i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Dodano: 2009-08-31 12:02:01

Z rosnącym zdziwieniem czytam i słucham opinii i komentarzy na temat rocznicy wybuchu II wojny światowej. Waga jaką politycy i media przywiązują do tego wydarzenia wydaje się nieco przesadzona. Data ta dla większości Polaków jest podobnie ważna jak data bitwy pod Grunwaldem - wtedyśmy jednak wygrali, lub data tzw. „odsieczy wiedeńskiej” - też zwycięstwo. Dla części Polaków, w tym dla mnie, jest to data istotna. Utraciłem bowiem dzieciństwo, poznałem strach, śmierć, tułaczkę i utratę ojca. Wydarzenia te wyparłem z pamięci i nie chcę żeby mi to stale ktoś przypominał. Dla mnie dniem radości, wyzwolenia jest 8 (9 maj) 1945 roku - koniec wojny w Europie, bo w Azji trwała jeszcze kilka miesięcy.
Nie jasne jest dla mnie przesłanie obchodów 70 rocznicy wybuchu II wojny światowej. Co mają Europie przekazać zgromadzeni w Gdańsku na Westerplatte przywódcy kilkunastu państw, pracowicie zgromadzeni przez polskie służby dyplomatyczne. Można im przy okazji tylko pogratulować skuteczności. Powiedzą, to co już powtarzane było setki razy: „nigdy więcej wojny”. Kanclerz Niemiec, Angela Merkel, podobnie jak jej wielu poprzedników, powie o winie Niemców, ale także o ich cierpieniach. Władimir Putin zapewne będzie mówił o wielkim wkładzie ZSRR w walce z faszyzmem. Co powie Prezydent Lech Kaczyński nie wiadomo. Ale może oszczędzi sobie jednak mowy o Katyniu i pakcie Ribentropp-Mołotow. A Donald Tusk przemówi zapewne koncyliacyjnie i poprawnie politycznie. Nie bardzo zatem wiadomo po co to wszystko. A jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o „pijar” - popatrzcie rodacy jacy jesteśmy skuteczni w polityce zagranicznej, jaką siłę perswazji ma rząd itd. itd. Taką zbiórkę można by lepiej urządzić z okazji rocznicy wejścia Polski do Unii. Rocznica ta jest znacznie bardziej ważna niż wszystkie pierwsze sierpnia i września.
Kolejnym tematem są różne teksty publikowane w mediach rosyjskich. Nasi komentatorzy są oburzeni na kłamliwość, ich zdaniem, tych enucjacji. Warto jednak pamiętać, że Rosjanie mają swoją prawdę, Polacy swoją, a Niemcy swoją. Czasami jednak, choć rzadko, udaje się pewne „fakty” uzgodnić. I bardzo dobrze. Stanisław Lem, jeden z największych polskich pisarzy napisał jakże słusznie, że: „Fakty są tam, gdzie nie ma ludzi. Kiedy się pojawiają są tylko interpretacje”. Pakt Ribentropp-Mołotow miał dla Polski skutki katastrofalne, a dla ZSRR wręcz przeciwnie. W kontekście tej dyskusji panuje całkowita zmowa milczenia o tym, że Polacy razem z Adolfem Hitlerem wzięli udział z rozbiorze Czechosłowacji zajmując tzw. Zaolzie. A „flirt” polskich władz z nazistowskimi dygnitarzami także miał miejsce np. polowania w Białowieży na cześć Hermana Goeringa.
Kolejny wątek dyskusji o 1 września to skład delegacji. Dostało się Amerykanom od naszych polityków i komentatorów. Nawet ci najrozsądniejsi, jak Monika Olejnik, wypominali rządowi USA, że przysył mało znaczącą delegację. Nasi dyplomaci oczywiście wiedzieli, że dla Amerykanów 1 września to nic nie znacząca data, ale nie wyciągnęli z tego żadnych wniosków. Wojna dla USA zaczęła się w grudniu 1941 roku od ataku na Pearl Harbor. Do tego momentu wojna w Europie była wojną lokalną. Stopniowo i z oporami stawała się powoli światowym konfliktem. 1 września 1939 roku Niemcy zaatakowali Polskę, 3 września wojnę Rzeszy wypowiedziały Anglia i Francja. Ale tak naprawdę działania na froncie zachodnim podjęto dopiero w 1940 roku, co zakończyło się klęską Francji. Prawdziwy początek wojny dla Wielkiej Brytanii to Bitwa o Anglię. Czerwiec 1941 roku to atak Niemiec na ZSRR. Dopiero od ataku Japończyków na Hawaje tak naprawdę rozpoczęła się wojna światowa.
Wypominanie Amerykanom, jak to zrobiła Monika Olejnik, że przysyłają emerytowanego ministra, a my walczyliśmy z nimi w Iraku jest nie tylko małostkowe, ale głupie po prostu. Co ma bowiem jedno do drugiego?
Najsmutniejsze w tym wszystkim jest ogłupianie widzów, słuchaczy, czytelników, którym media usiłują robić sieczkę z mózgu, ale na szczęście z pewnością nie wszystkim.


