci, co mówią są ze znanego nam łże-układu i niech sobie mówią. To tylko słowa.

- Cóż to czytasz, mości książę? Słowa, słowa, słowa - odpowiada Hamlet na pytanie Poloniusa. Polski wykonawca Hamleta powinien tę kwestię wypowiadać ze znudzoną miną i z grymasem wzgardy, dając tym do zrozumienia, że nie są to bynajmniej słowa skrzydlate (epea pteroenta - Homer, Iliada). Na razie kończymy z poezją i wracamy do prozy.

W USA przeprowadzono swego czasu badania na reprezentatywnej grupie polityków, z których wyszło, że wśród polityków występuje nadreprezentacja psychopatów. Jest ich procentowo więcej niż w jakiejkolwiek innej grupie zawodowej, przy czym polskie elity polityczne, wbrew obiegowej opinii, nie są w tym względzie odosobnione, chociaż nie wyobrażam sobie, aby takie badania można było przeprowadzić w Polsce. Przeciętny polski polityk ma prawdopodobnie tak samo wysokie mniemanie o sobie (szczególnie jeśli jest kurduplem), co jego odpowiednik na Zachodzie. Tyle, że statystyczny polski polityk nie ma poczucia lęku, które nie opuszcza jego zachodniego kolegi nawet we śnie. Brak lęku, o czym wie dobrze każdy psycholog, wynika u psychopaty z niezdolności do samokrytycyzmu. Niezmiennie dobre samopoczucie polityków totalnie w opinii publicznej skompromitowanych, znajduje tu swoje wyjaśnienie. Psychopata przyjmuje za oczywiste, że opinie krytyczne odnoszą się do krytyków a nie do obiektu krytyki (wtedy oczywiście, gdy on sam jest owej krytyki obiektem). 

Czy z tego wynikałoby, że procentem psychopatów polska elita polityczna bije na głowę elity polityczne krajów zachodnich? Jest to całkiem możliwe, ale może istnieć także inne wyjaśnienie. W kondycję psychiczną polskiego polityka (nawet nie-psychopaty) wpisane jest bowiem poczucie bezkarności, obce zachodniemu politykowi, który stale musi uważać nie tylko na to co robi, ale w równej mierze na to, co mówi. Skompromitowany polityk na Zachodzie odchodzi sam, albo go usuwają jego partyjni koledzy w trosce o swoją popularność w opinii publicznej. W Polsce dzielnie pozostaje na stanowisku, przy wydatnej pomocy kolegów, którzy tak samo jak on nie przejmują się jakąś tam opinią publiczną przedkładając nad nią lojalność mafijną. Być może więc owo dobre samopoczucie polityków, o których sądzi się, że są już skompromitowani, wynika z dobrego rozpoznania rzeczywistości a nie z psychopatii?  
Wracając znów na chwilę do poezji, można powiedzieć za poetą, że w Polsce ...słowa się po niebie włóczą i łajdaczą - I udają, że znaczą coś więcej, niż znaczą   (Leśmian).

Obojętne jednak co politycy mówią nie czyniąc i co czynią nie mówiąc i tak słowa się po niebie włóczą i łajdaczą, z jednej strony całkowicie bezkarnie, z drugiej zaś całkowicie bezradnie. Ale sprawa jest bardziej skomplikowana, bo tylko w hasłach wyborczych oddzielać można i przeciwstawiać słowa czynom. Tam bowiem, gdzie bezradne są słowa, najczęściej bezkarne bywają czyny. Dotyczy to w pierwszym rzędzie polityki, w której słowa sprzęgają się z czynami nierozdzielnie.

W Polsce polityk może powiedzieć jakąkolwiek brednię, która skończyłaby definitywnie i bez apelacji każdego polityka w tzw. starych krajach UE i przeżyć. Ale równocześnie - i nie bez związku z ową bezkarnością słów - najgorsze skutki politycznych czynów nie kompromitują ich sprawców. Dzięki temu  Polska jest krajem, w którym są politycy skorumpowani ale nie ma skompromitowanych.
 

OPINIE
Zapraszamy do wyrażenia opinii.
Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie
ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22 e-mail: wsiz@wsiz.rzeszow.pl
Wszelkie Prawa Zastrzeżone, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie © 2010